Sprzedawcy na targowisku TBS-u załamują już ręce. „Czujemy się oszukani przez władze miasta”

Załamani kupcy z placu targowego nie kryją łez. Zgłosili się do nas sprzedawcy straganów na placu targowym TBS-u w centrum Jaworzna. Proszą o nagłośnienie i pomoc w rozwiązaniu ich problemu ponieważ czują się oszukani.

REKLAMA

Pani Monika, jedna ze sprzedawców tego targowiska, nie rozumie, dlaczego ma płacić za, jak mówi „niespójną politykę miasta”.

Kilka lat temu słuchając wizji prezydenta Pawła Silberta o wyglądzie ulicy Sienkiewicza, czyli Kociej, zdecydowała się na przeniesienie swojego straganu na plac targowy TBS-u przy byłym banku PKO. Teraz żałuje tej decyzji i żałuję, że zaufała urzędnikom.

Kazano nam się wynieść z ulicy Sienkiewicza, bo jak powiedzieli urzędnicy, ma być tam ulica reprezentacyjna. Najgorsze, że była to umowa ustna i nikt nam nie dał tego na papierze. Był przetarg, były losowania stanowisk i jasno było powiedziane, że wszyscy sprzedawcy mają przenieść się właśnie tu na to targowisko TBS-u. Myśmy tak zrobili, co miesiąc płacone jest za miejsce, a nie ma ludzi, handel na Kociej dalej jest, sprzedają, co chcą i to bez pozwoleń, na to Prezydent pozwala, a co z nami my mamy dzienny utarg 30 zł jak z tego wyżyć. Czujemy się oszukani i zostawieni sami sobie, nikt z władz naszego miasta nie interesuje się tym targiem. Dlaczego my mamy teraz cierpieć, a inni na ulicy Kociej, nie mają żadnych problemów, bez zezwoleń handlować. My płacimy co miesiąc za miejsce, ludzi nie ma, bo wszyscy idą na Kocią, a ci, co nie mają pozwoleń, handlują na Kociej i zarabiają. Jaka tu jest polityka. Straszne to jest, czujemy się bardzo oszukani.– powiedziała pani Monika.

Oferta stanowiska targowego złożona kupcom miała doprowadzić do tego, żeby na Kociej było ładnie i nie „fruwały” majtki. Niestety po tamtych zapewnieniach nic nie zostało.

Teraz Pani Monika i inni sprzedawcy, choć jest ich garstka, bo plac świeci pustkami, czuje się oszukana, bo ruch na placu targowym TBS-u jest słaby, wszyscy i tak chodzą na Kocią.

Czy zatem można wierzyć w idee i pomysły urzędników pyta Pani Monika? Bo dziś czuje się ofiarą tych pomysłów.

- REKLAMA -

Zewnętrzne linki