Google Search Console to jedyne miejsce, gdzie widać SEO bez ściemy. Nie „pozycje na kilku frazach”, nie wykresy z raportu, tylko czarno na białym: ile razy Twoja strona pokazała się w Google, ile osób kliknęło, na jakie zapytania i które podstrony naprawdę pracują.
I dlatego sporo firm od SEO woli, żebyś tam nie zaglądał. Łatwiej sprzedać narrację o „procesie”, „algorytmie” i „czekaniu”, kiedy klient nie ma prostego punktu odniesienia. A jak masz GSC pod ręką, to w 3 minuty jesteś w stanie sprawdzić, czy coś idzie do przodu, czy po prostu płacisz za ładnie ułożone slajdy.
Najlepsze jest to, że nie musisz znać technicznych nazw ani analizować setek wykresów. Wystarczy kilka prostych rzeczy: kliknięcia, strony, zapytania, CTR i indeksacja. Jeśli te liczby są uczciwie omawiane i ktoś potrafi powiedzieć „co robimy dalej i dlaczego”, to jest współpraca. Jeśli nie, to zwykle nie brakuje Ci budżetu, tylko prawdy.
Google Search Console (GSC) to dane prosto od Google. Ile razy Twoja strona wyświetliła się w wynikach, ile osób kliknęło, na jakie zapytania i które podstrony realnie pracują. Tego nie da się „upiększyć” wykresem w PDF-ie, bo tu wchodzisz i widzisz liczby. Dlatego część firm od SEO woli wysyłać raporty „o pozycjach” i opowieści o działaniach, zamiast dać Ci prosty dostęp do GSC, a bez tego łatwo sprzedać narrację, że jest progres, że „algorytm”, że „trzeba czasu”, mimo że kliknięcia i zapytania stoją.

Pierwsza rzecz: wejdź w Skuteczność i ustaw porównanie okresów (np. ostatnie 28 dni vs poprzednie 28). Patrz na kliknięcia, nie na same wyświetlenia. Wyświetlenia potrafią rosnąć „bo tak”, a kliknięcia pokazują, czy Google częściej wysyła ludzi na stronę.
Druga i trzecia rzecz to „co rośnie” i „dlaczego”. W tej samej zakładce przełącz widok na Strony i zobacz, które URL-e mają najwięcej kliknięć oraz które najszybciej rosną/spadają. Potem przejdź do Zapytania i sprawdź, na jakie frazy wchodzą ludzie. Czy to są frazy, po których ktoś faktycznie może zostać klientem, czy przypadkowy ruch bez intencji (który wygląda fajnie w raporcie, ale nie robi telefonów).
Czwarta i piąta rzecz to jakość i porządek - sprawdź CTR (jeśli wyświetlenia są, a CTR leży, to często tytuły/układ stron są do poprawy) oraz zakładkę Indeksowanie (czy Google nie pomija ważnych podstron albo nie indeksuje śmieci). Jeśli chcesz zobaczyć, jak może wyglądać SEO prowadzone konkretnie (z mierzeniem i konkretnymi zadaniami), zerknij na moją podstronę pozycjonowanie strony WWW. Pamiętaj, że jeśli ktoś robi Ci SEO, a Ty nie masz dostępu do GSC albo nikt nie potrafi przejść z Tobą przez te 5 punktów bez lania wody, to jest czerwona flaga.
Wzrost wyświetleń często brzmi jak sukces, ale bez kliknięć to bywa tylko „więcej okazji do bycia pominiętym”. Najczęstsze powody są proste - strona pojawia się dalej (np. 12-25 pozycja), title/description nie zachęcają do kliknięcia, albo Google pokazuje Cię na masę luźnych zapytań, które nie pasują do oferty. Dlatego w GSC zawsze patrz na parę: kliknięcia + średnia pozycja + CTR dla konkretnych podstron ofertowych. Jeśli raport mówi „jest progres”, a w GSC podstrony, które mają sprzedawać, stoją w miejscu, to progres jest tylko na slajdzie.

