Kiedy to w czasopismach, czy też na internetowych portalach jawi się zdjęcie tak skadrowane, że widać jedynie dolną część twarzy młodego mężczyzny i pod szyją koloratkę, to z dużym prawdopodobieństwem możemy przypuszczać, że zamieszczony poniżej artykuł jest opisem kolejnego, najczęściej seksualnego, skandalu w Kościele.

W życiu Kościoła proces oczyszczania, choć bolesny, musi mieć stałe miejsce i odbywać się w prawdzie i miłości. Daleko nam jeszcze do ideału, a jednym z przykrych, ubocznych tego skutków jest manipulowanie strojem duchownym przez jednych i unikanie go przez drugich. Jeżeli po Soborze Watykańskim II zaczęli duchowni odchodzić od stroju duchownego, by być „bliżej” człowieka, co zresztą okazało się fiaskiem, to dziś doszły nowe argumenty typu: wstyd, lęk, obawa przed agresją itp. W efekcie spotkanie „oznakowanego” duchownego w przestrzeni publicznej jest czymś wyjątkowym, a jeszcze takiego, który by tworzył aurę dostępności, graniczy z cudem. Zostawiam na boku analizę przyczyn tego zjawiska i szukanie dobrych rad na przyszłość. Pragnę spojrzeć na sprawę przez pryzmat dzisiejszej Ewangelii i historii Kościoła. Jeżeli będzie to w stanie kogoś przekonać, to dobrze, a jeżeli nie, to czas dotknięcia dna, będzie bardzo bolesnym, ale najlepszym argumentem. Uświadomili mi tę prawdę zakonnicy, pracujący na misjach w Rosji. Mieszkając w Polsce, unikali habitów, ale kiedy znaleźli się jako nieliczni katolicy w ogromnym zateizowanym mieście na Syberii, zupełnie spontanicznie wrócili do habitów.

Uczeni w Piśmie pełnili ważną funkcję w społeczności dawnego Izraela. Ewangelista sugeruje, że odróżniali się od reszty swoim strojem – „powłóczystymi szatami”. Szanowani przez innych, źle to przyjmując, popadli w obłudę. Nie umknęło to Jezusowi i sprawę dla ich dobra nazwał po imieniu, choć zapewne niewiele to zmieniło. Potem Jezus, zasiadł na dziedzińcu kobiet w świątyni jerozolimskiej naprzeciw skarbonom. Jako prawdziwy Bóg, gospodarze tego miejsca i Pan Wszechświata miał wgląd nie tylko w sakiewki tych, którzy składali jałmużnę, ale i w ich serca. Zachwycił się ubogą wdową, która wrzuciła niewiele, dla sług opróżniających owe skarbony, zapewne niezauważalny pieniądz, ale dla Boga była to gigantyczna suma, albowiem wrzuciła wszystko, co miała. Dała tym samy wyraz swej miłości i całkowitego zaufania. Możemy być całkowicie pewni, że wyniosła z tej świątyni najwięcej, bo Bóg, któremu wyznała swą miłość i położyła Nim całą nadzieję, na pewno jej nie opuści.

Jakie ta Ewangelia ma znaczenie, dla tych, którzy w Kościele mają przywilej i obowiązek noszenia stroju duchownego?

Otóż są w szczególny sposób wezwani, a wezwanie to przyjęli, do łączenia wiedzy uczonych w Piśmie z sercem ubogiej wdowy, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

I wreszcie: jak się to ma do historii Kościoła?

Po raz pierwszy wydano zarządzenia odnoszące się do stroju duchownych poza czynnościami liturgicznymi, w V w., w czasie wędrówki ludów, i były związane z zalewem imperium rzymskiego przez zwyczaje barbarzyńskie, przejawiające się również w ubiorze. I tak nastała powszechna moda, na krótkie stroje. Wtedy to ustawodawstwo kościelne zabraniało duchownym uleganie tym zmianom i nakazywało stosowanie ubiorów wzorowanych na tunikach senatorskich (tunica talaris). Można tu wymieniać długą listę ustaw, które otwierają uchwały: synodu w Agde (506), synodu w Metzu (888), Soboru Laterańskiego II (1139). Wszystkie one zwracały uwagę na wartość stroju duchownego i konieczność zachowania go, jednocześnie dostosowując go do potrzeb i ducha zmieniających się czasów. Jest on nie tylko wyrazem godności, ale przede wszystkim otwartości głowy i serca duchownego na służbę Bogu w bliźnich.

Mam nadzieję, że dziś jeszcze się ockniemy i barbarzyństwo i faryzeizm nas nie przemogą.

Ks. Lucjan Bielas

 

- REKLAMA -

Zewnętrzne linki