Tomasz Michniewicz – wytrawny podróżnik, organizator ekscytujących wypraw, doskonały dziennikarz i taki też reportażysta. Gościł 7 września w jaworznickiej Miejskiej Bibliotece Publicznej. Nadarzyła się więc możliwość rozmowy z tym arcy ciekawym człowiekiem.

Tomasz Michniewicz w jaworznickiej bibliotece, 7 września 2022 r.
REKLAMA

Ela Bigas: Czym różni się podróżnik od zwykłego śmiertelnika, który nawet nosa z domu nie wyściubi?
Tomasz Michniewicz: Jedynie doświadczeniem. Każdy kiedyś zaczyna z tego samego miejsca, czyli wyjeżdża pierwszy raz kraju. Z tego punktu są różne drogi, można pójść w stronę turystyki czyli szukać odpoczynku i relaksu, wyjeżdżać pod palmy, czy nad mazurskie jeziora i cieszyć się chwilami wolnymi od pracy. Albo można pójść w stronę poznawczą, jak ja, reportersko albo można pójść w stronę wyczynową i wtedy się organizuje wypraw. To są te moje dwie przestrzenie, wyprawowa i reporterska. Jeśli się to długo robi, to człowiek się zamienia w podróżnika zawodowego. To nie są ludzie, którzy by się charakteryzowali czymś ponad standardowo. To jest praca, którą wykonujemy.

W latach 30-tych ubiegłego wieku podróżował na rowerze po Polsce Anglik Bernard Newman. Wprawdzie ponoć był szpiegiem, ale istotne jest to, że jego wyprawę uznano za bardzo ekscentryczną. Co dzisiaj można uznać za wyprawę ekscentryczną?
Nie ma już takich pomysłów. Świat się tak zmniejszył, oczywiście w cudzysłowie, bo nie zmniejszył się geograficznie, ale zmniejszył się jeśli chodzi o dostępność. Potaniał, jeśli chodzi o podróże. Mamy nowoczesne technologie, zwłaszcza sieciowe, które pozwalają nam odnaleźć się w dowolnym miejscu na ziemi, bez żadnego problemu, porozumieć się w dowolnym miejscu na ziemi bez problemu. Więc ta technologia podróżowania niezwykle się uprościła. Bariera wejścia do zawodowego podróżowania jest teraz o wiele wiele niższa niż kiedyś. Niemal wszystko już zostało zrobione i wymyślone. Dzisiaj ekscentryka to byłaby jakaś forma powrotu do czasów kolonialnych, czyli np. próba opisu świata stereotypami z XIX wieku, czyli mówienie o Afryce „Czarny Ląd” i że to murzyni z kośćmi w nosie. To by była ekscentryczność, czyli jakby nieświadomość procesów, które zaszły w międzyczasie, czyli nieświadomość tego czym jest post turystyka, nieświadomość tego, jak dzisiaj wygląda świat globalnego południa. Nieświadomość tego wszystkiego połączona z próbą narracji byłaby dzisiaj postrzegana jako ekscentryczna, ale w negatywny sposób.

Czy dla Pana jest jakaś podróż niemożliwa?
Z cała pewnością tak. Są projekty wyczynowe, które wymagają umiejętności poruszania się w górach wysokich powyżej 5 tys. metrów nad poziomem morza, w czym nie mam żadnego doświadczenia, więc choćby z tego powodu to byłoby ograniczenie. Natomiast jeśli mówimy o niemożliwości w postaci dotarcia w jakieś miejsce na ziemi i przesiedzenia tam tygodnia, to chyba nie ma. Tylko dla tego, że to jest mój zawód i mam dostęp do takich zasobów, do których większość ludzi nie ma dostępu, czyli mam sponsorów, mam bilety lotnicze, mam partnerów, którzy sponsorują moje projekty i wyjazdy. W związku z czym to też nie oznacza, że ja muszę zarobić najpierw 100 tys. złotych, żeby móc zorganizować wyprawę w środek Amazonii. Gdybym chciał ją zrealizować, to kto inny za nią zapłaci. Więc z tego punktu widzenia nie ma ograniczeń. Ograniczeniem jest po pierwsze wyobraźnia a po drugie zdrowy rozsądek. Bo jeśli na jednej szali tej wagi leży śmierć, kalectwo bądź to, że ja nie wrócę do domu i będę oglądał świat w kratkę, gdzieś w Nepalskim więzieniu, to co musi być na drugiej szali tej wagi, żeby to się opłacało. Mam dzieci, mam zdrowie, mam jedno życie, zdrowy rozsądek trzeba brać pod uwagę. To są dwa ograniczenia i mam nadzieję, że one mi będą towarzyszyć zawsze.

Co podróże zmieniły w Pana życiu?
Oduczyły mnie myślenia, że wiem, a nauczyły mnie myślenia, że nie mam pojęcia, albo, że mi się wydaje. To jest najczęstszy wniosek, z którym wracam. No tak wydawało mi się, że wiem, bo gdy się jedzie gdzieś tam daleko, jeśli to są zderzenia międzykulturowe to jedziemy wyposażeni w cały arsenał fałszywych wyobrażeń, tego typu przekonań, które są albo całkowicie nieprawdziwe albo nieaktualne, ale w naszych głowach siedzą, bo takie widzieliśmy filmy, bo takie czytaliśmy książki, takie opowieści słyszeliśmy. W zderzeniu z tą nowoczesną rzeczywistością te wszystkie stereotypy pękają. Podróże są najlepiej znaną ludzkości formą niszczenia stereotypów i oswajania lęków.

Co w planach, choć pewnie wszędzie Pan już był.
Nie byłem wszędzie, ale akurat za miesiąc wyjeżdżam do dżungli w Malezji, gdzie już faktycznie byłem. To mój nie pierwszy i nawet nie piąty wyjazd w to miejsce. Dlaczego tam? Gdy podróże są wakacjami to się stale lata w nowe miejsca, gdy są pracą to lata się w te same miejsca. Mamy swoje specjalizacje jako podróżnicy. To specjalizacje kulturowe, geograficzne, schematyczne, czy to jakie projekty obsługujemy, czy telewizyjne czy reklamowe. Zawodowcy latają w te same miejsca dlatego, że tam się łatwiej pracuje. Czyli jeżeli mam zabrać kogoś do dżungli z jakiegokolwiek powodu, to wygodniej mi będzie zabrać go w miejsce, w którym byłem wielokrotnie, bo znam teren, czasami mówię lokalnym językiem, znam ludzi na miejscu i mam opracowane strategie ewakuacje na wypadek problemów.

Czy na takich egzotycznych wyprawach coś kiedyś Pana ugryzło?
Jasne. Nie raz a setki razy. Raz byłem przerażony, jak dziabnął mnie wąż na bagnach w Luizjanie. Dawałem sobie 50 procent szans, że to był teksański wąż wodny, który jest w ogóle nie jadowity i nie byłoby żadnego problemu, a drugie 50 procent szans było na to, że to był mokasyn. Wtedy nie wraca się do domu. Wylosowałem dobrze. Dużo bardziej są prozaiczne użądlenie i ukąszenia wszystkich małych stworzeń, których w tropikach nie brakuje. Przez taki jeden dzień w dżungli to ja zdejmę z siebie pijawki ze 20, 30 razy. Podróże nie są dla każdego.

Dziękuję za rozmowę. Ela Bigas 

- REKLAMA -


Zewnętrzne linki