W dobie pandemii dostęp do lekarzy ograniczono pacjentom do e-wizyt, doszło do ograniczenia planowanych zabiegów, do braku miejsca w szpitalach.

REKLAMA

Często chorzy skarżą się, że przychodnie nie chcą ich przyjmować, że nie można się dodzwonić, zupełny brak zainteresowania ze strony lekarza do pacjenta. Jak zgłaszają nam czytelnicy, w niektórych przychodniach w Jaworznie jest jeden wielki bałagan. Strach i bezradność chorych.

Jednak nie zawsze ta relacja pacjenta z lekarzem jest negatywna. Swoją historię w przychodni ZLO na ulicy Nosala w Jaworznie, opisała jedna z jaworznianek. Pani Lucyna spotkała się tam z empatią i życzliwym podejściem lekarza do pacjenta i skoro jest tak wiele krytyki na naszą służbę zdrowia i lekarzy stwierdziła, że warto opisać sytuację odwrotną, pozytywną.

Potrzebowałam pilnej konsultacji z lekarzem pediatrą, więc zadzwoniłam ok. 9.30 do przychodni na Nosala. Telefon odebrany po kilku minutach. Pani w rejestracji powiedziała, że mojej pani doktor nie ma jeszcze, ale że łączy z drugim lekarzem, bo to sprawa pilna. Doktora nie znam, bo nigdy z synem u niego nie byliśmy, ale wysłuchał, dał pierwsze wskazówki, uspokoił i powiedział, że oddzwoni, bo akurat miał pacjenta. Za 20 minut lekarz oddzwania, dokończyliśmy rozmowę i powiedział, że zadzwoni pod koniec pracy, zapytać jak syn się czuje. Godzina przed 15 lekarz faktycznie dzwoni, zainteresowany. Człowiek wtedy czuje się taki zaopiekowany, mimo iż to tylko telefon. Powiedział, że gdyby coś się działo, mam pisać pod podany numer on oddzwoni i będziemy w razie potrzeby dalej działać. Dzięki Bogu syn faktycznie dochodzi do siebie. To dzięki doktorowi, choć może to zabrzmi śmiesznie, ale czuliśmy się bezpieczni, bo nikt nas nie zbył, tylko starał się pomóc.– tak opisała całą sytuację pani Lucyna.

Sporo się ostatnio mówi o roli relacji lekarz- pacjent w procesie leczenia. Zdania są jednak podzielone.  Mimo tego rośnie łańcuch pozytywnych elementów, a jego pierwszym ogniwem jest właśnie dobra relacja lekarz-pacjent i zainteresowanie  tym pacjentem, jak było właśnie w przypadku pani Lucyny i jej syna. Oby więcej takich sytuacji i lekarzy w naszych przychodniach.

 

- REKLAMA -


Zewnętrzne linki