Spotkanie z cyklu Miasta Idei odbyło się po raz kolejny w Jaworznie 9 czerwca. W konferencji udział wziął m.in. prezydent miasta Paweł Silbert.

REKLAMA

Prezydent Silbert obszernie opowiadał inwestycjach w mieście oraz wszelkich sprawach z nimi związanymi, takich jak partycypacja społeczna, budżet obywatelski, przygotowanie terenów inwestycyjnych. Poruszył też temat nadchodzącej transformacji spowodowanej odchodzeniem od wykorzystania węgla, czy potencjalnych połączeń miast.

Poniżej znajdziecie podsumowanie konferencji z perspektywy Jaworzna.

O zwątpieniu w procesie powstawania inwestycji:

– Czasami wkurzam się na to, że zawalił wykonawca, ze coś nie poszło po naszej myśli, że coś nie wychodzi na poziomie legislacyjnym, że nasze wkładane wysiłki nie spotykają się z akceptacją, że czasami pewnych rzeczy nie da się ludziom wytłumaczyć. Choćby człowiek nie wiadomo jak się starał, to jak ktoś powie, że nie chce czegoś zrozumieć i widzi coś po swojemu, to tak będzie.

O kluczowej inwestycji w mieście:

– Zdecydowanie Miejskie Centrum Integracji Transportu, dlatego że ono jest naszym warunkiem i wkładem do uzyskania dużego dofinansowania dla zakupu autobusów elektrycznych. Gdybyśmy wystąpili o pieniądze na zakup elektryków, to byśmy ich nie dostali. Jednak jako że pokazaliśmy całe, duże przedsięwzięcie, że jest tam centrum przesiadkowe, że jest parking dla rowerów, że jest lodowisko, dochodzą do tego drogi rowerowe, to wtedy ci, którzy oceniają takie projekty, powiedzieli – na takie coś pieniądze możemy dać. Z tego punktu widzenia inwestycja była ważna,  rozwiązywała też problemy komunikacyjne. Nie idealnie, ponieważ nasze miasto jest pod tym względem naprawdę trudne, ale jest w moim przekonaniu lepiej niż było. Nie idealnie i nie wiem, czy będzie kiedykolwiek idealnie.

O konsultacjach z mieszkańcami:

– Współuczestnictwo mieszkańców odbywa się w Jaworznie na wielu równych polach, wbrew temu, co próbują przypisywać mi niektórzy.

– U nasz planowanie przestrzenne zostało uspołecznione do tego stopnia, że był taki plan, który realizowaliśmy kilka lat – chodziło o Ciężkowice – i nie mogliśmy się za nic na świecie dogadać z mieszkańcami. Za każdym razem, kiedy wydawało się, że jesteśmy już na finiszu, byliśmy szturmowani, że mieszkańcy się z czymś nie zgadzają. Znamienne było np. to, że w roku 2010, byliśmy po okresie ulewnych deszczy, a Ciężkowice to taka dzielnica, gdzie występują podtopienia. Te podtopienia nie występowały tylko w punktach najniżej położonych domów, ale również wybijały źródła na górkach – Bobrowa Górka czy Bagienko to nazwy nieprzypadkowe. Na sesji rady miasta, w tym samym czasie, kiedy ludzie mieli pozalewane domy, wychodzi jeden z radnych i mówi, że działamy przeciwko ludziom, bo nie zgadzamy się na budowę w Ciężkowicach zabudowy mieszkaniowej. Więc ta partycypacja często prowadzi na manowce.

– Są jednak obszary, gdzie nawet, jakby ludzie się bardzo nie zgadzali, to ja i tak powiem – nie, nie zrobię tak jak chcecie. Takim przykładem jest na przykład konieczność wycięcia tysięcy drzew w ramach przygotowania pod Jaworznicki Obszar Gospodarczy. Wiem, że jak tego nie zrobimy, to za 15 lub 20 lat ludzie mnie będą przeklinali, gdzie ja byłem wtedy, kiedy trzeba było podjąć decyzję co i zrobiłem ja albo moi ludzie, żeby teraz nie było 25- lub 30-procentowego bezrobocia.

Tereny inwestycyjne i brak spójności w planowaniu

– Na pewno nie sprzyja brak strategicznego planowania na poziomie państwa i regionów. Nie takiego pod pieniądze unijne w Nowej Perspektywie, tylko takiego, gdzie planujemy państwo i poszczególne elementy państwa jako całości w długiej perspektywie, żeby np. nie trzeba było mieć rozmów o konieczności wycięcia lasu, bo las został posadzony gdzie indziej już 20 lat wcześniej, w miejscu, gdzie inwestowanie nigdy nie byłoby sensowne, po to, żeby zamienić go na las w miejscu, gdzie można inwestować. Gdyby było takie planowanie, to byłoby nam zdecydowanie łatwiej.

