Czołowi jaworzniccy trenerzy personalni o swojej branży i akcji #otwieraMY!

Może się wydawać, że branża fitness, obok branży gastronomicznej najbardziej podpadły przedstawicielom obecnej władzy. Są to dwie najbardziej walczące o swoją przyszłość branże, które jakby były wciąż „niedostrzegane” przez rządzących. Żeby dowiedzieć się, jaka panuję w niej obecnie atmosfera, spotkaliśmy się z trzema jej przedstawicielami.

REKLAMA

Jak się można było domyśleć, atmosfera nie jest obecnie optymistyczna, każdy myślał, że lockdown potrwa maksymalnie kilka miesięcy i wszystko wróci do normy. Co gorsza, decyzja o otwarciu tej część gospodarki zapadła w trakcie tzw. martwego sezonu, czyli podczas wakacji, gdzie większość ludzi wyjeżdża na urlopy lub uprawia sport na świeżym powietrzu. Gdy jednak rozpoczynał się sezon, a siłownie zaczęły odbijać się od dna, to rząd bez ostrzeżenia, z dnia na dzień, znowu wszystkich zamknął.

Trzeba także pamiętać, że siłownie i kluby fitness to miejsca, gdzie nie tylko ludzie przychodzą, aby poćwiczyć i popracować nad sylwetką, ale także, żeby się odstresować, wyładować negatywne emocje czy spędzić czas w innym środowisku z innymi ludźmi. Dla trenerów personalnych to także był i jest nadal, bardzo stresujący czas, gdyż nikt z nich nie wie, ile ten impas będzie trwał, czy ich firmy przetrwają oraz, czy będzie do czego wracać. Emocji jest zdecydowanie więcej niż odpowiedzi. Jednakże tam, gdzie ludzie trenują tj. w placówkach, które otworzyły się bez względu na konsekwencje, atmosfera panuje całkiem dobra. Oczywiście nie jest tak, jak miało to miejsce przed pandemią, ale możliwość regularnego ćwiczenia powoduje radość wśród ludzi.

No właśnie, utrzymanie formy zostało mocno utrudnione, dla niektórych jest to dobra wymówka, a dla innych spory problem do rozwiązania. Utrzymanie formy przez trenerów jest łatwiejsze ze względu na posiadaną wiedze oraz sprzęt do trenowania jaki mają w swoich domach. Ich ciała to w końcu ich wizytówki, więc nie mogą sobie pozwolić na obniżenie lotów, a forma musi być, chociaż na przyzwoitym poziomie. Zdecydowanie gorzej mają osoby, które dopiero zaczynają prace nad sylwetką, znalezienie motywacji do pracy nad ciałem zawsze było nie lada wyzwaniem, a teraz jest to jeszcze bardziej utrudnione. Widać to było bardzo po pierwszym lockdownie, gdzie duża część osób odpuściła trening, nawet niektórzy trenerzy, tendencja spadkowa zauważalna była wśród całego społeczeństwa. Nie pomagał także zakaz wychodzenia z domów czy zamknięte lasy. Obecnie styl działania branży fitnnes, także przeniósł się do formy zdalnych treningów, prowadzonych online, jednak jest to zdecydowanie trudniejsze, a klienci mniej chętni na taką strukturę współpracy.

To jak to w końcu jest, siłownie działają w tak zwanym podziemiu czy jednak nie? Odpowiedź oczywiście nie jest jednoznaczna, jest wręcz tautologiczna, ponieważ i działają i nie. Wiele siłowni otwarcie mówi, że się otworzyło i są gotowe na konsekwencje. Wolą przyjąć mandat, a potem w sądach starać się udowodnić swoją rację. Jest to lepszy pomysł niż czekanie na otwarcie, które może nastąpić lub nie, a utrzymanie siłowni to przecież koszt wynoszący od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie, dlatego każdy próbuje przetrwać ten czas jak może i stąd niektórzy podejmują to ryzyko.

Branża fitness, nie zapeszając, to ta część gospodarki, która powinna przetrwać każdy kryzys, gdyż zdecydowana większość z nas chce dbać o swoje ciała i sylwetki. To, w jakim stanie wrócą do pełnoprawnego działania, nie wie nikt, nam pozostaje jedynie czekać i wspierać ich jak tylko się da.

1 KOMENTARZ