sobota, 20 kwietnia, 2024

Oczywista Nieoczywistość – Złoto…

Strona głównaDzielniceDługoszynOczywista Nieoczywistość - Złoto...

Oczywista Nieoczywistość – Złoto…

- Advertisement -

         Słowo legenda pochodzi z łacińskiego „legere”, oznaczającego coś, co należy czytać. Każda z legend jest opowieścią albo zbiorem opowieści o postaci czy postaciach historycznych lub tych, które za historyczne są uważane. Generalnie od mitów legendy różnią się tym, że mają podstawy historyczne i opowiadają o ludziach, a nie o bogach. Przez wieki  przekazywane były w formie ustnej, stąd też spaczone bywają różnego rodzaju naleciałościami, które z historyczną prawda niewiele maja wspólnego. A jednak ponoć w każdej z nich tkwi przynajmniej jej ziarenko.

Tego, co nazwać można by legendą nie brak i w naszym Jaworznie, choć w tekście tym chciałbym się skupić przede wszystkim na miejscu znanym mi najlepiej, a wiec o moich rodzinnych stronach. O Długoszynie bowiem powiedziano już bardzo wiele (być może zbyt dużo) – do czego zapewne (o ironio!) sam się przyczyniłem. A przecież niemal legendą stał się wszak domniemany długoszyński zamek, za legendę można zapewne uznać przekaz o tym, że to właśnie tutaj znajdować się miały w przeszłości stajnie husarskie, że teren ten odwiedzali możni, przejeżdżając tędy niejednokrotnie, że doglądać miała królewską część wsi bliżej nieokreślona „księżna Pani”.  A czy tak było w rzeczywistości? – to już sprawa zupełnie inna i nie mniej dyskusyjna. Podobnie rzecz się ma z domniemaną szkołą ariańską, która przetrwała w przekazach ustnych, na której wszak temat nie odnaleziono nic poza tymiż oraz budynkiem, który szkołę taką miał w sobie mieścić. Lecz to nie wszystko. O dziwo. Poza całym szeregiem drobnych szczegółów, niuansów i strzępów informacji najbardziej wszak zwracają uwagę konkretne obiekty, które przetrwały do dziś, a których lokalizacja niesie ze sobą określony przekaz, w ramach którego nie tyleż ważne jest to, jak te obiekty wyglądają, ale dlaczego znajdują się w tym, a nie w innym miejscu i z jakich przyczyn zostały postawione.

Wart posłużyć się tutaj przykładem niewielkiej kapliczki, która stoi do dziś przy ulicy Jana Długosza. Wciśnięta jest w posesję rodziny Lis, a  wiąże się to z faktem, że trzeba ją było nieco przenieść w kierunku północnym w związku z przebudową drogi, która miała miejsce ponad dwie dekady temu. Tak więc uczyniono; rozebrano starą – ale co ciekawe, wewnątrz niej odkryto mniejszą kapliczkę, zbudowaną z tzw. cegły austriackiej. Kapliczka ta miała formę „słupa” ze stromym, czterospadowym daszkiem, a  w jego obrębie znajdowały się charakterystyczne wnęki. Wiele wskazuje na to, że w przeszłości obiekt ten był tzw. „latarnią umarłych”, czyli w pewnym sensie punktem orientacyjnym. We wnękach takich zazwyczaj palono kaganki, a płomyk widoczny był z daleka. Jest wszak równie prawdopodobne, że „latarnia” ta postawiona została tutaj nie tylko z przyczyn orientacyjnych, ale być może była symboliczną, a może i realną mogiłą, wskazującą na ewentualne miejsce pochówku usytuowane gdzieś w pobliżu. Kilka razy zetknąłem się bowiem z ustnym przekazem, że całkiem niedaleko, w obrębie tzw. Moniska chowano ludzi zmarłych na cholerę. Ale czy to prawda? Rzecz raczej nierozstrzygalna.

Kapliczka przy ulicy Jana Długosza, stan z lat 30-stych Xx wieku (ze zbiorów S. Juśkiewicza)
Kapliczka przy ulicy Jana Długosza, stan z lata 60-tych XX wieku (fot. S. Panek)