W GSC masz prosty test, w Skuteczność → Strony odfiltruj sobie podstrony, które realnie mają zarabiać (oferta/usługi, kategorie w sklepie, kluczowe landing page). Potem kliknij w jedną z nich i przejdź do widoku Zapytania - zobaczysz, po czym ludzie ją znajdują. Jeśli to są sensowne frazy (np. “usługa + miasto”, “cena”, “wycena”, “firma + problem”), a mimo to kliknięć jest mało, to znaczy, że strona „wisi”: wyświetla się, ale nie dowozi wejść albo jest za nisko. I tu już masz konkretny punkt zaczepienia, a nie ogólną gadkę, że „SEO wymaga czasu”.
Druga sytuacja, jeszcze częstsza - podstrona ofertowa w ogóle prawie nie pojawia się na frazy sprzedażowe, a ruch idzie z bloga albo przypadkowych zapytań. To zwykle oznacza, że oferta jest za cienka, za ogólna, źle osadzona w strukturze lub przegrywa z inną stroną w Twoim serwisie. Wtedy robienie kolejnych wpisów nie rozwiąże problemu - najpierw trzeba doprowadzić do sytuacji, w której Google ma jasny sygnał - ta podstrona odpowiada na to zapytanie i ma być pokazywana.
CTR to procent ludzi, którzy klikają, gdy widzą Twoją stronę w wynikach. I tu wiele firm przepala potencjał, bo skupia się tylko na “pozycji”, a ignoruje to, czy wynik w ogóle zachęca do kliknięcia. Jeżeli masz wyświetlenia, a CTR jest niski, to często problemem nie jest SEO “w sensie algorytmu”, tylko komunikat - tytuł jest nijaki, opis nie mówi, co dostanę, a czasem Google podmienia snippet, bo strona jest chaotyczna.
Najprostsze rzeczy, które robią różnicę to dopasowanie tytułu do intencji (np. “wycena / czas realizacji / konkretny efekt”), dodanie konkretu zamiast ogólnika (“SEO dla firm” vs “SEO dla firmy usługowej: co realnie robimy co miesiąc”), uporządkowanie nagłówków na stronie i sensowny pierwszy akapit, z którego Google może zbudować opis. To nie są “cuda”, ale potrafią zwiększyć kliknięcia bez czekania pół roku na skok pozycji.
Jedna z najczęstszych sytuacji to, gdy kilka podstron próbuje rankować na to samo. Masz np. usługę opisaną w dwóch miejscach, do tego wpis blogowy na podobny temat i jeszcze kategorię, która zahacza o te same frazy. W efekcie Google raz pokazuje jedną stronę, raz drugą, żadna nie rośnie stabilnie, a Ty słyszysz „to normalne, Google testuje”. GSC to widać od razu, wchodzisz w Zapytania, klikasz frazę i w zakładce Strony widzisz, że pod to samo hasło wyświetla się kilka URL-i na zmianę.
Taki chaos kosztuje podwójnie - po pierwsze tracisz widoczność, bo siła rozkłada się na kilka stron, po drugie klient trafia nie tam, gdzie powinien (np. na wpis zamiast na ofertę), więc spada liczba zapytań. Tu nie pomaga „więcej linków” ani “więcej wpisów” - pomaga porządek. Jedna mocna strona pod temat + wspierające treści, które do niej prowadzą. Jeśli chcesz podejrzeć przykłady, gdzie taka praca przekładała się na realne wyniki, zerknij na moje portfolio SEO / case study.
Bardzo często problem nie polega na tym, że „SEO jest trudne”, tylko na tym, że Google nie widzi strony tak, jak Ty myślisz. W GSC widać to w indeksowaniu - część ważnych podstron w ogóle nie trafia do indeksu, a za to indeksują się rzeczy, które nie powinny istnieć jako osobne wyniki - filtry, tagi, parametry, strony testowe, warianty URL-i. Efekt jest prosty: Google marnuje uwagę na śmieci, a Twoje kluczowe strony są za słabe albo zbyt mało „wyraźne”, żeby rosnąć.
Do tego dochodzi duplikacja - podobne opisy usług, powielone kategorie, strony różniące się jednym słowem, masowo generowane podstrony w WordPressie. To wszystko rozwadnia tematykę serwisu. Jeśli ktoś mówi, że „robi SEO”, a nie potrafi Ci wytłumaczyć, co jest indeksowane i czy indeks obejmuje dokładnie to, co ma sprzedawać, to w praktyce możesz płacić za działania, które nie mają na czym zadziałać.

Najprostszy sposób na sensowne tematy nie zaczyna się od burzy mózgów, tylko od danych. W GSC odpal Zapytania i poszukaj fraz, które już się wyświetlają, ale mają niską pozycję albo niski CTR. To jest złoto, bo Google już kojarzy Twoją stronę z tematem - trzeba tylko doprecyzować treść i dopasować ją do intencji. Drugi szybki trik - kliknij kluczową podstronę (np. usługę) i zobacz, jakie pytania ciągną ją do góry, z tego robisz treści wspierające, które linkują do oferty, zamiast pisać „dla ruchu”.
Ważne, żeby te treści były pisane pod decyzje klientów, a nie pod definicje. Ludzie szukają: „ile kosztuje”, „co wybrać”, „jak porównać”, „czy to ma sens”, „jak długo trwa”, „na co uważać”. Jeśli Twoje treści odpowiadają na te pytania i prowadzą do dobrze ułożonej oferty, to SEO zaczyna dowozić leady, a nie tylko statystyki. I tu wracamy do sedna: GSC ma pomagać planować robotę, a nie być tylko dodatkiem do raportu.
Uczciwy raport SEO to taki, który da się sprawdzić w GSC bez proszenia o „zaufanie”. Powinno być jasno na jakich URL-ach były działania, co zostało zmienione i po co, oraz co widać w danych (zapytania, strony, CTR, indeksacja). Bez lania wody, bez „monitoringu pozycji” jako głównej treści, bez wybierania kilku fraz, które akurat urosły. Jeśli raport nie łączy działań z konkretnymi podstronami, to łatwo nim kręcić, bo zawsze da się pokazać wykres, który wygląda dobrze, nawet jeśli biznesowo nic się nie poprawia.
I bardzo często taki raport prowadzi do jednej niewygodnej prawdy - problemem nie jest “brak SEO”, tylko sama strona. Bałagan w strukturze, słabe landing page, brak sensownej ścieżki kontaktu, wolne ładowanie, źle zrobione kategorie w sklepie, to potrafi zabić efekty nawet przy regularnej pracy. Dlatego czasem zamiast dokładania kolejnych „działań SEO” trzeba po prostu doprowadzić stronę do porządku albo ją przebudować tak, żeby miała sens pod leady i sprzedaż. Jeśli chcesz zlecić przebudowanie strony, tak aby była skuteczna pod kątem SEO i sprzedażowym, to sprawdź strony WWW / przebudowa na WordPressie.
Dawid Gicala - Strony Internetowe Kraków, Pozycjonowanie WWW | Sklepy WordPress & WooCommerce | Reklamy Meta ADs - Budżetowe pozycjonowanie dla małych i średnich firm
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze