Wydawać by się mogło, że nie ma nic prostszego jak rekrutacja do pierwszych klas szkół podstawowych. Bo wystarczy zapisać dziecko do preferowanej szkoły i kłopot z głowy. Zwłaszcza, że w chwili obecnej placówki te na przepełnienie raczej nie narzekają. Niestety, ósemce rodziców w SP 11 odmówiono przyjęcia dzieci spoza obwodu, ze względu na brak wolnych miejsc.

REKLAMA

Czytając to, można by pomyśleć, że szkoła ta cierpi z powodu klęski urodzaju wśród chętnych rodziców. Nic bardziej mylnego. Tej szkole, nie wiedzieć czemu przydzielono jedynie 11 miejsc w klasie pierwszej. Jakby zapomniano, że właśnie kameralność to jej atut.

Pan dyrektor Jewuła, będąc jednocześnie Pełnomocnikiem Prezydenta Miasta ds. Oświaty, tak argumentuje swoją odpowiedź na zażalenia wysłane przez rodziców. „… że zgodnie z art. 133 ust. 1 ustawy z dnia 14 grudnia 2016 r. Prawo oświatowe (tekst jednolity Dz. U. z 2021 poz. 1082 z późn. zm.), do klasy I publicznej szkoły podstawowej, której ustalono obwód, przyjmuje się na podstawie zgłoszenia rodziców dzieci i młodzież zamieszkałe w tym obwodzie. Kandydaci zamieszkali poza obwodem publicznej szkoły podstawowej mogą być przyjęci do klasy I po przeprowadzeniu postępowania rekrutacyjnego, jeżeli dana publiczna szkoła podstawowa nadal dysponuje wolnymi miejscami (art. 133 ust, 2 ww ustawy)”.
To tyle tytułem wyjaśnienia pełnomocnika, a z przytoczonym tekstem ustawy raczej trudno dyskutować. No, ale prawdą jest także, że przytoczone zapisy zostały przedstawione w sposób wybiórczy, bo już art. 130 ust. 2. tejże ustawy mówi wprost, że o przyjęciu dziecka do szkoły podstawowej w trakcie roku szkolnego decyduje dyrektor. Ust. 3. tegoż artykułu mówi: „Jeżeli przyjęcie ucznia, o którym mowa w ust. 2, wymaga przeprowadzenia zmian organizacyjnych pracy szkoły powodujących dodatkowe skutki finansowe, dyrektor szkoły może przyjąć ucznia po uzyskaniu zgody organu prowadzącego”. Ustawa daje więc dyrekcji dość sporą decyzyjność w procesie rekrutacji.

I słusznie, rodzice nie zgadzają się z decyzją władz, gdyż w myśl ustawy szkoła ta posiadała 14 miejsc wolnych w klasie I. A przyjęcie dodatkowo 8 dzieci, w żaden sposób nie skutkowałoby w sposób negatywny na pracę szkoły, a zwłaszcza na ponoszone koszty. Więc ich nadzieja na przyjęcie do szkoły była w pełni uzasadniona. Dlaczego władze miasta, jako organ prowadzący, przyznało tylko 11 miejsc na przyszły rok szkolny? Zwłaszcza, że ustawa mówi tylko o maksymalnej liczebności klasy? Tego niestety nikt już nie chce wyjaśnić. Trudno jest także wierzyć w dalsze uzasadnienie Pana Jewuły, że decyzja taka została podjęta w porozumieniu z dyrektorami. Na całym świecie nie ma dyrektora szkoły publicznej, który nie walczyłby o ucznia i celowo zaniżał limit miejsc.
Miasto nie informuje zainteresowanych o takich kontrowersyjnych decyzjach, z punktu widzenia rodzica. Można więc odnieść wrażenie, że mamy tu do czynienia z pewnym rodzajem patologii – stworzonej w systemie. Bo to dyrektor powinien podjąć decyzję o przyjęciu dziecka do szkoły, ale jej nie podejmuje. Dostaje z urzędu gotową listę dzieci zamieszkałych w obwodzie, które tak na prawdę zapisywane są do szkoły z automatu. Gdzie jest więc sens i logika tak szumnie nazwanego procesu rekrutacji? I nie można się zgodzić ze sprostowaniem prezydenta, w odpowiedzi na krytyczny list rodziców z marca. Właśnie taka rekrutacja to jest fikcja.

Wielu może odnieść wrażenie, choć mam nadzieję, że hipotetycznie, ale może być to także pewna forma nacisku władzy na dyrektorów szkół. Nie będziesz grzeczny, to obetniemy Ci ekstra miejsca w szkole. Dlatego też trzeba mieć nadzieję, że w żadnej szkole podstawowej nie przyjęto choć jednego ucznia spoza obwodu. W przeciwnym razie byłaby to dyskryminacja, a także ograniczanie powszechnego dostępu do edukacji (także zapisane w ustawie).
Prezydent obiecał w swojej umowie wyborczej edukację na wysokim poziomie. Prezydent nie pała także sympatią do małych szkół, co wiemy na podstawie chęci likwidacji placówek w ostatnich latach. Prezydent lubi także lawirować na krawędzi prawa, aby wspomóc pewne jednostki. Takim przykładem może być otwarcie klasy Cyber.Mil w LO III. Z ogólnodostępnych informacji wiadomo, że szkoła musiała uzyskać wsparcie od gminy na poziomie 20 proc. kosztów poniesionych przez MON. Szkoła nie spełniła podstawowego wymogu stawianego przez MON. Odpowiednich wyników z egzaminu maturalnego z matematyki. W zamian tego została nagłośniona w miejskich mediach, gdzie inne o rozgłos muszą starać się same. Więc może warto wszystkich traktować tak samo, a rodzicom także pozostawić trochę swobody. Bo ręcznie sterowana edukacja, nigdy nie była najlepszym wyborem.
A SP 11? Cóż. Budynek wyremontowany z pomocą unijnych dotacji, posiada nowy dach i nowoczesną kotłownię. Mała i kameralna, z niewielką ilością uczniów. Oby, jak minie termin unijnej karencji, nie stała się pożądanym obiektem do likwidacji.

Artur Nowacki

- REKLAMA -

Zewnętrzne linki

1 KOMENTARZ