Ul. Energetyków – zaklinacz deszczu potrzebny od zaraz

Tylko zaklinacz deszczu ma szanse załatwić problem pływających fekaliów ulicą Energetyków i zlokalizowanych przy niej posesjach po obfitych deszczach. W żadnej mierze nie załatwi tego specjalistyczna gminna spółka „na szóstkę” MPWiK.

REKLAMA

Sprawą, na wniosek mieszkańców, zajął się poseł na Sejm Paweł Bańkowski, który w piśmie do prezydenta domagał się informacji kiedy i jak problem zostanie zlikwidowany. Niestety, w odpowiedzi takich konkretów brak. Prezesi wodociągów informują natomiast posła, że problem mieszkańców ulicy Energetyków jest im znany i wiąże się z ponadnormatywnymi opadami deszczu.

Zobacz: Na początku czerwca mieszkańcy kolejny raz prosili o rozwiązanie problemu

Mało tego, twierdzą zgodnie, że gdy te zjawiska nie występują, a sieć kanalizacyjna nie jest obciążona wodami deszczowymi, jej funkcjonowanie pozostaje bez zakłóceń i nie stanowi uciążliwości dla mieszkańców. A mieszkańcy? Załamują ręce, zmęczeni są powtarzającym się od kilku lat problemem. Drżą na każdą zmianę pogody i zapowiadane opady deszczu. Dla nich oznacza to jedno, że ich ulica zmieni się w śmierdzącą rzekę, która płyną nieczystości. A co za tym idzie, obawiają się o swoje zdrowie.

Zobacz także: Kanalizacja na Energetyków to tragedia dla mieszkańców

MPWiK zapewnia, że spółka sukcesywnie podejmuje działania związane z porządkowaniem gospodarki wodno-ściekowej tego obszaru, opierając się na analizie hydraulicznej systemów kanalizacyjnych na obszarze, który wielkością przyprawia o zawrót głowy, ale jak się jednak okazuje na przykładzie Energetyków, bezskutecznie do kilku lat.

Przeczytaj także: Ul. Energetyków – zamiast drogi, śmierdząca rzeka

Po każdych opadach deszczu mieszkańcy sami sprzątają chodniki, chociaż MPWiK w piśmie skierowanym do posła gwarantuje, że wszelkie pozostałości po przepełnionej sieci, które pozostają na powierzchni terenu, są usuwane w trybie pilnym. Niestety, nawet z tym problemem mieszkańcy zostali sami.

Wydawało by się, że kanalizację i rowy odwadniające skutecznie budowano już kilka wieków temu i radzono sobie z opadami „ponadnormatywnymi” czy „niemiarodajnymi”, jak to określają światli prezesi MPWiK. Pozostaje uczyć się na średniowiecznych przykładach albo zatrudnić zaklinacza opadów.

 

Zdjęcie: archiwum

- REKLAMA -
Zewnętrzne linki