– Będę walczył, żeby ten teren miał takie perspektywy rozwoju i mógł zastąpić obecne filary gospodarcze, czyli górnictwo i energetykę, żebyśmy mogli być w komfortowej sytuacji jak Tychy dzięki niegdysiejszej decyzji o lokalizacji strefy ekonomicznej.

Partycypacja mieszkańców

– Nie chciałbym, żeby zabrzmiało to tak, że my jesteśmy z mieszkańcami po dwóch stronach barykady, chociaż wiem, że są ludzie, którzy chcieliby tak widzieć rzeczywistość. Robią to niektóre media, robią to niektórzy politycy. Napuszczają ludzi na nas, na rozstrzygnięcia, na pomysły.

Pozytywny przykład partycypacji społecznej

– Mamy pozytywne przykłady partycypacji. Pamiętam, jak kiedyś przyszli do mnie młodzi ludzie z pretensjami, że zlikwidowaliśmy im skatepark zrobiony z blachy, niebezpieczny, bez certyfikatów. Powiedziałem – dobra, to powiedzcie, co wy chcecie. I zrobiliśmy spotkanie z młodymi ludźmi, sala była wypełniona w 180 albo 200 procentach. Po spotkaniu, burzliwym, ale bez agresji, ustaliliśmy, że oni spośród siebie wyłonią grupę, która będzie pracować z nami nad budową skateparku. Oni byli pełnoprawnymi uczestnikami procesu inwestycyjnego od początku do końca. Oni wskazali lokalizację, mówiliśmy, że nie nie jest zbyt dobra, ale chcieli tam. Potem sami ją zmienili, bo jednak uznali, że jednak nie jest dobra, sami dobierali urządzenia. Po latach uznali, że te nie były zbyt dobre.

– Dla mnie to było nieinstytucjonalne, trochę takie pospolite ruszenie, ale młodzi ludzie, tak naprawdę dzieci, siedziały siedzieli na takich narach, mówili, co chcą i ile to kosztuje.

– Drugi taki przykład to velostrada. Jeden z urzędników poprosił mnie o spotkanie ze środowiskiem rowerowym. Przyszedłem na to spotkanie, a tam goście dosłownie zabili mnie wiedzą na ten temat, bo oni wiedzieli lepiej ode mnie jakie są uwarunkowania terenowe, własności działek – przyszli z gotowym projektem i z analizą. Tak naprawdę nie miałem zbyt wiele do powiedzenia z wyjątkiem tego, że można by zrobić to jeszcze odważniej, i poprosiłem, żeby doprojektowali przejazd pod drogą i budowę jednego wiaduktu. Velostrada została wybudowana tak, jak oni ją zaprojektowali, plus wiadukt i przejazd pod drogą.

– Dla mnie w tym jest taki aspekt, że oni teraz nie mogą narzekać, że coś nie tak.

– Uczestniczyliśmy w wielu takich spotkaniach partycypacyjnych, nie jest tak, że wszystko musi być po naszemu. Powiedziałbym wręcz, że w wielu przypadkach nie jest tak, jak byśmy chcieli. Rozbijamy się o możliwości finansowe, organizacyjne, ale mamy fajne doświadczenia.

Budżet obywatelski

– Niepokoi mnie pewien trend w budżecie obywatelskim. Właścicielami sporej kupki pieniędzy stały się pojedyncze osoby, co roku czas te same. To niebezpieczne zjawisko, które moim zdaniem wymaga zrewidowania, bo adresujemy piękny kawałek możliwości partycypacyjnych mieszkańcom miasta, ale niekoniecznie chcą brać w tym udział. I to jest okropne.

– Chciałbym dodatkowo, żeby ludzie, gdy chcą, żeby miasto coś zrobiło, wzięli odpowiedzialność za powstałą inwestycję. Prezydent jako przykład podał jedno z powstałych boisk, którego nikt teraz nie chce, a ktoś musi utrzymywać.

Prezydent wyszedł również z pomysłem przeznaczenia pewnej kwoty na budowę obiektów, o które wnioskują mieszkańcy, jednak z zaznaczeniem, że kwota topnieje o pieniądze przeznaczana na naprawę obiektów zniszczonych przez wandali. Tutaj Silbert odniósł się do jednego z placów powstałych w ramach JBO, który był tak niszczony, że w końcu został zlikwidowany.

Paweł Silbert stwierdził dodatkowo, że miasto chciało zabronić urzędnikom i radnym pisania projektów budżetu obywatelskiego, ale zabronić blokad miał tego wojewoda. Miałoby to być pozbawianie praw obywatelskich mieszkańca.

