REKLAMA

W grudniu 2015 r. jedno z najbardziej poczytnych pism, jakim jest „National Geographic” „najpotężniejszą kobietą świata” ogłosiło prostą żydówkę; dziewczynę, o której wiemy bardzo niewiele, a którą tygodnik „Time”, nie mniej znany i popularny na całym świecie, nazwał najbardziej czczoną kobietą w historii.

O kim wszak mowa? Komu cześć oddawali cesarze, królowie i prezydenci, komu zawierzano państwa i narody, przed kim od niemal dwóch tysięcy lat zginają kolana miliony ludzi? To oczywiście Maria z Nazaretu (hebr. Miriam), kobieta o której Biblia wspomina zaledwie kilka razy, a która znana jest przede wszystkim jako matka, matka Jezusa z Nazaretu, dla wielu Chrystusa. Co wiemy wszak o niej, dlaczego stała się tak „wpływowa” i „potężna” i na czym polega jej fenomen?

Według tradycji urodziła się przed 20 p.n.e. w Jerozolimie lub Seforis, zmarła natomiast po 30 roku n.e. w Efezie. Była matką Jezusa Chrystusa, żoną Józefa, jedną z głównych postaci chrześcijaństwa. Znana jest zresztą także w innych religiach, np. w islamie, w obrębie którego uważana jest za świętą. Jej rodzicami mieli być Jaoachim i Anna; podobno bardzo długo czekali na swoje potomstwo, toteż narodziny dziewczynki traktowali jako prawdziwy cud. O jej dzieciństwie nie wiemy praktycznie nic. Wiemy natomiast, że jako bardzo młoda dziewczyna została zaślubiona Józefowi, człowiekowi ponoć znacznie starszemu od Marii. Co ciekawe, Maria nie była najprawdopodobniej pierwszą żoną Józefa. Według niektórych apokryfów bowiem, Józef w chwili zaślubin z Marią był wdowcem i ojcem przynajmniej kilkoro dzieci. To zresztą tłumaczyłoby, dlaczego Jezus niektóre z postaci przewijające się przez Biblię nazywa braćmi. Nie wydaje się zresztą by było w tym cokolwiek dziwnego i gorszącego; Józef owdowiał i po raz drugi wziął ślub. Po prostu. Tradycja podaje także, że Józef zmarł dość szybko, nie pojawia się bowiem (w przeciwieństwie do Marii) w okresie gdy Chrystus był już dorosłym człowiekiem, co może potwierdzać, że Józef był rzeczywiście od swej drugiej małżonki znacznie starszy i stosunkowo szybko zmarł. Jednak słowo „starszy” należy traktować tutaj trochę z przymrużeniem oka; zmarł najprawdopodobniej w wieku 30-40 lat. W tamtych czasach nie było to mało, biorąc pod uwagę ówczesną średnią długość życia na terenie Imperium Rzymskiego: człowiek po czterdziestce uchodził za starego, pięćdziesięciolatkowie stanowili zaledwie kilka procent populacji. Wobec powyższego nie dziwi fakt, że w ikonografii Józef ukazywany jest bardzo często jako starzec. Inaczej natomiast ma się sprawa z Marią; zaślubiona została jako nastoletnia dziewczyna (być może nawet w wieku 12 lat).

fot. wikipedia

Dzisiaj może to dziwić, a nawet gorszyć, wówczas jednak było to społeczną i cywilizacyjną normą, szczególnie wśród ludów semickich. Zanim jednak doszło do wspomnianych zaślubin, Maria… zaszła w ciążę. Józef miał z tym duży problem; zanim doszło do uroczystości ślubnych dowiedział się, że jego narzeczona będzie miała dziecko, jednak dziecko to nie było jego. Myślę, że nie trudno dzisiaj wyobrazić sobie to, co myślał i czuł wtedy Józef, co go irytowało, co go gnębiło, o co mógł Marię podejrzewać. Józef miał olbrzymie wątpliwości co do tego, jak powinien postąpić. Biblia wszak mówi o tym, że pod wpływem snu zaakceptował błogosławiony stan narzeczonej i nie tylko nie oddalił jej od siebie (co mogłoby skutkować oskarżeniem Marii o nierząd i ukamienowaniem) ale przyjął do siebie, wychowując, narodzonego kilka miesięcy później chłopca, jak swoje własne dziecko. W historii (jako nauce) jest on wszak uważany za ojca Jezusa. Według chrześcijan jednak nie był nim, był jego opiekunem, Jezus natomiast miał być synem… Boga, poczętego z mocy Ducha Świętego. Dlatego też Maria z Nazaretu określana jest mianem Matki Boskiej. Formalnie nastąpiło to od czasu soboru efeskiego w 431 roku. Żadna inna kobieta w historii ludzkości nie została wyniesiona tak wysoko. Od tego momentu Maria stała się na całe stulecia obiektem czci i kultu, stała się także natchnieniem dla artystów; pisarzy, pieśniarzy, poetów, architektów oraz wielu, wielu innych. Żadnej innej kobiety nie namalowano tak wiele razy, tworząc z owych wizerunków nie tylko symbole religijne sensu stricte ale i prawdziwe dzieła sztuki; nie stworzono tylu rzeźb, fresków, malowideł, do żadnej innej nie modlono się z takim namaszczeniem.

