Jezus buduje swój Kościół między innymi, tworząc małe zespoły, składające się z tych, których On powołał, i którzy okazali się temu powołaniu wierni. Tak zw. kryzysy Kościoła są czasem oczyszczania, w którym odpada to, co było nieszczere, lub łaskę powołania, w swojej wolności, straciło.

REKLAMA

Do refleksji na ten temat, sprowokowanej dzisiejszymi czytaniami, zaprosiłem Panią Ewę, sensowną nauczycielkę języka polskiego, która wraz ze swym mężem od lat aktywnie działa w Kościele. Zwróciła uwagę na bardzo ważną rzecz, a mianowicie – miłość, powołanie i służba, to synonimy. Każdy jest powołany do miłości, a służba jest jej praktycznym wyrazem, jest miłością zamienioną w czyn. I z tym właśnie przekonaniem dołączyliśmy się do grupki Apostołów udających się wraz z Jezusem do Jerozolimy i przemierzających drogi Samarii. Uczniowie, których zadaniem było przygotować Mu pobyt, spotkali się w pewnej miejscowości z odmową przyjęcia ich. W tym niemiłym doświadczeniu kluczowe jest pytanie Jakuba i Jana skierowane do Jezusa: Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich? Uczniowie z jednej strony mieli świadomość mocy, jaką posiadali, przebywając z Mistrzem, z drugiej zaś jeszcze pełni byli ludzkiej słabości. To ich wewnętrzne rozdarcie ratuje posłuszeństwo, Jego woli – Czy chcesz? Jezus powstrzymuje ich gniewliwe zapędy i szanując zdanie gospodarzy, bez komentarza, każe szukać innego miejsca pobytu.

Dla św. Łukasza ta sytuacja staje się znakomitym momentem, aby dotknąć pewnych ważnych cech, których Jezus oczekuje od powołanych do grupy Apostołów. On to dla zbawienia człowieka oddał swoje życie i jest gotów szukać każdej zabłąkanej owieczki, jednakże przy budowaniu zespołu duszpasterskiego przestrzega twardych zasad. Za nikim nie chodzi, nie nalega, nie przekonuje, nie błaga. Propozycję daje raz i albo wchodzisz z wiarą i entuzjazmem, świadom swoich ludzkich braków, ale gotowy do pracy nad sobą pod kierunkiem Jezusa, albo odchodzisz, tak jak to uczynił bogaty młodzieniec (por. Mt 19, 16 – 22 ). Celowo używamy czasu teraźniejszego, ponieważ proces powoływania Jezusowego teamu, trwa nieustannie w Jego Kościele. Opisane przez Ewangelistę spotkania jeszcze bardziej precyzują zasady budowania przez Niego zespołu. Ktoś powiedział do Jezusa: „Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz”. Jezus mu odpowiedział: „Lisy mają nory i ptaki powietrzne gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł wesprzeć”. Jezus przejrzał głębie duszy pytającego i jego prawdziwe zamiary. Po tej odpowiedzi kandydat nie ponawia swej prośby.

Pośród wszystkich zespołów, jakie funkcjonują w dziejach świata ten Jezusowy jest wyjątkowy. Jezus jego szef jest nie tylko człowiekiem, ale jest Bogiem. Ma prawo postawić logiczne w takiej sytuacji wymagania, które wydaje się brzmią nieludzko. I tak Chrystus, który przenika serce w konkretnym przypadku może powiedzieć do potencjalnego kandydata – nie zajmuj się pogrzebem ojca, nie rób pożegnań z najbliższymi i nie oglądaj się wstecz, albowiem ten, kto żyje przeszłością nie jest w stanie patrzeć w przyszłość.

Co daje takie entuzjastyczne zareagowanie na głos Mistrza?

Najlepszą odpowiedź daje dzisiaj ten, który takiego kroku z wiarą i entuzjazmem dokonał – św. Paweł: Wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności. Apostoł Narodów miał prawo tak powiedzieć, bo całym swoim życiem tę prawdę wykrzyczał. I tak nawet niewielu, którzy powołani pójdą za Chrystusem zrobi wiele niezależnie od przeciwności w świecie i w Kościele.

Ks. Lucjan Bielas

- REKLAMA -


Zewnętrzne linki