Pandemia z perspektywy polskich artystów

Ostatnie wydarzenia w polskiej polityce, a raczej decyzje podejmowane na szczeblu rządowym wpłynęły na sposób postrzegania polskiego artysty. Opinia publiczna była bezlitosna. Postanowiliśmy spotkać się i porozmawiać z dwoma przedstawicielami tej branży, aby pokazać z ich perspektywy obecną sytuację, która ma miejsce na świecie oraz to, jak poradzili sobie z zamknięciem ich miejsc pracy.

REKLAMA

Tak samo, jak w innych branżach, tak i dla artystów lockdown był zaskoczeniem. Szybko jednak odnaleźli się w nowych realiach i swoje działania przenieśli do Internetu. Jednakże jak mówi nam aktor Dariusz Wiktorowicz „zmęczyło nas to mówiąc szczerze, po dwóch miesiącach się wszyscy wypalili i chcieli wrócić do pracy”. Trafnie zauważył, że wiele pomysłów jak nagrywanie spektakli czy bajek nie mogło być realizowane przez wzgląd na prawa autorskie. Wszyscy mieli nadzieje, że sytuacja potrwa maksymalnie do wiosny i na lato będą mogli wrócić do swoich działań, również tych, których nie dało się realizować online. Dużą pomocą okazały się również stypendia ministerialne, dzięki którym wielu artystów mogło przetrwać okres całkowitego zamknięcia, trzeba zauważyć, że wielu z nich pracuje jako freelancerzy na umowach o dzieło lub zlecenie, co za tym idzie, jak nie mają przysłowiowych „jobów”, spektakli czy koncertów to po prostu nie zarabiają. Zdecydowana mniejszość ma pełne etaty, które gwarantują względny spokój.

Temat, który nigdy nie schodzi z ust opinii publicznej to tak zwani „celebryci”. Popularnym, acz krzywdzącym stwierdzeniem jest, że „leżą na kanapie, a zarabiają krocie”. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że praca na planie filmowym trwa zazwyczaj 12 godzin i to od wczesnych godzin rannych, a następnie po zakończonych zdjęciach trzeba usiąść i nauczyć się tekstu na dzień następny, do tego dochodzą zmiany lokalizacji, charakteryzacja i uwagi reżysera. Życie na ciągłym świeczniku prawdopodobnie samo z siebie nie należy do najłatwiejszych, szczególnie gdy chcę się odpocząć i zebrać myśli.

Przebranżowienie się to hasło, którego używają wszyscy nagminnie, jednak nie pojawiło się znikąd. Dla niektórych stało się to koniecznością. Zamiast grać koncerty czy spektakle pracują na budowach, w sklepach meblowych lub jako kurierzy, aby móc utrzymać siebie i swoją rodzinę. Marian Folga podkreśla, że jeżeli dana osoba poświęciła de facto całe życie na rozwijanie swoich umiejętności w danej dziedzinie to nie będzie łatwo jej ot tak znaleźć stałej pracy i dodaje „całe życie szkole się w tym, co kocham, co lubię, była sytuacja, gdzie teraz szukałem przez jakiś czas pracy dodatkowej, no ale zawsze to jest na chwile”. Pan Dariusz natomiast podkreśla, że przebranżowić można się i owszem, jednakże sytuacja dotknęła tak wiele branż, że nie za wiele jest możliwości.

Wobec tego, co dalej z branżą artystyczną? Dariusz Wiktorowicz mówi wprost „My jesteśmy gotowi, my jesteśmy zwarci, stoimy i czekamy”. Teatry są chętne do działania, wystarczy tylko dać im szansę. Widzowie również chętnie wybraliby się na przedstawienie i oderwali od prozy dnia codziennego. Świadczą o tym ich zapytania i wsparcie, jakiego udzielają swoim ulubionym teatrom czy instytucjom kultury. Nawet przy ograniczonej liczbie widzów wiele miejsc z pewnością chętnie wróciłoby do działania. To, że widzów brakuje nie oznacza, że nic się nie dzieje. Za zamkniętymi drzwiami wielokrotnie odbywają się próby do nowych widowisk z nadzieją, że w niedalekiej przyszłości będą mogły mieć one swoją premierę. Co warte zaznaczenia jeszcze we wrześniu narracja była zupełnie inna. Wówczas 95% teatrów deklarowało, że jeżeli 50% obostrzenia dotyczące widowni nie zostaną zdjęte, to teatry tę planują zakończenie sezonu artystycznego. Związane to było niewątpliwie z brakiem rentowności ich działalności. A przynajmniej tak tłumaczono to podczas zebrania Związku Zawodowego Aktorów Polskich, które miało miejsce 29 września. Jestem przekonany, że dzisiaj teatry chętnie zagrałyby choćby dla kilkunastu osób siedzących na widowni.

Tak jak sytuacja gastronomów, przedsiębiorców fitness czy sprzedawców, również i artystów nie jest łatwa. Najbliższe miesiące pokażą, czy będzie dla nich jeszcze miejsce w gospodarce, gdy wszystko wróci do normy. Na razie trzeba pamiętać, aby nie wrzucać wszystkich do „jednego wora” i tak po prostu, po ludzku, zrozumieć ich sytuacje.

                                                                                        Michał Kirker 

- REKLAMA -
Zewnętrzne linki