W wielu krajach świata (w tym w Polsce) kult maryjny jest niezwykle rozpowszechniony- zdaniem niektórych aż za bardzo. I tak np. obraz Matki Boskiej z Guadalupe jest najczęściej kopiowanym kobiecym wizerunkiem wszechczasów, lwia część jej wizerunków w ogóle – jest rozpoznawalna na całym globie; w tym wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej, będący jednym z przykładów hodegetrii (czyli uchodzi za jeden z najstarszych wizerunków Marii). W świecie katolickim średnio co trzeci kościół jest maryjnym, a olbrzymia część przydrożnych kapliczek i symboli religijnych poświęcona jest właśnie jej. Jak to wszak możliwe, że kobieta tak rzadko wspominana w Biblii, stała się tak „popularna”, wpływowa do tego stopnia, że ludzie proszą ja o pomoc, o wstawiennictwo i łaski? Przecież właściwie cały czas zdaje się być w cieniu swojego syna, w cieniu wielkich wydarzeń. Po urodzeniu Chrystusa pojawia się niemal wyłącznie jako matka; w świątyni, gdy młody Jezus się zgubił, na weselu w Kanie, gdzie w pewnym sensie wymusza na Chrystusie dokonanie cudu, w ramach którego jej syn 520 litrów wody przemienił w wyśmienite wino, przewija się sporadycznie, stoi przy drodze na Golgotę, stoi wreszcie pod krzyżem, na którym kona jej dziecko. Jej największym atutem jest to, „ że była”, jako mama przede wszystkim; niewątpliwie każdego dnia troszczyła się o swoją rodzinę, gotowała posiłki, prała, sprzątała, martwiła się, śmiała, ale i cierpiała; myślę, że nie trudno wyobrazić sobie to, co musiała przeżywać, spoglądając na bezpardonową agonię swojego jedynaka.

To właśnie ona, jako kobieta, żona, matka, stała się symbolem najpiękniejszych wartości: matczynej miłości, wierności, dobra i wiary. I co prawda niemal cały czas była rzeczywiście w cieniu syna; Jezusa, uważanego za Chrystusa, człowieka- boga, uzdrawiającego, wskrzeszającego, chodzącego po wodzie, zmartwychwstałego – ale właśnie w tym cieniu wyniesiona została jako matka Boga, wielbiona, czczona i adorowana, pozostając wszak zwykłym człowiekiem. Kościół od zawsze podkreśla wszak, że Maria nie jest żadną boginią, bożkiem, a określenie „Boska” nawiązuje jedynie do faktu bycia matką wcielonego Boga. Ale owa tytularna „boskość” zrobiła też swoje; Maria wydawała się z poczatku jakaś obca, chłodna, niedostępna, patrząc na wiernych swym nieco chłodnym wzrokiem. Dziś wyobrażenia o niej są o wiele bardziej „ciepłe”, ludzkie, przystępne. Myślę, że to właśnie jej wyjątkowe macierzyństwo ale i rola w historii chrześcijaństwa, tylko z pozoru drugoplanowa, wyniosły ją na piedestał i ołtarze. Ale wyniosło ją także owo powszechne macierzyństwo wobec wszystkich wierzących, którzy w niej upatrują swą matkę, wspomożycielkę, oparcie. I nawet jeśli w wątpliwość poddać jej macierzyństwo względem wcielonego Boga, to jednak nie da się zaprzeczyć, że stała się znana na całym, nie tylko chrześcijańskim, świecie, stała się swego rodzaju ikoną, także dla sceptyków czy ateistów. Jest bowiem postacią historyczną, istniejącą kiedyś naprawdę. Cały zaś kontekst mieszczący się w obrębie dziejów religii, chrześcijaństwa, cywilizacji, socjologii czy psychologii społeczeństw przyczynił się do tego, że jej rola w historii ale i w zbiorowej świadomości jest olbrzymia. I tak sobie myślę, jakby dzisiaj na to wszystko zareagowała ta prosta niegdyś dziewczyna z Galilei, widząc to wielkie zamieszanie, splendor, ikony, obrazy, dzieła sztuki, szepty modlitw, ten cały swoisty ambaras? Katolicy wierzą, że Maria nie umarła, że jako wybranka Stworzyciela została wzięta z ciałem i duszą do nieba. Dla sceptyków wydaje się to równie niedorzeczne jak domniemany fakt, że Jezus mógł być synem Boga, a nie Józefa, bądź kogokolwiek innego. W niczym to jednak nie umniejsza wyjątkowej roli Marii w dziejach świata bez względu na religijny, czy jakikolwiek inny kontekst. Są wszakże rzeczy o których się filozofom ponoć nie śniło i może niech tak już zostanie. Życie bez tajemnic, bez zagadek, bez intrygujących i z pozoru niedorzecznych wątków było by przecież nad wyraz nudne. Nudne i smutne. W końcu wszak nie wszystko musi być tak oczywiste? Prawda?
Jarosław Sawiak

Jarosław Sawiak
- REKLAMA -

Zewnętrzne linki