REKLAMA

Na pierwszą misję ewangelizacyjną Jezus wysłał Dwunastu, wysłał ich po dwóch (Mk 6, 7), dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami oraz władzę leczenia chorób (Łk 9,1). Gdy Apostołowie wrócili, opowiedzieli Mu o wszystkim, co zdziałali (Łk 9,10). Choć Jezus w swej boskiej wszechwiedzy, doskonale znał ich czyny, to jednak miał czas, aby wysłuchać ich opowieści. Po ludzku rzecz biorąc, było to dla nich bardzo potrzebne, albowiem pozwoliło zamknąć powierzone zadanie, zobiektywizować sąd i przygotować się do nowych zadań, które Mistrz i Nauczyciel im powierzy.

Skutek tej misji opartej na całkowitym zaufaniu Jezusowi okazał się spektakularny. Za powracającymi wysłannikami dotarły do Jezusa tłumy. On je przyjął i mówił im o królestwie Bożym, a tych, którzy potrzebowali leczenia, uzdrawiał (Łk 9,11). Zapewnił im nie tylko słowa prawdziwej mądrości, której byli spragnieni, opiekę medyczną, a także ich nakarmił. Jak informuje Ewangelista, liczba samych mężczyzn, sięgała pięciu tysięcy (por. Łk 9,10-17).

Po pewnym zaś czasie: Jezus wyznaczył jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch uczniów i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Nakazał modlitwę: proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo, a w relacji z Nim, dał im tak wielkie poczucie bezpieczeństwa, że mogli iść jak owce między wilki. Wchodząc tam, gdzie ich przyjmą, nie szukając nic lepszego i nie tracąc czasu na ocenę tych, którzy ich nie przyjmą (strząśniętym prochem z ich stóp zajmie się sam Bóg, który jedyny zna całą prawdę i tylko On ma prawo do sądu), mieli głosić przybliżenie się królestwa Bożego.

Po ich powrocie Jezus znalazł znowu czas, aby ich wysłuchać. Na szczególną uwagę zasługuje ich doświadczenie: Panie, przez wzgląd na Twoje imię nawet złe duchy nam się poddają. Nie przypisali sobie sukcesu, albowiem Jego imię, to nie magia, to Jego obecność. Jednakże i Jezus podzielił się swoim doświadczeniem, wykraczającym poza ludzką wiedzę: Widziałem szatana spadającego z nieba jak błyskawica. Doszło więc do cudownej współpracy między Bogiem a człowiekiem na polu największej światowej bitwy, a mianowicie, walki ze szatanem.

Jezus nie zostawia swoich wysłanników bez nagrody, lecz ma ona rzeczywiste znaczenie tylko dla wierzących: cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie. Znakomicie ktoś to określił, jest to zameldowanie w niebie, choć nie gwarancja zamieszkania, albowiem do końca człowiek pozostaje wolny.

Jezus ukazuje nam dzisiaj podstawową prawdę, o której nie pamięta się, budując zespoły. Prawdziwie zgrany zespół stworzyć można tylko z ludzi, którzy umieją pracować w trójkę. Tym trzecim jest zawsze Jezus.

Kilka uwag praktycznych, mogących przydać się wszystkim:

  1. Jezus jako zwornik, Ten Trzeci, jest gwarantem porozumienia między pozostałymi dwoma. Unika się niezdrowej konkurencji i zachowuje się szacunek, albowiem On jest gwarantem sukcesu.

  2. Zaufanie położone w Jezusie pozwala na roztropne wyjście do innych ludzi przy jednoczesnym zachowaniu swojej wolności.

  3. Osądzanie innych jest nieprawomocne i zawsze źle się kończy. Trzeba być krytycznym w ocenie ich i swojej działalności.

  4. Bezcenna jest umiejętność przebaczania i przyjmowania porażek. W troje z Jezusem łatwo przemienić je w sukces.

  5. Zdrowa relacja z drugim współbratem jest jednym z podstawowych czynników obiektywizacji sądu i znakomitym świadectwem prawdziwości głoszonych tez.

  6. Niestety, mało który szef potrafi wysłuchać swoich pracowników. Dlatego też obecność Jezusa jest kluczowa oraz świadomość zameldowania w niebie.

Na zakończenie mogę stwierdzić, że prawie wszystko w mojej działalności było podejmowane w oparciu te zasady i dlatego też z tym większym przekonaniem je głoszę.

Ks. Lucjan Bielas

- REKLAMA -

Zewnętrzne linki