Agnieszka Kaźmierczyk – jaworznianka, absolwentka jaworznickiego I LO, ukończyła Uniwersytet Pedagogiczny na Wydziale Filologii Polskiej i Studium Dziennikarskie. Była redaktorem działu kulturalnego Dziennika Polskiego, pracowała również w dodatku Student i w gazecie lokalnej.

REKLAMA

Obecnie jest nauczycielką języka polskiego w SP nr 16 w Jaworznie. Od paru lat prowadzi portal multirodzice.pl. Jest autorką książek dla młodzieży i dorosłych. Mieszka w Jaworznie wraz z mężem i dwiema 6,5 – letnimi córkami.
O sobie mówi: kocham być nauczycielem, moją pasją są podróże, marzę o podróży do Tajlandii (odwiedziła ją ja już raz – red.) Jestem optymistką, kocham ludzi i mam do nich szczęście. Nie jestem typem marudy, zawsze prę do przodu, nie poddaję się przeciwnościom losu.
Napisała Pani do tej pory 4 książki: Księżyc nad Świtezią, Topielica ze Świtezi i Klątwę sióstr. Jej najnowsza powieść to wydana w lipcu tego roku Epidemia uczuć. To wciągająca opowieść o uczuciu z pandemią w tle. To właśnie m.in. o tej powieści rozmawiamy z pisarką.

Spotkania autorskie z Agnieszką Kaźmierczyk, audytorium MBP w Jaworznie, 20 września br. (fot. MBP)

Ela Bigas: Co wiedziała Pani o fabule powieści na początku pisania?  Czy wtedy znała już Pani zakończenie, czy też wszystko powstawało z czasem?
Agnieszka Kaźmierczyk: Nie rozpoczynam pisania od nakreślenia całej fabuły, nie znam zakończenia. Rodzi się w trakcie pisania, ba, czasem nawet zmieniam je kilkukrotnie, zanim osiągnę zadowalający efekt. Każda historia to dziesiątki zapisanych małych karteczek z imionami, cechami bohaterów, wątkami, które nagle przychodzą do głowy. Chaos, z którego powstaje następnie pewna całość.
Co w tekście książki jest o Pani samej? A może unika Pani takich treści?
Niejednokrotnie pojawiają się w moich książkach wątki autobiograficzne. Niektórzy bohaterowie mają cechy znanych mi osób, wracam do miejsc, które kocham i uważam za „swoje”. Czytelnicy znający mnie nieco lepiej bez trudu wychwycą te treści.
Jak przygotowywała się Pani do pracy nad powieścią?
Zawsze przygotowuję się w ten sam sposób: szukam informacji we wszystkich dostępnych źródłach. Tego nauczyłam się, studiując dziennikarstwo. Nie inaczej było i tym razem, wszak „Epidemia uczuć” wraca do wydarzeń rozgrywających się w naszym kraju w latach 60. Pisząc „najnowszą powieść nie miałam tak dużej wiedzy o sposobach walki z epidemią, reakcjach ludzi, pracach nad lekiem, jak dziś. Przypominam, że prace nad książką zakończyłam, a umowę wydawniczą podpisałam przed wybuchem Covid-19.
Czy pracując nad książką nie czyta Pani innych powieści, żeby uniknąć niepotrzebnych sugestii, inspiracji?
Nie można pisać bez czytania innych. Przynajmniej, w moim przekonaniu, jest to niemożliwe. Im więcej czytam, tym mocniej szlifuję warsztat. Uczę się, staram się następnie unikać błędów. Nie wyobrażam sobie domu bez książek, codzienności bez czytania.
Czy lubi Pani powieści ze szczęśliwym zakończeniem?
Nie znoszę happy endów w literaturze. Ckliwe, przesłodzone, często mało prawdopodobne finały zwyczajnie mnie nudzą. Pewnie dlatego staram się otworzyć  czytelnikowi furtkę, pozostawić go z pytaniami, skłonić do refleksji… zaskoczyć.
W ciągu ostatnich dwóch lat napisała Pani aż sześć powieści. To rekord świata!
Jak to się robi? Czy to kwestia ogromnej wyobraźni i lekkości pióra?
Rekord? Nie sądzę. Proszę zerknąć na Remigiusza Mroza i jego dorobek. Rzeczywiście, można powiedzieć, że byłam w pewnym „ciągu” twórczym – pisałam codziennie po kilka godzin. To kwestia samodyscypliny.  Nieprzespane noce, zmęczenie, przytłaczająca ilość zadań – sprawiły jednak, że od trzech miesięcy nie napisałam ani jednej strony. Nie czuję dyskomfortu.  Plan wydawniczy rozpisany jest do końca 2024 roku, zatem mogę odrobinę poleniuchować, choć nie ukrywam, że pewna prawdziwa historia opowiedziana przez brata zaginionego chłopca zrobiła na mnie tak duże wrażenie, że powoli rodzi się nowe…
Bardzo dziękuję, czekamy na kolejne powieści.
Ela Bigas

 

- REKLAMA -
Zewnętrzne linki