Kolejny tydzień to kolejne dni pokrętnej polityki rządu, którego wszystkie działania przedstawiane są jako sukces w budowie nowoczesnego państwa dobrobytu. Zwykli obywatele, niezwiązani z politycznym zapleczem obozu rządzącego, widzą to w zupełnie innych barwach.

REKLAMA

Te barwy to układ, w którym wszelkie działania za wszelką cenę mają utrzymanie władzy, nie zaś rozwój kraju i wzrost jakości życia jego mieszkańców. To układ, gdzie korzyści osiąga się nie pracą czy wiedzą, a koneksjami politycznymi. Układ, w którym pewne grupy osiągają korzyści, na które nie zasługują – kosztem innych grup.

Rząd „obniżając” podatki, zniósł możliwość odliczenia składki na ubezpieczenie zdrowotne od podatku. Taki zabieg ma na celu zwiększenie podatkowych dochodów państwa. Te dodatkowe środki miały zostać przeznaczone na dofinansowanie służby zdrowia. Niestety, w kraju władzy rozdawnictwa grupy zawodowe najistotniejsze dla kraju i jego przyszłości są raczej solą w oku. Istotnego dofinansowania służby zdrowia więc nie będzie, a wzrost wydatków jest na granicy progu inflacyjnego.

Słusznie więc medycy rozpoczęli swój protest i mam nadzieję, że wystarczy im determinacji i konsekwencji w swoich postulatach. Do nich powinni dołączyć przede wszystkim nauczyciele oraz istotne zawody sfery budżetowej, jak strażacy czy policjanci (choć tym ostatnim może być ciężko, bo władza postarała się bardzo, aby popsuć ich dobre imię). Płacąc podatki, oczekuję w zamian odpowiednich standardów edukacyjnych, ochrony zdrowia i bezpieczeństwa. Nie zgadzam się natomiast na powszechne rozdawnictwo pod płaszczykiem pomocy socjalnej. Państwo nowoczesne, gdzie panuje powszechny dobrobyt, gdzie – przepraszam – kasjerka z supermarketu zarabia tyle samo, co początkujący lekarz czy nauczyciel z doświadczeniem – po prostu nie istnieje. W zamian tego jest kraj, w którym w ciągu jednego dnia można podjąć decyzję o znaczących podwyżkach wynagrodzeń dla ośrodka władzy.

Niestety, niewiele osób jest świadomych zagrożeń tak prowadzonej polityki, której skutki w przyszłości mogą być nieodwracalne, i które najbardziej odczują… o ironio najniżej usytuowani. Chroniczna pogarda i niedofinansowanie tak ważnych obszarów, jak służba zdrowia czy edukacja w prosty sposób, prędzej czy później prowadzi do bylejakości. Brak perspektyw nie jest czynnikiem motywującym, aby przyciągnąć do zawodu najlepszych fachowców, co musi skutkować spadkiem jakości. Rynek prywatnych usług medycznych dla wszystkich jest już normą.

Następnym krokiem będzie prywatne szkolnictwo. Zresztą obecnie już funkcjonuje w postaci prywatnych korepetytorów. Budzi to oburzenie u zdecydowanej większości tych, którzy nieświadomi i zaślepieni propagandą fali sukcesów, tak bardzo wspierają działania obecnej władzy. A prawda jest taka, że obecnie już 500+ nie wystarczy na dobrej jakości korepetytora. Tym bardziej, gdy powstaną prywatne i elitarne szkoły. Aż trudno uwierzyć w brak świadomości osób, którym najbardziej powinno zależeć na zniwelowaniu różnic w dostępie do edukacji. Obecna polityka rządu tylko jeszcze to pogłębi.

W podzielonym społeczeństwie jeszcze bardziej podzielone są związki zawodowe. Zwłaszcza te wywodzące się z… Solidarności. Dziwi brak poparcia poszczególnych branż dla postulatów innych, choć wszyscy niosą na swoich sztandarach tę samą nazwę, a zwłaszcza jej korzenie i idee. Widoczne to było w czasie protestu pielęgniarek, nauczycieli, a teraz na pewno będzie widoczne w proteście medyków. W zamian tego widoczne są gierki i układy w celu osiągnięcia jednostkowych korzyści, głównie działaczy. Wydawać by się mogło, że brylują w tym związki górnicze.

Ostatnio ujawniony projekt porozumienia o wyłączeniu śladu węglowego ze spółek energetycznych, który przewiduje utrzymanie przywilejów, sowite odprawy, 10 tys. zł jednorazowej premii dla każdego zatrudnionego, a także horrendalny wzrost uposażenia dla… działaczy związkowych.

Inni o takim traktowaniu mogą sobie tylko pomarzyć. Nie mogą więc dziwić pytania: Dlaczego w naszym interesie ma być przyszłość zwalnianych górników, kiedy dla ich przedstawicieli nasz los jest drugorzędny? Jak długo z naszej pracy kwotą prawie 4 mld zł musimy dotować całkiem niewielką grupę społeczną, gdy my tych środków potrzebujemy, a węgiel do elektrowni możemy kupić taniej? Dlaczego mamy zgodzić się na wycinkę lasu na powstanie miejsc pracy dla nich, skoro nasze miejsca pracy kompletnie ich nie interesują?

Zwłaszcza gdy wycenę drzewa jeden z dyrektorów lokalnej władzy przedstawia w sposób następujący:

„Ile warte jest żyjące drzewo? Tyle ile koszt jego wycinki minus wartość drewna. Tak uważają durnie. Żyjące drzewo warte jest tyle, ile kosztowałoby przesadzenie i utrzymanie przy życiu podobnej rośliny. W przypadku dużych drzew setki tysięcy złotych mogłyby okazać się za małą kwotą”. (Tomasz Tosza, Extra 11 lipca 2019)
Artur Nowacki

- REKLAMA -
Zewnętrzne linki

1 KOMENTARZ

  1. Kupczenie głosami wyborców, nic nowego. Polskie związki zawodowe to czysta patologia.
    Tosza jak widać przeszedł od obrony Rospudy, i cytowanych mądrości do popierania wycinki drzew pod urojoną fabrykę – zmienia zdanie w zależności od własnych potrzeb.