Szczakowianka, podobnie jak dwa tygodnie temu, ponownie przegrała w meczu wyjazdowym 2:0. Mimo tego samego wyniku, sama gra piłkarzy była jednak zgoła odmienna. Sądzę też, że i nastroje kibiców były inne. Fani byli świadkami tego, że drużyna dała z siebie wszystko. Szczaksa była drużyną słabszą, jednakże absolutnie nie można, w przeciwieństwie do meczu w Głubczycach, za nią się wstydzić.
Pierwsze 10 minut mogło być w konsekwencji zabójcze dla Odry. Najpierw z ostrego kąta w sytuacji sam na sam piłkę uderzył Rafał Łybyk, jednakże jego strzał szczęśliwe odbił bramkarz. Kilka minut później z rzutu wolnego piłkę niemal w samo okienko bramki posłał Damian Sieniawski. Jego strzał mimo dużej precyzji był jednak zbyt słaby i bramkarz Odry Bartłomiej Danowski miał okazję zaprezentować swoje niemałe umiejętności. Niestety, był to jedyny okres meczu, kiedy to Szczakowianka przycisnęła w ofensywie.
Kolejne fragmenty meczu to dominacja opolan. Stworzyli oni kilka groźnych sytuacji pod bramką Smoka, jednak nasz golkiper po raz kolejny udowodnił, że luka na tej pozycji wywołana odejściem Piotra Adamka jest już wypełniona. Najwięcej zagrożenia było pod naszą bramką ponownie przy okazji stałych fragmentów gry.
To właśnie po rzucie wolnym i rożnym padły bramki dla Odry. Strzelcem obu bramek był napastnik gospodarzy- Adam Setla, który bezsprzecznie zasłużył na miano piłkarza meczu. Zawodnik ten dwukrotnie trafiał po strzale głową, dwa razy wykorzystując brak krycia przy okazji dośrodkowań w nasze pole karne. Niestety ten element gry nadal jest naszym utrapieniem. Przy 6 straconych golach aż 4 straciliśmy po stałych fragmentach gry.
Błędy te towarzyszą nam już od przedsezonowych meczów kontrolnych i wydaje się, że eliminacja ich będzie bardzo trudnym zadaniem. Oprócz tych niedociągnięć w defensywie, warto podkreślić, że linia obrony spisała się całkiem poprawnie. Pod nieobecność Dawida Szwargi spowodowaną nadmiarem żółtych kartek, środkowi obrońcy Krzysztof Szeja oraz przygotowywany na ostatnią chwilę do gry na tej pozycji Michał Skórski byli pewnymi punktami w defensywie.
W każdym jednak meczu - no może prawie każdym- można dostrzec jakieś pozytywy. W tym w Opolu była to paradoksalnie, mimo ponownej straty dwóch bramek, gra w defensywie oraz walka na dużych obrotach przez pełne 90 minut. Są też powody do pewnego niepokoju. Od 61. minuty meczu graliśmy z przewagą jednego zawodnika. Niestety nie było tego widać na boisku. Odra Opole nie grała porywającego futbolu, jednak w pełni poradziła sobie z ofensywnymi zapędami jaworznian.