Czy widział ktoś artystę mającego szacowną publikę w dalekim poważaniu? Pewnie nie. Wszak każdy artysta niczym kania dżdżu łaknie pełnych widowni i zachwyconej publiki. Jak ma się rzecz zbadaliśmy u źródeł. Wykorzystując wizytę w Jaworznie znakomitego teoretyka i propagatora muzyki, znawcy artystycznego świata Bogusława Kaczyńskiego.
Zadaliśmy parę istotnych pytań na marginesie prowadzonego przez pana Kaczyńskiego, skądinąd udanego, jaworznickiego Koncertu Noworocznego w wykonaniu Filharmonii Świętokrzyskiej.
E. Bigas: W 1909 „Kurier Warszawski” pisał bez ogródek o pewnej aktorce, że jest w stanie zachwycić jedynie łysych adoratorów. Czy taka krytyka jest dopuszczalna?
Bogusław Kaczyński: Taka może nie, ja bym w ten sposób nie napisał, bo to nie jest ani zabawne, ani dowcipne, ale ostrą krytykę dopuszczam. Jeśli potrzeba, to należy krytykować, ale używając argumentów. Adam Michnik napisał kiedyś w Gazecie Wyborczej, że skrytykować można największego twórcę, największego reżysera, ale nie w jednym zdaniu, ale na czterech stronach maszynopisu i to są święta słowa. Zapamiętałem je sobie i stosuję się do nich przez cały czas. Znaj proporcjum, mocium panie.
Czy wielka sława to żart?
BK: Żart, powiem pani, choć trzeba sławę traktować poważnie, bo to jest sympatia ludzi, którzy tworzą sławę i nie można ludzi lekceważyć, ale nie należy do niej się zbytnio przywiązywać. Ona jest, i dzięki Bogu, że jest, ale pewnego dnia już jej nie ma i należy przejść jakoś do porządku dziennego i robić coś innego, a nie być kwaśnym człowiekiem, który nienawidzi świata i ludzi. Nie, tego nie wolno nigdy robić. Ostrzegam wszystkich, żeby kiedy chcą budować swoją karierę, powtarzali sobie Arię z Barona cygańskiego wielka sława to żart, książę błazna jest wart, bo to jest prawda i wtedy, kiedy okaże się w ich życiu, że wielka sława to żart, to już nie będą kwaśni, tylko powiedzą: no tak, takie jest prawo życia.
Bodaj najbardziej spektakularną plajtę zaliczył w 1928 roku warszawski teatr „Muza”. Spektakl po ledwie trzech dniach zdjęto z hukiem z afisza. Jaka jest współczesna recepta na uniknięcie plajty?
BK: Proszę pani, tego się nie przewidzi nigdy. Każdy twórca, jeśli jest poważnym twórcą, a nie protegowanym, czy znajomym znajomego, tworzy dzieło sztuki i wymyśla najpiękniejsze rozwiązania, najpiękniejszą wersję. Nie zawsze ta wersja się sprawdza i nie zawsze znajduje akceptację publiczności. I np. znam dzieła pięknie wystawione, pięknie skomponowane, nie podobały się, przepadły, ale potem nagle po pięciu latach, po siedmiu latach świat się nimi zachwyca. Czyli to jest nowe odkrycie dzieła. Takie rzeczy się zdarzają. Nic na siłę. Dzieła ambitne i dzieła trudne trafiają do publiczności z opóźnieniem.
W latach siedemdziesiątych XIX wieku Warszawa ujrzała na scenie pierwsze podwiązki i pierwszego kankana. Wybuchł z tego powodu potworny skandal. Co współcześnie jest w stanie widzów wprowadzić w stan takiego skandalu?
BK: Wie pani, te podwiązki i kankan, to nie była sprawa artystyczna, tylko obyczajowa. Policja, proszę pamiętać, wkraczała do teatrów w Paryżu i aresztowała kankanistki. To było naruszenie moralności dziewiętnastowiecznej. Po części słusznie, po części niesłusznie zupełnie. Natomiast w naszych czasach są skandale, ale najgorsze, że one są pospolite. Wiele rzeczy po prostu, do których odnosiliśmy się z szacunkiem, dzisiaj stają się rzeczą normalną, nikogo już nie dziwią. Uważam, że ten czas, w których żyjemy jest piękny i szczyci się wielkimi osiągnięciami, ale jest tu wiele rzeczy niedobrych, które będą rzutowały na rozwój następnych pokoleń.
Wróćmy do wykonania Koncertu Noworocznego. Co wyróżnia orkiestrę Filharmonii świętokrzyskiej?
BK: Orkiestra gra z zapałem, gra poważny repertuar i myślę, że ma przed sobą przyszłość, tylko musi włożyć w to ogrom pracy, pracować, pracować, bo bez pracy nie ma sztuki i jestem przekonany, że kiedyś się spotkamy jeszcze na jakimś koncercie.
Przed stu laty prasa grzmiała, że obniża się coraz bardziej poziom kultury teatralnej. Czy historia zatoczyła koło?
BK: Proszę pani, dzisiaj już nie mógłbym napisać, obniża się poziom sztuki teatralnej, bo obniżył się tak, że sięgnął bruku po prostu. Jeśli pani myśli, że do teatralnych wydarzeń mogę zaliczyć produkcje dwuosobowe albo jednoosobowe w prywatnych teatrzykach, które działają w opuszczonych kinach, to nie jest teatr. Teatr to dla mnie jest wielki spektakl z udziałem legendarnych osobowości. Ja pamiętam z mojej młodości, biegałem do teatru codziennie, aby oglądać Irenę Eichlerównę, która wychodziła na scenę, a zdawało mi się, nie tylko mnie, że prąd elektryczny płynie przez widownię. To było niesłychane. Kiedy ona znikała ze sceny jako bohaterka sztuki i chwilę jej nie było, to ja i obok siedzący drżeliśmy, że ona stoi za kulisami i słyszy to, co o niej mówią pozostali bohaterowie. Ona była obecna, kiedy nie była obecna, a dzisiaj, nie chcę urazić nikogo, nie chcę urazić, ale są to takie teatralne "wydmuszki" w większości.
Proszę mnie zaprosić na jakąś najciekawszą ostatnimi czasy premierę. Co to będzie?
BK: Trudno mi jest wybrać premierę, na którą bym panią mógł zaprosić, ale zaproszę panią nie do Warszawy, tylko bliżej. W Gliwicach byłem wczoraj na premierze operetki Johana Straussa Noc w Wenecji. Przepięknie wystawiona w pięknych bajecznych kostiumach. Setki kostiumów, przez Barbarę Ptak zrobione. Przedstawienie tak piękne, że bez wahania zapraszam na ten spektakl do sali kongresowej w Warszawie, i to 1 stycznia następnego roku będzie pokazana ta Noc w Wenecji, właśnie w Warszawie, świetny spektakl. Gratulacje składane teatrowi w Gliwicach.
Dziękuję za rozmowę.
e.bigas
UWAGA: Archiwum dyskusji na forum znajdziesz tutaj.
Aplikacja jaw.pl
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!