Krzywoszczeć przywłoka

REKLAMA

Gatunki inwazyjne to poważny problem w skali globalnej. Kiedyś rośliny i zwierzęta także wędrowały, bo w jakiś sposób dotychczasowa miejscówka była dla nich niedogodna lub za ciasna. Często zdarzało się tak, że jakiś gatunek wędrował razem z nami do nowego miejsca na ziemi, abyśmy mogli poczuć cokolwiek z klimatów starego kraju. Jest jeszcze chęć wzbogacania ogrodów osobliwymi gatunkami z obcych stron. Te również nierzadko uciekają i jakoś odnajdują się w nowym miejscu. Tak zaczyna się inwazja kenofitów.

Od pewnego czasu w świat ruszyły mchy. Gatunkiem inwazyjnym z tej kategorii jest tytułowa krzywoszczeć przywłoka – Campylopus introflexus rodem z Australii. Ten gatunek tworzy rozległe poduszki lub zielone dywany. Jak roślina wygląda, pokazuję na filmie.

Do Europy trafił w 1941 roku i potem ruszył na podbój świata. Na początku była Wielka Brytania. Potem Niemcy (1967), Dania (1968), Wyspy Owcze (1973), Szwecja (1976), Norwegia (1978), Polska (przed 1983). Przypuszcza się, że do Holandii i Belgii trafił w pakiecie przy okazji jej wyzwolenia spod okupacji niemieckiej, dlatego tam zwie się go mchem czołgowym.

Osobiście po raz pierwszy spotkałem go w 2018 roku w Piasecznej k. Węglińca. 29 marca 2019 roku po raz pierwszy odnalazłem ten gatunek w Jaworznie a dokładniej w południowej części lasków pomiędzy drogą 79 a Przemszą. Obecną sesję filmową także wykonałem w tej okolicy. Póki co jest to jedyne znane mi osobiście stanowisko tego gatunku w Jaworznie.

Mech po świecie sam jakoś tak sobie wędruje, bo rozmnaża się przez zarodniki oraz fragmentację łodyżek. Jak każdy zielony najeźdźca zaburza zastane ekosystemy. Niektóre z nich po latach jakoś wracają do normy.

Piotr Grzegorzek

- REKLAMA -
Zewnętrzne linki