Człowiek młody, zdrowy, zaaferowany codziennymi problemami na drodze do świetlanej przyszłości, często ignoruje troskę o swoje zdrowie. Upominany, odpowiada śmiałym stwierdzeniem: „na coś trzeba umrzeć”. I tak zwykle bywa, że w tym zabieganiu, pewnego pięknego dnia następuje zderzenie z owym „coś”, zderzenie z poważną chorobą. Wyniki badań, rozmowa z lekarzem, gorączkowe poszukiwania w internecie, konfrontacja z terminami medycznymi, do tej chwili zupełnie nam obcymi, całkowicie zmieniają optykę naszego życia.

REKLAMA

Misternie budowane życiowe plany w jednej chwili przestają istnieć, a świat dotychczasowych wartości ulega natychmiastowej przebudowie. Wielu nam życzliwych w takiej chwili będzie radziło dobre szpitale, znanych specjalistów, skuteczne metody. Zaczyna się gorączkowe szukanie znajomości i tzw. wejść. Jest to coś absolutnie naturalnego i pewnie dobrym znakiem, że chory staje do walki o swoje życie. I tu jawi się niezmiernie ważny element, a mianowicie psychiczne nastawienie chorego. Ten, który zna misję swojego życia i wie jakie zadania stawia przed nim Stwórca, jest o wiele bardziej podatny na leczenie, niż człowiek, który żyje bez uświadomionego celu.

Niebagatelną rzeczą jest porządek w sumieniu. To właśnie tu, w tej przestrzeni, w której dochodzi do spotkania z „ukrytym Bogiem” (Wiktor Frankl), dokonuje się jeden z najważniejszych procesów powrotu człowieka do zdrowia. Znakomicie opisał to św. Marek: Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”.

Ta scena uzewnętrzniła to, co stało się w sumieniu człowieka, trądem skazanego na podwójną śmierć. Wówczas bowiem, trąd był chorobą nieuleczalną, a do tego dochodziło odrzucenie chorego przez ludzi, jako grzesznika, niebezpiecznego zarówno pod względem moralnym, jak i sanitarnym. Precyzyjnie ujmuje to Księga Kapłańska: Trędowaty, który podlega tej chorobie, będzie miał rozerwane szaty, włosy w nieładzie, brodę zasłoniętą i będzie wołać: „Nieczysty, nieczysty!”. Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem.

Uszy trędowatego były wyczulone na wszystkie informacje dające jakąkolwiek nadzieję, usłyszały o Jezusie i Jego boskiej mocy. W swoim sumieniu przyjął to za prawdę i dał temu wyraz, przychodząc do Niego, upadając na kolana i wyrażając swoją prośbę słowami – Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić . Fantastyczne wyznanie wiary i całkowite oddanie się woli Boga.

Jezus: zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: „Chcę, bądź oczyszczony”. Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony.

Przyznam, że kiedy sam znalazłem się w sytuacji porównywalnej do trędowatego, to ta jego postawa, jego modlitwa zaczęły mi, przy każdej Komunii św. towarzyszyć. Było i jest to doświadczenie przez wiarę dotknięcia samego Boga, Jezusa Chrystusa ukrytego pod postacią chleba i wina. Było to i jest wypowiadane w mojej duszy: – jeśli chcesz i Jego odpowiedź: – chcę. Pragnę, aby to tak już pozostało, a przewrócony chorobą świat wartości pozostał trwały i zdrowy.

Nie bójmy się więc prosić Jezusa o cud, tak jak to uczynił trędowaty. Przecież uzdrowienia duszy i ciała były i są nadal misją Wcielonego Słowa.

Ks. Lucjan Bielas

- REKLAMA -
Zewnętrzne linki