W Szczakowiance się nie przelewa, brakuje szerokiej kadry – to – jak mawia klasyk – oczywista oczywistość. Poza wszelakimi trudnościami są jednak w klubie osoby, które ze Szczakowianką są na dobre i na złe. Tymi osobami na szczęście nie są tylko wierni kibice…
Z przyjemnością wysłuchuje się ludzi, którzy z pasją potrafią opowiadać o tym, co robią, mimo że warunki pracy mogą zniechęcać do wszelkich działań. Począwszy od kadry po bieżące potrzeby klubu. Mimo przeszkód drużyna wciąż przygotowuje się do ligi. Po porażkach z II-ligowcami, ostatnio Szczaksa uległa GKS-owi Jastrzębie 0:2 oraz wygrała z Victorią Częstochowa 4:1. Aktualną sytuację w klubie przedstawia osoba, która jak widać żadnych wyzwań się nie boi, a więc Radosław Gabiga.
Ostanie wyniki nie napawały optymizmem. Na pocieszenie można powiedzieć, że przegrywaliśmy z drużynami II-ligowymi i to często w samych końcówkach. Z meczu na mecz było jednak troszkę lepiej. Pogania nas bezlitosny czas, wszystko robione musi być „na wariata”. Efekty tego objawiają się w sparingach? Dokładnie tak. Przykładowo na ostatnim wygranym sparingu było nas 12-stu. Wcześniej było nas 14-15-stu. Mamy bardzo wąską kadrę. W praktyce trenujemy od 4 tygodni. Mieliśmy 12 jednostek treningowych na boisku. Wymieniliśmy 15 zawodników. Wszyscy ludzie związani ze Szczakowianką muszą się przygotować na bardzo trudny sezon. Wyniki tych sparingów pokazują, jak wiele pracy jeszcze przed nami, a poganiający nas czas – jak zresztą wspomniałeś – nie pomaga nam w spokojnych przygotowaniach.
Liczebność naszej kadry na tych sparingach wynika z tego, że taką kadrą oficjalnie dysponujemy, czy po prostu piłkarze, ze względu na ich obowiązki pozasportowe, nie mieli szans dotrzeć na poszczególne mecze kontrolne? Żadne obowiązki pozasportowe nie wchodzą tutaj w grę. Próbujemy wciąż ratować dobre imię Szczakowianki. Życie prywatne często pozostaje w tyle, a na pierwszy plan wysuwa się dobro drużyny. Jest jednak bardzo dużo chorób i kontuzji, tak więc to jest też niejako wykładnik naszej liczebności. Oficjalnie kadra składać się będzie z 18 zawodników z pola oraz z dwójki bramkarzy, gdyż na tyle obecnie nas stać. Nieprawdą jest to, że ktoś unika sparingów. Do tego też pech na pewno nas nie opuszcza. Tak jak powiedziałem, mamy wiele urazów i chorób, na szczęście większość niegroźnych. Jest to być może konsekwencją tego, że zaczęliśmy treningi w lutym, a nie na początku stycznia jak zakładałem. Zamiast przygotowywać się do rozgrywek, my zajęci byliśmy transferami. Właściwie trenować zaczęliśmy od 10 lutego, wcześniej zespół był „ruchomy”. Zastanawialiśmy się, kto do nas przyjdzie, a kto od nas odchodzi. Teraz ta kadra jest już ukształtowana. Wraca do nas młodzieżowiec Dawid Mróz z Polonii Bytom, co jest dla nas znakomitą informacją. Przed nami dwa tygodnie ciężkiej pracy, aż do startu ligi. Nie zamierzam narzekać, bo wiedziałem, na co się piszę. Muszę oznajmić kibicom, że ta drużyna nie będzie grała tak jak ta poprzednia. Tych punktów możemy uzbierać mniej, ale będziemy wciąż ratować to, co zostało ze Szczakowianki.
Oprócz Mroza, co z resztą zawodników młodzieżowych? Wcześniej wymieniane nazwiska takie jak np.: Łuszcz, Bernaś czy Świerkowski będą reprezentować barwy Szczakowianki? Tu rodzi się kolejna ciekawa historia. Oliwier Łuszcz, który był z nami od początku przygotowań, przerwał nagle treningi ze względu na chorobę. Przebywa on na oddziale chorób wewnętrznych z podejrzeniem obecności paciorkowca. Wiele tygodni spędzonych przez niego w łóżku, teraz nie wiadomo, czy w ogóle będzie on w stanie grać w piłkę. Od samego grudnia aż do teraz, niczym biblijny Hiob, odnotowujemy masę różnych doświadczeń. Wierzymy jednak cały czas, że i dla nas zaświeci słońce. Darek Bernaś przykładowo bez kontaktu z zawodnikiem na boisku, kopiąc piłkę, dostał zapalenia ścięgna Achillesa. Ma on więc cztery tygodnie treningów z głowy. Jest to niespotykane, co dzieje się w klubie. Świerkowski po usunięciu paznokcia ze stopy, prawdopodobnie we wtorek wróci do treningów. Być może, chcąc wszystko poukładać na czas, nałożyłem na piłkarzy zbyt duże obciążenia treningowe. Jest też z nami bramkarz Olimpii Piekary Śląskie z rocznika 93. Pozyskaliśmy też, dzięki pomocy trenera GKS Tychy II Piotra Mrozka, młodzieżowca o nazwisku Fraś. Był z nami też jaworznianin Tomek Warzecha, jednak ten na polecenie prezesa musi wracać do Balina, który – co ciekawe – najprawdopodobniej nie wystartuje w rozgrywkach.
Co z Rafałem Łybykiem? Czy do klubu powróci Grzegorz Bizoń? Rafał Łybyk jest już dogadany z klubem. Piłkarz ten po wyleczeniu kontuzji obecnie bardzo mi imponuje w meczach kontrolnych. Jest on w bardzo dobrej dyspozycji. Grzesiek był przymierzany, chciał zostać, jednakże po powrocie Dawida Szwargi nie stać nas na utrzymanie tej dwójki stoperów. Byłem tym zawodnikiem zainteresowany, jednak mamy bardzo uściślony budżet. Piłkarz ten dojeżdża z Krakowa, a w życiu nie ma niczego za darmo. Do zespołu wraca też Sebastian Chojnowski. Gracz ten jest jednak po dwóch skomplikowanych operacjach i ciężko spodziewać się, że od razu będzie on w doskonałej formie. Nie zawsze trenuje też z nami Dylowicz, który ma obowiązki związane z pracą. Patrząc jednak przez pryzmat tego, że w grudniu mieliśmy nie wystartować, należy cieszyć się z tego co jest.
A za tydzień dalsza – ta jeszcze ciekawsza – część wywiadu z trenerem Radosławem Gabigą. Co też istotne, liga startuje tydzień wcześniej! Mecz z Wesołą odbędzie się więc najprawdopodobniej 16 marca, jednak o tym informować będziemy na bieżąco, tak aby każdy kibic był rzetelnie poinformowany przed samym spotkaniem. Z trenerem Radosławem Gabigą rozmawiał Rafał Jarząbek
UWAGA: Archiwum dyskusji na forum znajdziesz tutaj.
Aplikacja jaw.pl
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!