Ks. Józef Gut zaprasza na XV Festyn Elżbietański.

Słowo na niedzielę proboszcza Parafii św. Elżbiety Węgierskiej z Jaworzna Szczakowej.

REKLAMA

Byłem wtedy kilka lat po święceniach. To był czas, gdy można było dokonywać aborcji „z przyczyn społecznych”. Pewnego dnia przyszła do kancelarii dziewczyna. Była ogromnie rozbita. Od razu powiedziała, że nie powinna tu przychodzić, bo zrobiła coś strasznego, ale musi się wygadać. I opowiedziała o sytuacji, którą przeżyła, Nie mogła wytrzymać awantur pijanego ojca, więc uciekła z domu. Nie wiedziała dokąd iść. Ogromnie się ucieszyła, że zainteresował się nią starszy mężczyzna, który okazał jej pomoc. Mówiła, że wreszcie doświadczyła miłości, której nie miała w domu. Przeżywała cudowny czas i czymś normalnym dla niej było, że oddawała się kochanemu mężczyźnie. Czar prysnął, gdy pewnego dnia z ogromną radością powiedziała swemu ukochanemu, że spodziewa się dziecka. Wtedy zobaczyła innego człowieka. Ze złością wykrzyczał jej, że nie taka była umowa i że gdzieś ją zabierze. Pojechali pod jeden z bloków i pokazał jej gabinet ginekologiczny. „Tam masz iść i pozbyć się problemu”. „Ale ja nie chcę zabić dziecka” – wykrzyczała przerażona. Odjechał wściekły od bloku. Potem zwyzywał ją od najgorszych i oświadczył, że jeśli tego nie zrobi, nie chce jej znać. Zdruzgotana i przerażona nie wiedziała co robić, czy zabić siebie, czy jego. Gdy podwiózł ją drugi raz do wiadomego bloku, weszła do gabinetu na drewnianych nogach. Nie wiedziała co się dzieje. Po skrobance nic już nie było takie same. Znienawidziła siebie i swojego partnera. Odeszła od niego, ale pozostał ból i nieprzebaczenie sobie, że zgodziła się na zabicie dziecka.

Nie pamiętam jak zakończyło się spotkanie w kancelarii. Chyba była do spowiedzi i dostała rozgrzeszenie, bo była w niej decyzja, że nigdy już nie zabije dziecka. Co więcej, uświadomiłem sobie, że mogą być takie sytuacje, gdy kobieta poddana jest tak strasznemu przymusowi, że choć godzi się na aborcję, może nie być winna. Jednak skutki tej decyzji pozostaną w niej do końca życia.

Teraz po latach, gdy widziałem w rękach dzieci, które wyszły protestować, kartony z napisem „piekło kobiet”, przypomniałem sobie tamten dzień i tamtą dziewczynę. I dwie myśli mocno do mnie dotarły.

Pierwsza – jak bardzo musi być samotna i przerażona kobieta, że występuje przeciw temu co w niej najgłębsze- byciu matką. Skąd ten lęk i brak zaufania do rodziców, do przyjaciół, do dorosłych?

I druga prawda. Dlaczego w tym przerażeniu i agresji nie pojawia się mężczyzna: mąż, partner – ojciec dziecka? Czy rzeczywiście wszyscy mężczyźni są niezdolni do chronienia swoich kobiet i swoich dzieci? A może trzeba im pomóc do wzięcia odpowiedzialności za swoje decyzje? Przecież tylko tak staną się dorośli.

Ksiądz Józef Gut

Transmisja na żywo Mszy Świętej o godzinie 10:00, 8.11.2020.

 

- REKLAMA -
Zewnętrzne linki