Działacze i sympatycy jaworznickiego PiS-u tracą intratne posady w spółkach, na które ma wpływ urząd marszałkowski. Wszystko odbywa się w tle rzekomego konfliktu pomiędzy marszałkiem województwa Jakubem Chełstowskim a wicemarszałkiem Dariuszem Starzyckim.

REKLAMA

Zaczęło się od odebrania Dariuszowi Starzyckiemu obszaru zdrowia z zakresu jego kompetencji, jako wicemarszałka. Później zwolniono Artura Dzikowskiego z funkcji wiceprezesa zarządu Parku Śląskiego. Kolejno posadę w radzie nadzorczej „Parku” stracił Łukasz Curyło. Z funkcji prezesa spółki GWP Ekonenergia Silesia zwolniono Mirosława Sobczaka. Z rady nadzorczej Kolei Śląskich odwołano Monikę Bryl, wiceprezydenta Jaworzna. Mówi się o zwolnieniu z kierowniczych funkcji Macieja Stanka w Urzędzie Marszałkowskim, a Karolina Kosowska Raczek – sekretarz województwa śląskiego, sama złożyła rezygnację. Na 3 sierpnia br. zwołano też radę nadzorczą Funduszu Górnośląskiego, w której zasiada Paweł Silbert. Mówi się, że on też może stracić dobrze płatną synekurę.

(Tekst o posadach i nominacjach do rad nadzorczych: https://www.24kato.pl/informacje/nepotyzm-w-urzedzie-marszalkowskim-wojewodztwa-slaskiego )

Co dalej?

Pisowska miotła szybko zmiata ze szczytów władzy ludzi z Jaworzna. Efekty tych poczynań mogą być tragiczne w skutkach. Jeśli wicemarszałek Dariusz Starzycki również zostanie odwołany, to nasze miasto zniknie z pola wpływów województwa śląskiego i nastąpi jego głęboka marginalizacja. Nie uratuje nas nawet Śląska Metropolia, bo do niej po prostu nie przystąpiliśmy.

Drugi aspekt tego armagedonu to konieczność znalezienia pracy dla tylu spadochroniarzy, którzy w większości byli związani z jaworznickim samorządem. Teraz trzeba będzie kogoś wyrzucić, żeby ich przyjąć. Mówi się też o fotelu wiceprezydenta dla Dariusza Starzyckiego. W takim przypadku sytuacja w gabinecie Silberta będzie kuriozalna. PiS, który od kilku lat osłabia polskie samorządy, oraz zmniejszył wynagrodzenie prezydenta, będzie miał w najbliższym otoczeniu Silberta swoich dwóch oficerów. Sam Silbert, choć może być wściekły za utratę intratnej synekury, pewnie wyciągnie rękę do Dariusza Starzyckiego i jego ludzi. Inaczej pozbawi się politycznego wsparcia ze strony aktywistów PiS-u, a ich pensje i tak sfinansują spolegliwi jaworzniccy podatnicy.

Czy na pewno tak się stanie?

Kłopot polega na tym, że ci „fachowcy”, związani z PiS-em zostali odstawieni na bok w jednym momencie. Czyżby ich kompetencje nie pozwoliły im na zachowanie swoich funkcji? Czy może piastowali swe stanowiska tylko z tytułu politycznego nadania, w celu stworzenia im możliwości do brania niezłej kasy? Jak teraz tym ludziom stworzyć możliwości dorobienia kilku czy kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie? Czy Silbert w tak trudnej sytuacji, wyskrobie kolejne etaty dla pisowskiego zaplecza? Słysząc deklaracje prezydenta o trudnym stanie finansów miasta oraz zapewnienia, że będzie każdą złotówkę wydatkował rozsądnie, może pojawić się tutaj poważna trudność.

Wojny nie wygrywa się jedną bitwą

Osoby z kręgu PiS-u twierdzą, że to nie koniec. I nawet jeśli marszałek Chełstowski zdecyduje się odwołać Dariusza Starzyckiego, to będzie to tylko jedna wygrana przez niego bitwa. Politycy mówią raczej o wojnie, która będzie miała kolejne konsekwencje.

Co my z tego mamy?

Z naszej lokalnej perspektywy miasto traci ważne stanowiska w województwie. Może to skutkować marginalizacją naszych interesów. Jak zachowa się prezydent Silbert? Czy dalej będzie budował „jaworznickie księstwo”, stając się z czasem nikomu niepotrzebnym rozbitkiem, dryfującym pomiędzy Małopolską a Śląskiem? Gdzie mamy szukać sojuszników? No i czy w pierwszym etapie, prezydent wyskubie ostatnie grosze na posady dla ekipy Starzyckiego?

W tym wszystkim Paweł Silbert stał się najbardziej tragiczną postacią w tej wojnie. Ci, których od dawna popierał, zmniejszyli mu zarobki, zmniejszyli wpływy do budżetu miasta, łudzili go intratną synekurą, którą chcą mu teraz odebrać. Z ostatniej kampanii wyborczej można by wnosić, że ma on poważne wątpliwości co do sposobu rządzenia krajem przez PiS, skoro oficjalnie nie poparł kandydatury Andrzeja Dudy, a teraz – o ironio – musi wziąć na garnuszek sympatyków i członków tej partii. Ta konstrukcja przypomina domek z kart.

Foto: facebook.com/wicemarszalek.dariusz.starzycki

- REKLAMA -
Zewnętrzne linki

4 KOMENTARZE

  1. A może rozważyć wariant bardziej optymistyczny. Cale to towarzystwo jako wybitnych fachowców w swoich dziedzinach przejmą tak zwani łowcy głów i nawet jak im prezydent coś zaproponuje to oni odwrócą się na pięcie i powiedzą – Paweł nie stać cię na nas.