REKLAMA

Wiele wskazuje na to, że Chrystus żył znacznie dłużej niż się powszechnie uważa. Liczba trzydzieści trzy bowiem, a więc ilość lat, które miał przeżyć Jezus wzięła się z faktu, że w przeszłości powszechnie przyjmowano, że jego śmierć nastąpiła w 33 roku naszej ery.

Zresztą miał się on urodzić kilka lat wcześniej niż się powszechnie uważa, zaś twórcą tego, co określamy dzisiaj mianem naszej ery był Dionizjusz Mniejszy, który funkcjonujący do dziś system wprowadził w 525 roku.

Biblia jest niestety bardzo oszczędna w tego typu szczegóły, znaczna część faktów natomiast, przyjmowanych i akceptowanych powszechnie opiera się jedynie na tzw. Tradycji. Zresztą warto przy tym wspomnieć, że np. data narodzin syna Marii z Nazaretu (także ta dzienna) ustalona została dopiero w 376 roku naszej ery przez papieża Damazego. Wcześniej Boże Narodzenie obchodzono 6 stycznia. Podobnie rzecz się ma ze śmiercią Nazarejczyka; dość powszechnie przyjmuje się, że nastąpiła ona albo 3 kwietnia 33 roku, albo 7 kwietnia 30 roku. Wobec tych rozbieżności przyjmuje się powszechnie (i równie kompromisowo), że zgon Chrystusa nastąpił w piątek, a Wielkanoc powinna być obchodzona w niedzielę, po pierwszej wiosennej pełni księżyca. Tłumaczy to rzecz jasna ruchomość tego święta. Zgon ten był jednocześnie przykładem jednej z najbrutalniejszych form egzekucji, jakie wówczas praktykowano. Polegała ona na przybijaniu skazańca do krzyża gwoźdźmi, co doprowadzało ofiarę do wykrwawienia, częstych zatorów i zakrzepów, a w konsekwencji do uduszenia, bardzo często w wyniku obrzęku płuc. Co dość absurdalne, przybicie człowieka do krzyża (gwoździe zazwyczaj wbijano w nadgarstki oraz podbicie stopy) było poniekąd przejawem humanitaryzmu. Czasami bowiem skazańców po prostu wieszano na krzyżu i przywiązywano, co powodowało, że umierali oni kilka dni; z głodu, pragnienia, czy wycieńczenia albo na skutek zagryzienia lub zadziobania przez dzikie zwierzęta. Taki los spotkał być może dwóch łotrów, straconych razem z Chrystusem, który wyzionął ducha po kilku godzinach.

Wobec faktu, że Pismo Święte nie zawsze udziela nam oczekiwanych odpowiedzi na nurtujące pytania, posiłkować się można nie tylko wspomnianą już tradycją ale także innymi pismami, określanymi mianem „apokryf”. Był to szereg ewangelii, łącznie podobno około stu, które z różnych względów uznano niegdyś za heretyckie, a część z tych, które przetrwały do naszych czasów, traktowana jest co najwyżej jako pisma pomocnicze. Ale to z apokryfów dowiadujemy się np., że Józef, mąż Marii z Nazaretu posiadał wcześniej małżonkę, a zaślubiając Marię był już wdowcem i ojcem. To tłumaczyłoby zresztą, dlaczego niektóre osoby w Biblii nazywane są przez Jezusa braćmi. Apokryfy te opowiadają nam więcej o dzieciństwie Mesjasza, o nieco innej roli Judasza, czy relacjach Chrystusa z Marią Magdaleną. Z dość oczywistych względów niektóre z apokryfów nie mogą znaleźć akceptacji kościołów chrześcijańskich, pamiętajmy jednak o tym, że Biblia nie jest książką, która w gotowej formie stadła z nieba. Była ona pisana bowiem pod różnymi szerokościami geograficznymi, przez różnych ludzi, w różnych językach i w różnych, niejednokrotnie bardzo odległych od siebie okresach. Natomiast kanon Pisma Świętego tworzony i porządkowany był przez całe stulecia, w różnych, co też istotne okolicznościach. Kanon ten jest rzecz jasna solidny, zawierając w sobie kluczowe i dobrze napisane księgi, które traktować należy rzecz jasna z pewnym dystansem (niezbędnym w pracy naukowej) ale i dużą dozą zaufania. Nawet bowiem fragmenty, w których doszukać można się pewnych nieścisłości i niedopowiedzeń, mówią nam zdecydowanie więcej, niż można by przypuszczać.

Jarosław Sawiak (C.D.N)

Jarosław Sawiak
- REKLAMA -

Zewnętrzne linki