Pewne wartości w biznesie i w życiu są gwarantem sukcesu. Nie każdy potrafi je odnaleźć. Zapraszam do przeczytania wywiadu z założycielkami Chaty wieśniaka, którym to się udaje.
Franciszek Matysik: Na którym etapie powstawania tej działalności pojawiła się misja? Anna Woźniak: Od samego początku. Pomysł na biznes powił się w szpitalu. Byłam ciężko chora, ale wiedziałam, że jak pokonam swoje słabości, to dam radę zrobić wszystko. Wizja i cały pomysł powstał na onkologii, byłam na chemii i tam się dowiedziałam, że ¾ chorób nowotworowych jest spowodowanych złym jedzeniem. Chemia i konserwanty po prostu nas zabiją.
Pomysł prosty, a wykonanie? AW: Wiedziałam, że udźwignę projekt marketingowo, bo się na tym znam. Potrzebowałam pomocy, jeśli chodzi o detal i obsługę klienta. A Mariolka, moja przyjaciółka, pomogła mi w chorobie, to pomoże w biznesie tym bardziej. Potem była burza mózgów o nazwę. Jak sprawić, żeby nazwa była zapamiętywana i kontrowersyjna, a zarazem zawierała to, co chcemy sprzedawać. Tak powstała Chata wieśniaka.
Ktoś Wam w tym pomagał? AW: Pierwszą osobą, która weryfikowała nazwy, był mój syn. Wiedziałyśmy, że jak trafi ona do dzieci, to chwyci u każdego. Później znalazłyśmy tani lokal, znalazłyśmy restaurację, która brała od nas towar i taki był początek.
Jaki to był asortyment? Mariola Golasowska: Jeździłyśmy na targi żywieniowe. Szukaliśmy bardzo małych tradycyjnych wytwórni. Priorytetowe było to, żebyśmy mogły jechać do nich i zobaczyć cykl produkcyjny.
Nie bałyście się tej nazwy? AW: Wzbudzałyśmy kontrowersje nazwą, ale trzeba mieć do siebie dystans. Mówimy ludziom „u wieśniaczek” i tak zapadamy w pamięć. Nazwa i brak tego patosu łamał każdą biznesową barierę, sprawił, że nas pamiętali. Powodujemy uśmiech nawet u mruków. – Dzień dobry wieśniaczki z tej strony, chcecie coś?
Jest takie przekonanie, że zdrowe, ekologiczne musi być drogie. MG: Niestety to jest bolączka. To jest droższe od tego, co jest masowo sprzedawane. Jeśli kupisz 10 dag szynki bez dodatków chemicznych wędzonej na olsze, na buku w beczce marynowanej, ona będzie droższa, ale się nie popsuje. Jak nie pompujesz chemii, towar będzie droższy. Jak nie robisz z kilograma mięsa 1,5 kg albo 2 kg tylko wkładasz 1 kg do pieca i z tego ci wychodzi 0,7 kg szynki. Nie jesteśmy w stanie konkurować cenowo, jeśli chodzi o masową produkcję i nawet nie chcemy.
Produkty bioproducentów są coraz tańsze, wymusza to konkurencja, więc myślę, że zawsze to będzie droższe od marketowych produktów, natomiast będzie tak, że będzie na to stać każdego. AW: Nie jesteśmy na tyle skrzywione, że nie bierzemy dzieci raz w miesiącu do McDonald’s. Mnie tylko przerażą ilość chemii na etykietach. Teraz widzę, jak okłamują niektórzy producenci. Nie zawsze to, co jest na etykiecie, jest zgodne z tym, co jest w rzeczywistości. To takie zboczenie zawodowe. I całe rodziny mają takie zboczenie? AW: Tak, myślę, że zasiałyśmy ziarenko i teraz kiełkuje. Moje dziecko oduczyłam jeść chipsy i to jest sukces, bo trudno jest do czegoś takiego przekonać małolata. Siadłam z nim i rozmawiałam jak z dorosłym facetem o tłuszczach, o tym, jak długo one są w żyłach, że jak jest sportowcem to nie powinien takich rzeczy jeść. Taki argument zadziałał.
To jest niepopularna wiedza, nikomu na tym nie zależy, żeby to propagować. MG: Dokładnie, teraz byśmy weszli na ciężki temat – farmaceutyczny molochów, ale to nie nie dobre miejsce.
Jaki jest profil waszego klienta? AW: Wszyscy, najlepiej dzieci. Śmiejemy się, że nam się rodzą dzieci wieśniakowe. Mariolka dostała o 2 w nocy sms od naszej klientki ze zdjęciem i z wagą małej Martynki. Dużo mam robi zakupy u nas, jak są w ciąży, chcą się zdrowo odżywiać. MG: Czasami trzeba słuchać, czasami trzeba mówić, ludzie potrzebują się wygadać. Nie chcę ustawiać profilu klienta, ale pomyślałam o naszej babci Krysi, o pani Anitce.
