Młody, silny, wysportowany jaworznianin-taki zawsze był do czasu kiedy zaczęła się jego walka z ciężką chorobą serca. Ten człowiek i jego rodzina przez ostatnie trzy lata przeszła wiele przykrych chwil i cierpienia. Teraz córka pana Mateusza, który jest już po przeszczepie serca, utworzyła zbiórkę, na pomagam.pl, by ułatwić tacie codzienne życie i funkcjonowanie. Zbierane są pieniądze na remont łazienki, dostosowania jej do potrzeb pana Mateusza.

REKLAMA

Choroba męża zaczęła się trzy lata temu. Nagły niespodziewany zawał, zniszczył nam całe życie. Młody wysportowany człowiek, który zawsze dbał o swoją rodzinę, z dnia na dzień dostał zawału serca. Od tamtej pory zaczęła się nasza walka o życie kochanego męża i ojca czwórki wspaniałych dzieci. W sierpniu 2020 w końcu udało nam się, mąż dostał się na pilną listę do przeszczepu, w przeciągu czterech dni znalazł się dawca. Odbyło się przygotowanie do przeszczepu, gdzie na parę godzin przed został powiadomiony, że nie przeszczepu nie będzie z powodu nowotworu płuca. W jednej chwili radość i nadzieja na nowe życie została nam odebrana. Pierwsza myśl, jaką miałam po telefonie od lekarza z informacją, że nie będzie przeszczepu, bo mąż ma raka, że to już koniec. Po paru dniach rozpaczy otrząsnęłam się i powiedziałam, że nie możliwe to jest, musimy zrobić wszystko, by nam się udało pokonać tego raka. Wspierałam męża wmawiałam sobie, że to na pewno pomyłka ktoś popełnił błąd. To był najgorszy czas dla nas i dzieci, ogromna rozpacz, ale do biopsji mieliśmy nadzieję, że jednak to pomyłka. Po odebraniu wyników diagnoza najprawdopodobniej rak niedrobnokomórkowy. Wtedy nam i dzieciom świat się zawalił kolejny raz, czy mąż da radę, czy wygramy tę walkę dwie śmiertelne choroby w jednym człowieku. Alternatywa leczenia radioterapia stereotaktyczna innej możliwości w przypadku męża nie było. Nic innego nie zostało, jak tylko podjąć się tej terapii. Przez osiem miesięcy walczyliśmy, żyliśmy w strachu, czy mąż da radę, czy przetrwa. Mój kochany mąż walczył, był dzielny, wspieraliśmy go, jak tylko potrafiliśmy. Końcowy wynik leczenia badanie PET wykazało brak aktywnych komórek rakowych. Radość niesamowita jedna choroba śmiertelna pokonana. Zaczęłam znowu walkę o to, by mąż trafił z powrotem na listę do przeszczepu serca. Odbyła się wizyta u profesora we Wrocławiu. Diagnoza była taka-jedyną alternatywą dla męża to pompa. Kolejne rozczarowanie, liczyliśmy na przeszczep. Zdecydowaliśmy z mężem, że spróbujemy wrócić do Zabrza, co w Zabrzu nam powiedzą, choć nie chcieliśmy tam wracać po tym, co nas spotkało w sierpniu, ale spróbowaliśmy. Decyzja tamtych profesorów była taka-wyjaśnijmy sprawę z nowotworem puca, a potem podejmiemy decyzję co dalej. Miesiąc pobytu męża w szpitalu przyniosła nam diagnozę-Panie Mateuszu to nie jest rak, nigdy pan raka nie miał. Z jednej strony radość niedowierzanie a z drugiej żal, niesamowity żal o osiem miesięcy naszego życia w ciągłym strachu czy mąż da radę pokonać raka. Żal o stracony czas o zniszczoną psychikę dzieci i naszą, bo to ucierpiało najbardziej przez te osiem miesięcy. Po wyjaśnieniu tego, że mąż nigdy nie miał nowotworu, trafił na pilną listę do przeszczepu serca. Po miesiącu stał się cud i znalazł się dawca, mąż szczęśliwie przeszedł przeszczep bez komplikacji. Obecnie pomału wraca do zdrowia i formy. Wierzymy, że jeszcze będzie dobrze. Kochamy go całym sercem i czekamy na niego. – powiedziała pani Iwona.



Każdy, kto tylko chce wesprzeć zbiórkę, do czego bardzo zachęcamy, może to zrobić, klikając w link poniżej:

https://pomagam.pl/awycpp

Pamiętajmy, dobro zawsze wraca, w Nas siła! POMAGAJMY I UDOSTĘPNIAJMY, by jak najwięcej dobrych serc pomogło Mateuszowi i jego rodzinie.

- REKLAMA -

Zewnętrzne linki