Para bocianów na kominie Stanisława Bigaja na Długoszynie nie złożyła jeszcze jaj. To może oznaczać, że w tym roku bociana rodzina nie powiększy się. Za to szczęście dopisało u innych zwierząt - wykluły się pisklęta oraz urodziły króliki.
Stanisław Bigaj z zawodu jest piekarzem, jednak po godzinach pracy zajmuję się swoim gospodarstwem, a przede wszystkim zwierzętami, które obdarzają go wyjątkowym zaufaniem.
Po raz kolejny na okres wiosenno-letni zamieszkały na kominie jego piekarni bociany. Pierwszy przyleciał dokładnie w pierwszy dzień wiosny.
W tym roku miał również wyjątkowe szczęście, ponieważ odwiedziła go druga para bocianów. Ci przystali na drugim gnieździe kawałek dalej, jednak nie po to aby się tam zadomowić, tylko by przejąć główne gniazdo.
Przez pewien czas para bocianów za wszelką cenę próbowała wypędzić bociana z głównego gniazda na kominie. Zwierzęta toczyły ze sobą pojedynki.
Rywale chcieli go z tego miejsca wyrugować i doszło do tego, że drugie małżeństwo bocianie potrafiło z góry na niego nalatywać, pikować na niego. Był o tyle w mocniejszej sytuacji, w lepszej sytuacji, że był oparty na swoim gnieździe i potrafił tylko dziób wystawić i odgonić intruzów. Ale to było takie ciekawe, że zaraz po pierwszym przelocie bociana, tego intruza, za kilka sekund przelatywała jego partnerka i robiła to samo co on. I tak kilka razy dziennie. On był przemęczony i często nawet nie wylatywał z gniazda, bo się bał, że mu ktoś to miejsce zajmie. Jak to pikowanie nie odniosło skutku, to doszło do walki wręcz - mówi Stanisław Bigaj.
Reklama

Walka między bocianami była zacięta, a w miedzy czasie do samotnego bociana przyleciała partnerka. Nawet wtedy druga para bocianów, nie dawała za wygraną. Dochodziło do ostrych pojedynków, w których bocian z głównego gniazda doznał obrażeń. Przez inne ptaki został mocno poturbowany i zaczął nawet kuleć na jedną nogę.
I to było bardzo ciekawe spostrzeżenie, bo on podskoczył do komina, siadł na gnieździe i zaczęły się bić. Jeden drugiego trzymał za szyję, a ten następny tego drugiego za nogi. I tak przez kilka minut i kilka razy dziennie. Doszło do tego, że właściciel gniazda się obronił, ale był tak poturbowany, że jak partnerka wróciła po kilku tygodniach, to on nie był w stanie nawet wylecieć z gniazda - mówi Stanisław Bigaj.
Reklama
Druga para bocianów odleciała i została tylko jedna, która wciąż zamieszkuje główne gniazdo. Niestety przez walki nie miały czasu złożyć do tej pory jaj. Dla porównania, w tamtym roku początkiem czerwca wykluły się już młode.
W tym roku urodziły się jednak inne zwierzęta. U Stanisława Bigaja wykuły się pisklęta kur oraz urodziły się dwa króliczki.
Zwierzęca rodzina na Długoszynie stale się powiększa, co cieszy szczególnie właściciela.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze