Jako istoty rozumne zadajemy sobie, przynajmniej od czasu do czasu pytanie: jaki jest cel i sens naszej egzystencji? Pytamy o sens naszej pracy, naszych działań, naszego odpoczynku i oczywiście o sens cierpienia, choroby i śmierci. Stawianie takich pytać świadczy o dojrzałości człowieka i jego odpowiedzialności.

REKLAMA

Niestety coraz więcej jest takich, którzy nie zadają sobie trudu stawiania tak niewygodnych pytań. Jedni boją się takiej intelektualnej przygody, lękają się stanięcia przed koniecznością zmiany swojego życia, a co za tym idzie przemianą złudnej przyjemność grzechu na trud cnoty. Wielu też jest takich, którzy patrzą na szeroką paletę różnych wyznań, i albo postanawiają się tym nie zajmować, albo wybierają to, co modne lub według nich użyteczne. Natomiast wystudzeni katolicy, wyciszając głos Boga w sumieniu, przez fatalną interpretację nieszczęśliwie sformułowanych rozporządzeń kościelnych w czasie tzw. pandemii, odhaczeni od Eucharystii i Sakramentu Pokuty, patrzą w błogim nastawieniu na nieuchronnie zbliżający się koniec życia. Wmawiają sobie i światu swoją niewinność, nieprawomocnie rozciągając miłosierdzie Boże, traktując je, jako guzik wyłączający Bożą sprawiedliwość. Na pytanie: co dalej? – odpowiadają trochę jak Wiedeńczycy, a więc: pozwólmy się zaskoczyć!

Dzisiaj Jezus przygotowuje nas wszystkich, niezależnie od tego, czy ktoś wierzy, tak czy inaczej, na swoje przyjście. Cała natura stworzenia, którego częścią jesteśmy, domaga się ostatecznego rozliczenia. Trzeba być kompletnym głupcem, żeby takie rozliczenie wypierać ze swojej świadomości. Rozliczał będzie Jezus, prawdziwy Bóg, który z miłości do nas podzielił nasz ludzki los, w swej wszechmocy rodząc się jako prawdziwy człowiek i jako prawdziwy człowiek, umierając za nas. Jego zmartwychwstanie i wniebowstąpienie jest jednocześnie zapowiedzią Jego powtórnego przyjścia, jako Sędziego sprawiedliwego, jako Boga miłosiernego i jako Pana wszechświata.

Jezus, przygotowując nas na swoje ostateczne przyjście, nie chce generować w nas strachu, lecz miłość i odpowiedzialność. I to taki cel mają jego rady, aby mądrze żyjąc w przestrzeni dóbr przemijających, dbać o to, co jest nieprzemijające. Nasze spotkanie z Jezusem nastąpi niezależnie od naszych przekonań. Pierwsze w momencie śmierci, drugie w czasie Sądu Ostatecznego. Zakrycie przed nami tych dat, jest wielką mądrością Jezusa, dzięki której możemy w swej wolności wykazać się odpowiedzialną z Nim współpracą przekształcającą się w radosne oczekiwanie. Znakomicie ujmuje to Jezus, mówiąc: Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. A wy bądźcie podobni do ludzi oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie.

Bóg zaufał nam i powierzył nam swój dom, ale to On jest jego właścicielem. Czyni to dlatego, że nas kocha. Ta dzierżawa ma swój początek i swój koniec. Przepasane biodra i zapalone pochodnie, symbolizują pracowite oczekiwanie, rozciągające się również na noc. Pan chce zastać nas przy powierzonej nam czynności: Szczęśliwy ten sługa, którego pan, powróciwszy, zastanie przy tej czynności.

Ważnym elementem weryfikacji sług, będzie długi czas oczekiwania, aż do momentu pewnego zwątpienia. Rodzą się wtedy pytania: – Czy rzeczywiście Pan nadejdzie? – Czy w ogóle Pan jest? Wtedy to ukazuje się cała prawda o tych, którym Bóg powierzył swój dom, o ich podejściu do dóbr doczesnych i do ich wzajemnej relacji między sobą. Wydaje się, że właśnie powierzony nam przez Boga świat jest na tym etapie oczekiwania i naszej weryfikacji.

Warto ten czas przetrwać! Przetrwać, nie tracąc z oczu wyznaczonych przez Jezusa zasad oczekiwania. Efekt spotkania z powracającym Panem będzie zaskakujący: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc, będzie im usługiwał. Kim więc jestem, skoro sam Bóg pragnie mnie sługę, posadzić przy stole i mi usługiwać? Klucz do zrozumienia tego jest jeden – dla Tego, który z miłości do mnie, będąc Bogiem, stał się człowiekiem, takie uniżenie jest możliwe! Ono Bogu nie tylko nic nie ujmuje, ale niejako Bóstwo weryfikuje.

Panie Jezu pozwól mi, ten czas przeciągającego się oczekiwania na Twój powrót, mądrze przeżyć!

 

Ks. Lucjan Bielas

- REKLAMA -

Zewnętrzne linki

1 KOMENTARZ