Dzięki jednej z pozyskanych fotografii, pochodzącej ze zbiorów pana Stanisława Juśkiewicza, wiemy jak wyglądała przed wojną. Zapewne więc przy rozbiórce i przeniesieniu „dokopano” się właśnie do tejże. W jednej z wnęk znajdował się „świątek”, figura ledwie widoczna na zdjęciu. Wiemy więc, jak wyglądała ona tuż przed przeniesieniem. W znacznie większej wnęce, na jakimś etapie znacznie poszerzonej, znajdowała się figura Matki Boskiej. W każdym bądź razie w którymś momencie ową starą kapliczkę obmurowano i w ten sposób z jakichś przyczyn poszerzono, nadając jej wygląd zbliżony do współczesnego, a który w większości zapewne jeszcze pamiętamy. W trakcie zaś przebudowy drogi, znaczną część elementów budulca, otrzymanego po rozebraniu owego „hybrydowego” nieco obiektu, złożono ponownie; z jednej strony przez wzgląd na wymiar historyczny, a  z drugiej przez to, że w końcu był to obiekt poświęcony. Wszystko zresztą wskazuje na to, że to właśnie ta kapliczka powstała w Długoszynie jako pierwsza, być może już w XVI wieku. Znajdowała się zresztą przy tzw. drodze królewskiej, prowadzącej w kierunku Skałki, a  docelowo do Będzina. Kapliczka ta widnieje zresztą już na mapie austriackiej z początków XIX stulecia, podobnie jak drugi z tego typu  obiektów we wsi, a  mianowicie kapliczka św. Antoniego (przy obecnej przychodni- budynku dawnej Szkoły Ludowej). Pierwotnie jej patronem miał być św. Franciszek. Lecz, co ciekawe, legenda głosi, że pod kapliczką przy ulicy Długosza, tej bodaj najstarszej, miało być w przeszłości ukryte… złoto! Żydowskie złoto! Skąd ów przekaz? Trudno powiedzieć. Żydzi w Długoszynie mieszkali, a owszem. Między innymi na posesji, na której do dziś znajduje się dom, mieszczący w  sobie niegdyś sklep państwa Lesiów. Starotestamentowych było zapewne więcej. Ale złoto? Jeszcze parę dekad temu, ci którzy budowali dom w pobliżu kapliczki „obserwowani” byli przez sąsiadów, a  i słyszeć się dało komentarze, że budowniczy przybyli tutaj głównie po to by szukać złota właśnie. Skąd jednak taka wiedza i przypuszczenia? Cóż…

Kapliczkę przebudowywano, a nawet przeniesiono ok. dwa metry na północ, teren zapewne też częściowo rozkopano, a złota jak nie było, tak nie ma i nic nie wskazuje na fakt jego znalezienia. A czy w ogóle było? A może to tylko plotka? W jakimś konkretnym celu obiekt kiedyś postawiono w tym, a nie innym miejscu. To pewne. Musiał być to powód wystarczająco istotny. A czy ktoś kiedykolwiek zakopał tuż przy nim ów drogocenny kruszec, czy ktoś kiedykolwiek ów znalazł? Rzecz chyba raczej również nierozstrzygalna.

Kapliczka św. Antoniego (pierwotnie św. Franciszka) przy ulicy Nadbrzeżnej, stan z lat 70-tych XX wieku (fot. S. Panek)

Podobnie zresztą jak kwestia drugiej wspomnianej kapliczki, tej przy dzisiejszej przychodni. Przekaz bowiem głosi, że  w czasie powstania styczniowego niektórzy z powstańców właśnie tutaj żegnali się ze swymi bliskimi. Wspomina się także o tym, że u stóp obiektu pochowano przynajmniej kilku rebeliantów. Rzecz dość prawdopodobna i logiczna, tym bardziej, że carska granica a i most graniczny znajdował się kilkaset metrów dalej, będąc przedłużeniem dzisiejszej ulicy Nadbrzeżnej. Na drugim brzegu Białej Przemszy znajdował się jeszcze dość spory, austriacki przyczółek, a za nim już „tylko” Kongresówka. Lecz czy ktoś spoczywa tam, u stóp słupowej kapliczki naprawdę? Czy cokolwiek po tychże pozostało? Czy cokolwiek kiedyś znaleziono? Czy w ogóle szukano? Nic o tym niestety nie wiadomo. Jednak przekazy owe, nawet jeśli obciążone różnego rodzaju zniekształceniami, półprawdami i plotkami są, jakby na to nie patrzeć, wartością samą w sobie. Nie tylko w wymiarze folkloru i lokalnego kolorytu ale także w kontekście tego, że kryjąc jakieś niewielkie chociażby zasoby autentyczności, zawierają w sobie określony, choć być może mały fragment prawdy własnie. I nawet jeśli prawda ta obudowana została wtórnymi warstwami mitów, tak jak owa stara kapliczka, obudowana młodszymi warstwami budulca, to sama w sobie pozostaje wartością bezcenną. Tak jak tytułowe złoto, którego być może nikt nigdy nie widział ale które być może kryje się gdzieś tam w głębi, żyjąc jednocześnie swym własnym życiem, utrwalanym i przenoszonym w ramach takich właśnie przekazów, jak te lokalne. Z pozoru błahe, śmieszne, a nawet głupie ale w rzeczywistości będące odzwierciedleniem niezaprzeczalnych być może faktów. Faktów bezcennych i wartościowych niezmiennie. Jak owo złoto i jego blask, którego nie widział ze współczesnych nikt ale o których do dziś mówi i pamięta nie jeden.

Jarosław Sawiak

 

        

- Advertisment -

Sądowa epopeja Sebastian Kusia. Wyrok coraz bliżej. Może zapaść 24. kwietnia

Przed Sądem Rejonowym w Chrzanowie od prawie 5 lat trwa proces Sebastiana Kusia, podejrzanego o przyjmowanie łapówek, kiedy to pracował na stanowisku naczelnika biura...

Piątkowe pikniki cieszyły się sporym zainteresowaniem

Pomimo chłodu, aż dwa pikniki odbyły się w tym samym czasie w Jaworznie. Jeden zorganizowany jako „Dzień ziemi” pod płaszczką, drugi piknik na Osiedlu...

Fabryka hejtu na finale kampanii. Przekroczono granice kultury

Kampania wyborcza w Jaworznie weszła w decydującą fazę. Kandydaci na urząd prezydenta dwoją się i troją, żeby przekonać do siebie niezdecydowanych wyborców. Ich działania...