Czekał, czekał i się doczekał. Sejm przyjął projekt nowelizacji ustawy Prawo o Ruchu Drogowym. Zdaniem władzy, radykalna podwyżka wysokości mandatów i grzywien to lek na poprawę bezpieczeństwa na drogach i spadek liczby ofiar śmiertelnych wypadków. „Opinia publiczna oczekuje działań poprawiających sytuację na drogach” – tak ten dokument jest właśnie przedstawiany.

REKLAMA

Wśród społeczeństwa i w mediach zapanowała euforia, że w końcu coś się zmieni na lepsze. Jest też szerokie grono zwolenników srogich kar za wykroczenia drogowe wśród urzędników naszego miasta. Srogie kary, najlepiej połączone z konfiskatą pojazdu, jest według nich jedynym skutecznym środkiem poprawiającym bezpieczeństwo na drogach. Rząd wysłuchał głosu zafiksowanych zwolenników wychowania poprzez kary i przygotował nam kolejnego bubla.

Otóż uważam, że nowelizacja ta, jeśli nie zmieni niczego, to na pewno zmieni niewiele – nie tyle, ile byśmy oczekiwali. Projekt ten jest niczym innym jak ustawą mającą zapewnić słupki poparcia społecznego, gdyż wychowanie poprzez karanie w zdecydowanej większości przypadków raczej przynosi skutek odwrotny. Zresztą najlepszym tego przykładem są Niemcy, gdzie już teraz za te same przewinienia mandat jest niższy, a jednak śmiertelnych ofiar na drogach jest o połowę mniej. Zamiast wysokich kar, jest tam wydajny system punktów karnych, odpowiednia infrastruktura i właściwa edukacja. Nasz rząd natomiast nie widzi konieczności podniesienia jakości kształcenia. Kilkanaście godzin jazdy i ćwiczeń, w myśl prawa, tworzy z nas kierowców, ale wciąż na drogach ginie dużo bardzo młodych ludzi. W większości przypadków ich pierwszy w życiu poślizg jest tym ostatnim.

Dlaczego nie można wprowadzić do szkolenia obowiązku treningów na płycie poślizgowej czy trolejach? Podniosło by to koszt szkolenia i co najważniejsze, tak niepopularna decyzja mogłaby spowodować spadek poparcia społecznego. Ale z drugiej strony, kto powiedział, że kurs prawa jazdy ma być tani i dostępny dla wszystkich? Zresztą obserwując zachowanie niektórych użytkowników dróg tylko potwierdza tę tezę. Dlaczego nie da się wprowadzić dodatkowych badań, aby choć w części wyłowić tych, którzy nigdy nie powinni wsiadać za kierownice? W zamian rząd nam proponuje kilkutysięczne mandaty.

Niestety natura ludzka jest skomplikowana i sama wysokość potencjalnej kary niewiele nauczy. Bo przecież zawsze myślimy, że nic nam się nie stanie. Zresztą po kontakcie pieszego z rozpędzonym autem, ma to absolutnie drugorzędne znaczenie.

Media jednym chórem ogłosiły, że wreszcie rząd wziął pod opiekę ofiary wypadków i wprowadził rentę, którą ma wypłacać sprawca. Mało prawdopodobne jest otrzymanie takiej renty, gdyż dotyczy to wyłącznie przestępstw dokonanych umyślnie. Ciężko będzie lub wręcz niemożliwe udowodnić sprawcy umyślność spowodowania wypadku. Przecież nikt z nas nie chce tego zrobić i chyba tylko psychopata wsiada w auto narażając także siebie, kiedy rozpędzony wbija się w inne auta, lub rozjeżdża pieszych.

Komisja Europejska proponuje zdecydowanie lepsze rozwiązanie. Pracuje nad wprowadzeniem w całej Unii obowiązku posiadania odpowiedniego ubezpieczenia, z którego właśnie pokrywane będą koszty leczenia i opieka nad ofiarami. Uważam to za lepsze rozwiązanie niż wyimaginowana renta, którą i tak ciężko będzie uzyskać.

Proponowana nowelizacja niestety pozostawia furtkę do dowolnej interpretacji. Karą 1500 złotych praktycznie zagrożony może być każdy, kto popełniając wykroczenie spowodował rozstrój na zdrowiu trwający nie dłużej niż 7 dni. Przecież spowodowanie tak krótko trwającego rozstroju na zdrowiu, cokolwiek to znaczy, można wmówić każdemu. Przecież ktoś może tylko zatrąbić na mnie, a ja potem przez 3 dni mam prawo bać się wyjść na ulicę. Doznałem właśnie rozstroju.

