Blok 910 MW Elektrowni Jaworzno nie ruszy do 2024 roku, a może nawet dłużej? Prezes Rafako, Radosław Domagalski-Łabędzki, udzielił wywiadu „Rzeczpospolitej”, w którym wprost uzależnia tempo przebiegu prac od inwestycji w spółkę przez spółki Skarbu Państwa.

REKLAMA

Przypomnijmy, że pierwotnie naprawy po sierpniowej awarii wartej prawie 6,5 mld zł inwestycji miały się zakończyć 25 lutego 2022. Jednak prezes Rafako, Radosław Domagalski-Łabędzki, w wywiadzie z „Rzeczpospolitą” poinformował, że ten termin jest mało realny.

– Jeśli zarząd Rafako nie będzie mieć pewności, że jest w stanie zaciągać zobowiązania na realizację prac usterkowych i spłacać je w terminie, to nie będziemy tego robić. Jesteśmy bardzo bliscy takiej decyzji. A wtedy data 2022 pozostanie tylko datą na papierze – mówi Domagalski-Łabędzki.

Rafako od dłuższego czasu ma borykać się z problemami finansowymi – spółka, żeby stanąć na nogi, potrzebuje nowych inwestorów. Prezes Rafako potwierdza informacje o deklaracji pomocy ze strony Polskiego Funduszu Rozwoju – które jednak po 9 miesiącach negocjacji pozostały deklaracjami.

Z pewnością Paweł Borys (prezes Polskiego Funduszu Rozwoju– red.) miał szczere intencje, naprawdę w to wierzę, ale w sferze twardych faktów, mimo deklaracji, nie wydarzyło się nic, co pozwoliłoby uznać, że zmierzamy do pozytywnych rozwiązań – mówi prezes.

Uważam, że dziewięć miesięcy rozmów to wystarczająco długo, żeby pojawiły się jakieś konkrety, a nie tylko puste deklaracje. Odnoszę wrażenie, że celem prowadzonych rozmów nie jest finalizacja transakcji właścicielskiej, a jedynie tworzenie pozorów, które pozwalają raportować np. politykom, że toczą się rozmowy, sprawy posuwają się naprzód itd. – mówi Domagalski-Łabędzki.

Udział w procesie inwestorskim zaproponowano również Tauronowi. Jak jednak informuje prezes Rafako, spółka nie zajęła jednak w sprawie stanowiska, co, jak mówi Domagalski-Łabędzki, jest gorsze niż decyzja odmowna, bo zmusza nas do podjęcia daleko idących kroków i to niemal natychmiast.

Tauron musi podjąć zerojedynkową decyzję. Albo wypowiada Rafako kontrakt na realizację inwestycji w Jaworzno albo przyjmuje naszą pozycję. Nie ma innej alternatywy, dlatego że Rafako nie ma już czasu na szukanie innych rozwiązań. Czas się skończył – deklaruje Domagalski-Łabędzki.

Jeśli warunki Rafako nie zostaną spełnione, prezes przewiduje, że i czerwiec 2022 roku, czyli termin zakończenia pomiarów gwarancyjnych, a nawet czerwiec 2024 roku to wątpliwe terminy oddania inwestycji – jeśli prace będą realizowane bez udziału Rafako:

Czerwiec 2022 jest nierealny, chyba, że mówimy o czerwcu roku 2024. Ale szczerze wątpię, żeby nawet ten termin był możliwy, jeśli prace na bloku będą realizowane bez udziału Rafako. Proszę sobie przypomnieć, ile lat po terminie ukończono budowę niektórych odcinków dróg, które miały być gotowe na Euro, po tym jak zeszli z nich generalni wykonawcy. Ekspresową S5 z Poznania do Wrocławia ukończono osiem lat po Euro. Ale tu oczywiście istniała stara droga, którą dało się pojechać. Tymczasem stare bloki trzeba będzie wyłączyć, a prąd będziemy importować, jeśli nowy blok nie ruszy. Prąd będzie droższy, a zapłaci oczywiście końcowy odbiorca – mówi prezes Rafako.

źródło: Rzeczpospolita.pl

Blok 910 MW zagrożony przez problemy finansowe wykonawcy?

- REKLAMA -
Zewnętrzne linki

4 KOMENTARZE

    • moze dobrym pomyslem byloby połaczenie ponownego uruchomienia bloku z jakims kapitalnym remontem, ktory pewnie i tak byl planowany po okolo 10 latach pracy takiej elektrowni, to da duzo czasu na prowadzenie konstruktywnych rozmow i koszenie w tym czasie dobrej kasy przez licznych prezesóów i kadre zarzadzajaca.

  1. Haha ale komedia. Tauron nie wiedział, że bierze bankruta do tak dużej inwestycji??? Przecież jak się wywala kasę na taką wielką robotę to wypadało by sprawdzić kto to będzie robił i czy będzie potem go stać na usuwanie usterek. Jeszcze ci co wybierali tą firmę pewnie po kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie zgarniają wynagrodzenia.