Problemy Jaworzna do rozwiązania

– Jaworzno staje przed bardzo konkretnymi problemami do rozwiązania. Niechybnie zbliża się moment, kiedy trzeba będzie pomyśleć o wymianie fundamentów gospodarczych miasta. Odchodzimy od węgla kamiennego i gospodarki opartej na węglu kamiennym. Zatem pójdzie również likwidacja elektrowni w obecnym kształcie. Główna gałąź, która podpiera ekonomię miasta, zostanie zlikwidowana. Na szczęście nie wierzyłam w deklaracje, że węgiel będzie używany i wydobywany do końca świata i już przy poprzedniej edycji studium zagospodarowania przestrzennego przewidziałem tereny pod duże inwestycje, właśnie przy ul. Wojska Polskiego, gdzie ma powstać fabryka samochodów elektrycznych Izery – oby powstała, jak nie, to co innego. Nie poprzestajemy na tym – zaplanowaliśmy rozszerzenie Jaworznickiego Obszaru Gospodarczego o kolejnych kilkaset hektarów i chciałbym, w przeciwieństwie do mojego poprzednika, zostawić mojemu następcy bardzo duży wolumen obszarów do inwestowania – ja nie miałem nic. Teren nieprzygotowany to naprawdę nic – ja chcę zostawić przygotowany, a najlepiej z rozpoczętymi lub ukończonymi inwestycjami.

Połączenia miast

– Patrząc na miasto i znając je, to mimo tego, że miasto ma imponującą powierzchnię, 153 km2, to zasobów do wykorzystania ma bardzo niewiele. Patrząc na to, co się dzieje, myślę, że powinniśmy połączyć siły, np. Jaworzno z Libiążem, Jaworzno z Chrzanowem, Jaworzno z Chełmkiem. Jestem zdania, że w województwie prędzej czy później upadną miasta – dojdzie do tego, niewykluczone, że za naszego życia. Tylko że wtedy to będzie całkowicie inna sytuacja, niż gdy miasta łączą się dobrowolnie. Takie rzeczy się już w historii odbywały. Ruda Śląska nie była kiedyś Rudą Śląską, powstała z kilku mniejszych przysiołków, podobnie jak Jaworzno. Niewykluczone, że ci, którzy przegapią szanse na dołączenia, będą sklejani na siłę i nic za to nie dostaną. A jeżeli ktoś połączy się dzisiaj, to dostanie pewien bonus i premię. On jest możliwy i on by dawał kolejne impulsy, rozwojowe, po prostu zastrzyk kasy.

Jaworzno w Metropolii, wydobycie węgla, bezrobocie

– Nie jest tak, że ja nie chcę do Metropolii, tylko muszą być do tego takie warunki, żebyśmy nie zapłacili zbyt wysokich rachunków za to.

– Namawiałem do tego, żeby wszystkie pieniądze, które mają iść na Metropolie, przeznaczyć na działania, które zrekompensują skutki nieuchronnej likwidacji tych dużych gałęzi przemysłu. Mówiono wtedy, m.in. rząd, że tak nie będzie, ale będzie. To się po prostu zdarzy, z powodów albo regulacyjnych, albo wyczerpią się zasoby. Trzeba będzie się zmierzyć ze zmianą funkcjonowania gospodarki, najprawdopodobniej również życia społecznego. My tego dotkniemy wkrótce. Wcale nie jest też tak, że skoro zapisano likwidację ostatnich kopalń w Polsce w Jaworznie i Bogdance, to tak będzie na pewno, że to będzie 2049 rok. Jeżeli nie będzie zgody na budowę szybu Grzegorz, to stanie się to za 12 czy 15 lat. Na nic zdadzą się deklaracje 2049 roku, bo nie będzie możliwości prowadzenia kopalni. A ludzie muszą mieć z czego żyć. To nie jest tak jak w Ameryce Północnej, że kiedy kończą się zasoby, to ludzie masowo przenoszą się w inne miejsce. Tak tutaj nie będzie. Ludzie zostaną i będzie ogromny problem bezrobocia. Ja już raz to przeżywałem – i nie chcę więcej. Pracę zacząłem od tego, że było 23 procent bezrobocia.

– Jak nie będziemy działać teraz, czeka nas katastrofa – mówi Paweł Silbert.

Wszystkie wypowiedzi nie są autoryzowane, są spisane z relacji wideo zamieszczonego na profilu facebook Gazety Wyborczej.

https://www.facebook.com/watch/live/?v=1769294686591701


Oprócz Pawła Silberta, w spotkaniu zorganizowanym przez „Gazetę Wyborczą” uczestniczyli również Marcin Bazylak, prezydent Dąbrowy Górniczej, Arkadiusz Czech, burmistrz Tarnowskich Gór, oraz Andrzej Dziuba, prezydent Tychów.

Miasta Idei – strzelając z armaty do wróbla

- REKLAMA -

Zewnętrzne linki

2 KOMENTARZE