Zwolennicy jak najwyższych kar finansowych jako przykład często podoją Finlandię. Niestety ciężko jest się z tym zgodzić. Większość ofiar śmiertelnych na drogach Europy, to tzw. niechronieni uczestnicy ruchu drogowego. Na ryzyko wystąpienia wypadku bezpośredni wpływ ma ilość podróży wykonywanych pieszo, rowerem czy jednośladem. Finlandia to kraj w Europie o najniższym odsetku takich podróży. Tylko 20 proc. z nich wykonywana jest w inny sposób niż komunikacja publiczna czy samochód. I to jest bezpośrednią przyczyną najmniejszej ilości ofiar śmiertelnych. Zapominają też dodać, że w Finlandii nie można prawa jazdy nabyć w krótkim czasie. Przed uzyskaniem uprawnień obowiązkowe jest odbycie szkolenia z jazdy po śniegu.

Ponownie odnoszę wrażenie, że kolejna nowelizacja ma na celu raczej podreperowanie budżetu niż poprawę bezpieczeństwa na drogach. Zresztą o tym świadczyć może zapis: „Punkty za naruszenie przepisów ruchu drogowego wpisane do ewidencji, o których mowa w ust. 2, mogą byś usunięte z ewidencji po upływie 1 roku od dnia naruszenia przepisów, jeżeli kierowca, który dopuścił się naruszenia, nie odmówi przyjęcia mandatu karnego”. A także wbrew zapewnieniom, pozostawienie furtki umożliwiającej redukcję punktów karnych poprzez szkolenie reedukacyjne.
Artur Nowacki

- REKLAMA -
Zewnętrzne linki

3 KOMENTARZE

  1. Nieprawda. Wystarczy pojechać na Słowację i tam nasi rodacy w większości nagle jeżdżą wedle przepisów. Dlaczego? Dlaczego u nas przekraczają prędkość w mieście a na Słowacji jadą pięknie 50 km/h? Odpowiedź jest jedna. Pokutka i to droga. Więc drogi pisarzu nie mieszaj tu polityki bowiem za wcześniejszych rządów nic nie zrobiono aby poprawić bezpieczeństwo na drogach ale trzeba dowalić bo to przecież PIS rządzi więc co pisowskie to wszystko be.

  2. Szanowny Panie miku69. Od wielu lat jesteśmy na podium w tragicznych statystykach, wykazujących ofiary na drogach. A to oznacza, iż w zakresie bezpieczeństwa ruchu, jesteśmy na dnie. Skoro na dnie, to znaczy, iż zmienić należy wszystko. Podkreślam tu słowo „zmienić”. Celowo nie użyłem słowa poprawić. Skoro zmienić wszystko, to znaczy, iż sposób i wymiar kar, owszem także. Jednak przypominam Panu, iż dotychczasowe podwyższanie kar, nie dawało żadnych pozytywnych efektów. Jednocześnie, czego Pan zapewne nie wiesz, w Jaworznie właśnie, bez podnoszenia kar, uzyskano praktyczne zerowy poziom śmiertelności w wypadkach drogowych. To jedyne takie miasto w Polsce, i jedno z kilkunastu w Europie! Niech Pan zapozna się z tym lekceważonym, przez polityków centralnych właśnie, sukcesem jaworzańskiej Społeczności, a potem spróbuje troszkę pomyśleć. Zgadzam się z panem w jednym: Za śmierć na polskich drogach, odpowiadają przede wszystkim politycy. Tak wszystkie poprzednie opcje, jak i obecna.
    Autor artykułu pisze o różnych zaniedbaniach, które w istocie składają się na spektrum przyczyn tragicznej sytuacji na polskich drogach. Aby osiągnąć w całym Kraju poziom bezpieczeństwa drogowego zbliżony do tego, co uzyskano w Jaworznie, należy zmienić wszystko. Przede wszystkim jednak, świadomość polityków oraz takich ludzi jak Pan, Panie miku69. Tezę tą w Jaworznie zweryfikowano pozytywnie.

  3. Porównywać Jaworzno do innych miast np Katowice, Kraków o Warszawie nie wspominając jest trochę niepoważne. Jaki to straszny ruch mamy w naszym mieście? Praktycznie po godzinie 18.00 ruch jest niewielki. Jeżeli chodzi o poprawę bezpieczeństwa to twierdzenie że należy zmienić wszystko jest bardzo ogólnikowe i nic nie wnosi do dyskusji. Przede wszystkim trzeba postawić na transport szynowy bo ileż można budować dróg. Za śmierć na drogach nie odpowiadają wyłącznie politycy, również brawura kierowców i niskie kary które już od dawna są na tym samym niskim poziomie.