W nowym cyklu zatytułowanym „Jaworznickie głosy” Franciszek Matysik rozmawia o kulturze z Urszulą Warszawską z Teatru Sztuk.
Franciszek Matysik: Od ilu lat obserwuję kulturę w Jaworznie? Urszula Warszawska: Jako kto? Odbiorca, twórca czy organizator? - Jako odbiorca - myślę, że od 50 lat (zawsze bywałam na wydarzeniach kulturalnych Jaworzna od najmłodszych lat i tak mi zostało do dzisiaj); - Jako twórca - właściwie też od 50 lat (grałam w Przedszkolu (którego już nie ma na mapie Jaworzna) rolę Krysi Leśniczanki, a potem konkursy recytatorskie, własne grupy teatralne … i tak zeszło te 50 lat); - Jako organizator - chyba najbardziej przez ostatnie dwudziestolecie.
Jakie to były kiedyś czasy? Miałam dziadka, który często mi powtarzał „Obyś żyła w ciekawych czasach, dziecko”... i dla mnie każde czasy były i będą ciekawe zawsze, nie chcę oceniać, czy lepsze czy gorsze.
A Pani działalność? Zaczynałam dawno, dawno temu.
Czego wtedy ludzie potrzebowali? Czegoś ciekawszego, piękniejszego, weselszego, mądrzejszego, dobrego. Tego wszystkiego, czego nie mieli na co dzień, w pracy, w domu, w życiu - bo większość tego życia była smutna, szara, często głupia.
Czy ich oczekiwania się zmieniły? Na pewno się poszerzyły. Ludzie mają teraz coraz większy apetyt na życie w każdej sferze, są odważniejsi, bardzo otwarci. I są bardzo wymagający, nawet w stosunku do kultury. Nie zamieniajmy całej kultury na rozrywkę. Nie róbmy im tego, my - ludzie odpowiedzialni za kulturę w mieście. My mamy inteligentnych mieszkańców. Oni chcą czegoś więcej i na dobrym poziomie.
Jakie momenty można uznać za przełomowe? Na pewno ten czas, kiedy wszyscy poczuliśmy wolność i demokrację.
Jak młodzież podchodzi do pracy na rzecz kultury? Myślę, że teraz bardzo indywidualnie, i słusznie. Dawniej młodzież dzieliła się na tych spolegliwych i przestraszonych, ale mało aktywnych i tych odważniejszych, wręcz zbuntowanych i tym samym bardziej twórczych (twórczość rodzi się z buntu). Tamte pokolenia miały czytelnego wroga - system ideologiczny, mur głupoty, kłamstwo. Obecna młodzież ma poczucie wolności, niezależności, ale chyba nie bardzo wie, co z tym zrobić i niekoniecznie chce się utożsamiać ze swoim miejscem urodzenia, zamieszkania. To są dzieci Europy a właściwie całego świata … I dobrze, tylko brakuje im odwagi, żeby iść dalej. W naszym mieście można by policzyć na palcach tych, którzy poszli gdzieś dalej, wyżej.
Czy kino jest teraz szczytem marzeń dla nastolatków? Pewnie tak, ale nie jako obiekt kultury i sztuki filmowej, ale bardziej miejsce spotkań, jak galeria handlowa.
Kiedy w mieście była najlepsza oferta kulturalna? Teraz na pewno jest bardzo szeroka, ale wg mnie trochę nieuporządkowana. Wszyscy robimy wszystko (mówiąc my - mam na myśli instytucje kultury) i jesteśmy bardzo agresywni i nachalni dla mieszkańców. Już niedługo pewnie ktoś wpadnie na pomysł, żeby przyjeżdżać do domów jaworznian i zabierać ich siłą na koncerty, spektakle - zaśmiecając chodniki i ulice ulotkami, informatorami. Trochę działamy jak telewizja, chcemy być zawsze włączeni. Medialność już niedługo nas pozabija. Może trzeba przystopować, przesiać tę ofertę, postawić na jakość a nie ilość. Po to, żeby mieszkaniec naszego miasta sam upomniał się o kulturę, zadzwonił, zapytał, co grają w kinie, teatrze? Prawie wszyscy korzystamy już z internetu, no bo to szybciej, taniej, ale my takiej wiedzy nie przyswajamy i po chwili stwierdzamy, że nie ma nic ciekawego.
A kiedy klimat dla kultury był dobry? Tu nie chodzi o klimat. Albo się ma takie potrzeby albo się ich nie ma. Albo się rozbudza w dzieciach taką ciekawość świata albo się je tylko ubiera i daje im jeść. Kultura powinna być jak powietrze, jak wentyl bezpieczeństwa - bo jak jej nam braknie - to wszyscy się podusimy.
Urszula Warszawska
UWAGA: Archiwum dyskusji na forum znajdziesz tutaj.
Aplikacja jaw.pl
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!