Czy większość klientów znacie po imieniu? AW: Tak, pan Fiodor robi u nas zakupy. Bardzo się zżyłyśmy z klientami. Ja wiem, że może to, co powiem w tej chwili, może się wydawać takim frazesem, ale tu nie wymiar ekonomiczny daje satysfakcję.
Jaki jest Wasz pomysł na biznes? AW: Brendujemy najlepsze produkty, jakie uda nam się znaleźć na targach. To znaczy wyszukujemy firmy, które są niedoświadczone marketingowo, mają wyśmienity produkt, ale nie umieją tego sprzedać. Warunek jest jeden – musimy być przy produkcji.
MG: Np. Pan Krzysiu stoi z miodami, jest on z północy Polski. Miód jest jego dzieckiem i my tak naprawdę adoptujemy jego produkty. Brendujemy tylko te rzeczy, z którymi się utożsamiamy.
Nie da się ich dużo wyprodukować? AW: Nie, i właśnie na tym też polega ich wyjątkowość. To jest wszystko rękodzieło, jest robione nie przez maszyny, nie przez wielkie molochy. Ile jest poziomek, tyle jest w miodzie, nie ma takiej ilości poziomek, żeby one były dostępne cały czas.
Jak się Wasze życie zmieniło po tej Chacie wieśniaka? AW: Ja jestem szczęśliwa, bo nie jestem w korporacji, jestem wolna.
Chyba też jesteście zapracowane, bo godzina jest dosyć późna? AW: Tak, ale jest inaczej, jak się robi coś z pasją i dla siebie, będąc ze sobą cały czas i tak tęsknimy, wieczorem jeszcze jakiś telefon. My się znamy od 7 klasy podstawówki. I nie było ciężkich chwil? AW: Na początku nie lubiłyśmy się w ogóle, rywalizowałyśmy ze sobą sportowo, obydwie grałyśmy w kosza. Ja myślę, że jak się przeżyło w życiu ciężkie chwile i się udźwignie takie rzeczy, to później jest już łatwo.
W złych momentach jedna drugą wyciągała? AW: Tak było. Jak ja byłam chora i nie chciałam nikogo widzieć to Jolcia „na chama” wchodziła do mnie do domu i przynosiła mi słoneczniki albo żonkile, albo tulipany, a ja jak ona miała doła i płakała, to ją stawiałam do pionu. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.
Ale się różnicie? AW: My się uzupełniamy, Jolcia jest jajcara, ja muszę kogoś poznać. Jolcia się szybko otwiera do ludzi, ja nie. Ja bym wszystko w sklepie rozdała. A Jolcia jest typową, dobrą handlarką. Umiem opisać nasz produkt, potrafię jechać na spotkania, dogadać duży kontrakt, natomiast jak już przychodzi ten pan Zdzisiu, który wiem, że ma emeryturę, który wiem, że chce kupić pięć plasterków, to ja wychodzę i zostawiam go w rękach Jolci. Ona mu dobrze zważy i doradzi. Ludzie doceniają ręczną robotę. Ludzie wiedzą, że nie chcemy sprzedać tylko dobrego produktu. Tylko oprócz tego chcemy, żeby poczuli się obdarowywani. Mamy teraz zapytanie o nasze makarony z Afryki i Moskwy.
Ile macie już produktów? AW: 12 wędlin, 7 syropów, miody, makarony – 34 produkty.
Widzę, że z każdą kolejną cyferką macie coraz szerszy uśmiech. AW: Jesteśmy dumne, jeszcze chcemy zrobić makaron orkiszowy, bezjajeczny. Nie tracimy kontaktu z tym klientem detalicznym, bo słuchamy, co jest potrzebne, nie jesteśmy odizolowane i nie opieramy się na badaniach rynku, tylko wiemy, że dużo osób ma uczulenie na jajka i dużo ludzi nie chce białej pszenicy tylko chce orkiszową. To będzie dodatkowy produkt, będzie się nazywał Wita Orkisz Wieśniak. Robiłyśmy prototyp makaronu w domu, suszyłyśmy suszarką. Na kilogram mąki dodawałyśmy orzechy włoskie i drugi był z daktylami i z miodem, a trzeci był z owocami goi i wszystkie wyszły.
Gdzie jest koniec tej historii? AW: Będzie ciągły rozwój, będzie o nas co raz głośniej. Mam nadzieję, że robimy zaplecze na przyszłość naszym dzieciom, i że to się będzie ciągnęło.
Czy klient, który do Was przychodzi, może stać się wieśniakiem dzięki tym produktom? AW: U nas być wieśniakiem to jest kochać polską wieś. Każdy wieśniak ma tyle optymizmu, tyle radości, nasi klienci nie są wieśniakami, bałabym się ich tak nazwać. Ja mam do siebie dystans, nie wiem, czy oni chcieliby być nazywani wieśniakami. Myślę, że im dobrze w relacji, że kupują u wieśniaków.
Rozmawiał Franciszek Matysik
UWAGA: Archiwum dyskusji na forum znajdziesz tutaj.
Aplikacja jaw.pl
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!