REKLAMA

Ryszard Karkosz, zapalony rowerzysta z Jaworzna, wybrał się wraz z innymi fanami dwóch kółek do Australii. W 89 dni chcą razem pokonać całe wschodnie wybrzeże i część południowego Australii. Łącznie mają ponad 8 tysięcy kilometrów do przejechania. My z kolei będziemy publikować relacje pana Ryszarda z poszczególnych etapów podróży.

REKLAMA

Poniżej relacja Ryszarda Karkosza z 80. dnia podróży –  trasy Hobart – Melbourne.

Ostatni, piąty dzień naszego pobytu na Tasmanii przeznaczyliśmy na zwiedzanie
Hobart. Miasto założone zostało, jako kolonia karna, w 1804 roku i było drugim po Sydney miastem na tym kontynencie. Hobart prawa miejskie posiada od 1842 roku. W opinii żeglarzy port w Hobart należy do najpiękniejszych na świecie.

Zwiedzanie miasta zaczęliśmy od targu ulicznego w Salamanca Place. Targ w Salamance jest jedną z najczęściej odwiedzanych atrakcji turystycznych. Można tu kupić przeróżne pamiątki. Potem piechotą udaliśmy się do portu podziwiając uliczne występy zespołów i solistów muzycznych. Spotkaliśmy też kilka grup demonstrantów oraz jeden przemarsz główną ulicą miasta. W porcie natknęliśmy się na dużą choinkę … bożonarodzeniową, pod którą koncertował big-band, a wokół niej jeździły na wrotkach śnieżynki. Obiadem w portowej restauracji (a jakże, owoce morza) zakończyliśmy zwiedzanie centrum. Na deser zostawiliśmy sobie Mount Wellington – górę z której roztacza się wspaniały widok na miasto oraz muzeum MONA. Jego nazwa jest skrótem od Museum of Old and New Art. To prywatne muzeum, które stworzył hazardzista, hedonista, kolekcjoner sztuki i biznesmen, milioner David Walsh, pochodzący z Hobart, który dorobił się majątku grając wymyślonym przez siebie systemem na wyścigach konnych i w kasynach.

Nasz samolot na kontynent miał odlecieć o 21:30, ale mieliśmy opóźnienie 45 minut. Po godzinie i 10 minutach szczęśliwie wylądowaliśmy w Melbourne.

Jak zwykle, od początku pobytu w Melbourne, nocujemy w Polskim Kościele Adwentystów Dnia Siódmego w dzielnicy Oaklejgh. To nasz 9 już nocleg w tym miejscu.

Jutro o 8:30 odbieramy z wypożyczalni samochód i jedziemy do świętej góry Aborygenów – Uluru. Czeka nas długa podróż. Wracamy po pięciu dniach, w czwartek wieczorem, 24 listopada.

- REKLAMA -


Zewnętrzne linki