REKLAMA

Klimat i jego ochrona to zbyt skomplikowana sprawa dla przeciętnego Kowalskiego. Szczerze mówiąc, dla prawie połowy z nas, to nic nieznacząca rzecz. Odbierane jest raczej jako nieuzasadnione straszenie społeczeństwa przez naukowców. A ocieplenie klimatu, to propaganda Brukseli i Berlina, celem odebrania nam naszej suwerenności. Cokolwiek miałoby to znaczyć – chwyta za serce prawie co drugiego z nas. Bo taka jest właśnie retoryka i działania zjednoczonej prawicy, że zmiany klimatu, to niczym niepoparte hipotezy.

REKLAMA

A handel emisjami emisji CO2 (ETS) to nic innego jak działania UE, celem podporządkowania sobie narodu polskiego. Takie właśnie głosy słyszymy od rządzących polityków. Często nawet w obraźliwy sposób podważający dorobek naukowy i wiedzę. Czy choćby działacze związkowi lobby wydobywczego, którzy przy okazji akcji Clintel kilka lat temu podawali się za ekspertów klimatycznych. Czyste kłamstwo. No, ale to w naszym kraju jest możliwe, gdy czeladnik piekarniczy, czy technik teatralny podważa wiedzę profesora, fizyka atmosfery Uniwersytetu Warszawskiego.

Pewnie dlatego, że ma do czynienia tylko i wyłącznie z profesorami swego obozu, którzy poszli do polityki. Tego od edukacji, czy także z Trybunału, gdzie w normalnych społecznościach nigdy by profesorami nie zostali. A co drugi z nas nie szuka odpowiedzi na frapujące pytania, tylko ze ślepą wiarą przysłuchuje się tępej propagandzie płynącej z każdego możliwego, medialnego źródła. W przeciwnym razie już dawno pogoniliby ich na 4 wiatry.

Ja wierzę w przekaz, chociażby prof. Szymona Malinowskiego, od lat ostrzegającego przed zgubnymi dla nas skutkami emisji CO2. Wierzę także amerykańskiemu nobliście prof. W. Nordhausowi, który opracował matematyczny model dynamicznych zmian klimatu. A którego tezy podważali – między innymi – lobbiści górniczy ze Śląsko-Dąbrowskiej Solidarności, podając się za ekspertów we wspomnianej akcji Clintel. Wierzę dlatego, że zamiast codziennej dawki politycznej propagandy, doświadczam omawianych przez nich zjawisk, codziennie pływając po morzach i oceanach na całym świecie. A to jest trochę inne doświadczenie niż „wczasy z Orbisem” w zamkniętym kurorcie z basenem.

Praktycznie, odkąd pracuję u mojego obecnego armatora, nasze statki zawsze uczestniczą w dobrowolnych programach obserwacji i raportowania pogody na całym świecie. W latach 2008-2009, gdy pływaliśmy z Europy do Australii i Nowej Zelandii, dla Uniwersytetu w Sydney, wypuszczaliśmy do wody „bombki” na cienkiej, stalowej nitce. Ciągnąc za sobą przez wiele mil morskich. „Bombki” te zanurzały się na głębokość kilku kilometrów zbierając bardzo wartościowe dane, przekazywane stalową linką do komputera. Aby potem można było wysłać pakiet danych e-mailem. W okresie 2010-2012 dwa razy dziennie puszczaliśmy balony atmosferyczne na Atlantyku – to z kolei w ramach współpracy z „Deutscher Wetterdienst”. Niektóre z nich dolatując na wysokość 36 km, drogą radiową przekazywały bardzo interesujące, nawet dla nas dane klimatyczne. Warto w tym miejscu wspomnieć, że ten ponoć imperialistyczny niemiecki instytut dzieli się danymi, zbieranymi od 70 lat, z innymi instytutami meteorologicznymi.

Od 2016 na moim Valpariso Express codziennie, automatycznie przesyłamy dane meteorologiczne z Atlantyku. To samo robią 42 inne statki naszej floty, rozsiane po całym świecie. W całym programie bierze udział ponad 200 statków różnych armatorów. Zebrane dane pomagają w przygotowaniu bardziej precyzyjnej prognozy pogody. Ale także w badaniu zmian klimatycznych na całym świecie.

Jako członek programu dostajemy informacje podsumowujące zebrane dane. Tych pomiarów za ubiegły rok zebrało się ponad 1,2 mln. Najbardziej interesujące jest porównanie odchyłek średnich rocznych temperatur i opadów względem okresu 1961-1990. W roku 2022 skupiono się na portach. Przeanalizowano 60 reprezentatywnych lokalizacji na całym świecie.

Prof. Szymon Malinowski, otwierając w sposób nietypowy swoim wykładem VI Kongres Czystego Powietrza, powiedział: „Granicę 2 stopni Celsjusza przyjmuje się jako przekroczenie progu planetarnego i wrzucenia planety w stan, do którego nie jesteśmy przygotowani ani my, ani cała przyroda. To nie będzie kryzys – to będzie powrót do temperatur, które ostatni raz na Ziemi występowały w czasach dinozaurów w tempie, do którego natura ani człowiek nie zdążą się zaadoptować” (źródło: transport-publiczny.pl „Elektromobilność szkodliwa dla klimatu…”).

To nie są strachy na lachy szalonego naukowca. To zmiany, których doświadczam przez ostatnie ponad 20 lat spędzonych na morzu. Obserwując wzrost temperatury powierzchni mórz i oceanów. Nieprzewidziane zdarzenia pogodowe, czy nienormalne i gwałtowne opady atmosferyczne – przypominające ścianę wody.

We wspomnianej informacji Wetterdienst, Polskę reprezentował port w Szczecinie. W 2022 roku średnia roczna temperatura była o 2 stopnie wyższa niż 30 lat temu. Niestety, zmniejszyły się także życiodajne opady deszczu o 83 mm w skali roku.

Z porównywanych lokalizacji na całym świecie, tylko 3 były chłodniejsze niż 30 lat temu. Rekordzistą jest port Jeddah w Arabii Saudyjskiej ze średnioroczną temperaturą wynoszącą aż 29,7 stopni Celsjusza.

Analizując takie dane, tylko w jednej kwestii polemizowałbym z prof. Malinowskim. Z jego optymizmem utrzymania granicy wzrostu ocieplenia klimatu o nie więcej niż 2 stopnie. Ja bardziej skłaniam się do wyliczeń prof. Nordhausa. W 2100 klimat ociepli się między 3 a 5 stopni Celsjusza. Ze wszystkimi tego konsekwencjami. Bo to nie są strachy na lachy szalonego naukowca. To się dzieje na prawdę. A dla chętnych źródła wraz z tekstem na portalu jaw.pl.

Artur Nowacki

- REKLAMA -

Zewnętrzne linki