Reklama

Marcin, brat Roberta* - rozmowa z Robertem Gortatem

AWAP
31/10/2011 20:01
Gdy miał 18 lat w jednym momencie zdecydował się sam wyprowadzić z Warszawy, by po 2,5 roku z Ostrowca Świętokrzyskiego trafić do Jaworzna, gdzie dostał ciekawą, sportową propozycję. Jest pięciokrotnym Mistrzem Polski amatorów. Ma za sobą również udane występy na ringu zawodowym. Obecnie media odkrywają go na nowo poprzez pryzmat brata. Tymczasem on sam zaistniał znacznie wcześniej od Marcina. Jak mówi jest do tego przyzwyczajony, bo kiedyś porównywano go do ojca, dwukrotnego medalisty olimpijskiego. Robert Gortat, bo o nim mowa, jest obecnie trenerem, sędzią, czynnym bokserem, strażnikiem miejskim i bez wątpienia ciekawym rozmówcą.

Szum medialny

„Najprostszą zasadą jest nie wchodzić na internet, nie czytać, wtedy nie ma problemu. Jak ktoś nie potrafi tego znieść to przegrywa walkę z internautami”.

- Mam ostatnio wrażenie, że media postrzegają Cię przez pryzmat brata i spotykam się z tytułami, bądź wypowiedziami typu: „Brat Marcina Gortata wraca na ring”, „Robert Gortat postanowił dorobić do pensji strażnika miejskiego i wrócił do boksowania” - mnie to nawet irytuje, i zastanawiam się jak ty odbierasz takie tytuły?

- Jak? Ja nie przykładam do tego wagi. Brat jest teraz na topie i ma swoje 5 minut. Kiedyś byłem porównywany do ojca, teraz jestem porównywany do brata, swego czasu brat był pewnie porównywany do mnie. Na tej zasadzie to wszystko działa. Poza tym, ludzie piszą co myślą z tego względu, że u nas nie ma jakiejkolwiek cenzury. Tak samo w internecie „śmieszne” opisy pod „śmiesznymi” nickami. Jak ktoś chce coś powiedzieć, to niech się podpisze swoim nazwiskiem, wtedy go będziemy traktowali poważnie, a tak to każdy może napisać co chce. A odpowiadając na drugą część pytania: raz, że wypłata strażnika miejskiego jest nędzna to wszyscy wiedzą, a dwa fakt faktem, ze dorabiałem. (Śmiech)

- Na pewno teraz wszyscy pytają Cię o brata...

- Brat jest taką osobą, która może dawać przykład. Jest to facet, który w wieku 17 lat przerzucił się na koszykówkę. Jest to praktycznie rzecz mówiąc dla normalnego śmiertelnika nieosiągalnym wynikiem, żeby w tym wieku zacząć trenować inną dyscyplinę sportu i odnieść taki sukces jak on.

- A jak to jest z szumem medialnym, bo mówi się, że ze sławą jest tak, że raz jest a raz jej nie ma?

- Wokół Marcina szum medialny jest za każdym razem kiedy tylko przyjeżdża oficjalnie do Polski, albo kiedy w ogóle jest w kraju. Teraz jest mniejszy, bo wyjechał i siedzi w Ameryce, ale jak jest w kraju, to jest ciągle zajęty. Nie ma czasu, bo non stop ma jakieś spotkania biznesowe czy wywiady. Szczerze powiedziawszy, żeby się tak spotkać to od 6 lat nie było okazji. Nie da się siąść spokojnie, porozmawiać albo pójść do sklepu, bo w sklepie zaraz wszyscy biegają po autografy.

- To chyba musi być męczące?

- To jest ciężka sytuacja. Przykładowo, będąc na gali u Tomka Adamka we Wrocławiu, cieszyliśmy się, że mamy VIP-owskie zaproszenia, i że w końcu będziemy mieli spokój. To nawet tam nie można się było ogarnąć od ludzi! Nie jest to wszystko takie łatwe i powiedzmy sobie pieniądze, które on zarabia nie są za darmo. To jest związane z tym, że trzeba udzielać wywiadów, robić zdjęcia. Trzeba wtedy wiedzieć jak się zachować i być cierpliwym. To jest klucz do sukcesu, trzeba być cierpliwym i z każdym porozmawiać. We Wrocławiu była taka sytuacja, że się umówiliśmy, iż Marcin nie będzie robił zdjęć i zaraz padło parę głupich komentarzy, że jest pajac i gwiazdor. A my postanowiliśmy sobie, że jesteśmy na gali u Tomka Adamka, i to on jest gwiazdą a nie Marcin.

- No właśnie, komentarze... Nie zawsze są miłe!

- Kiedyś był komentarze i teraz są komentarze. Brat powiedział nie czytaj, bo po co się masz denerwować, jak im zaczniesz odpisywać na głupoty, to tego nie będzie ubywało a przybywało. W tej kwestii trzeba być mocnym psychicznie, bo są ludzie, którzy tego nie wytrzymują jak np. siatkarka Świeniewicz, która zakończyła karierę przez internautów. Najprostszą zasadą jest nie wchodzić na internet, nie czytać, wtedy nie ma problemu. Jak ktoś nie umie tego znieść, to przegrywa walkę z internautami, którzy są anonimowi i potrafią zwyzywać każdego, a sami są podejrzewam sfrustrowani i nie radzą sobie z niczym.



Sportowa rodzina

„Ojciec był srogim i bardzo wymagającym nauczycielem”



- Jak się żyje w takiej sportowej rodzinie? Bo najpierw ojciec był wzorem, potem ty zacząłeś trenować i odnosić sukcesy, a teraz Marcin.

- Powiem tak, nie wiem jak się żyje w innej rodzinie, bo całe życie się kręciłem wokół sportu. Tata, sala, treningi, telewizja, ale zawsze na pierwszym miejscu był sport. Ja się swego czasu interesowałem każdą dyscypliną. W jednym paluszku miałem wszystkie wyniki, czy to był tenis, koszykówka, siatkówka czy piłka nożna. Interesowałem się tym i dalej się poniekąd interesuje. Można powiedzieć, że całe życie przy sporcie i ze sportem.

- Gdy zacząłeś odnosić sukcesy to jak ojciec na to reagował?

- Powiedzmy sobie szczerze, że mój ojciec był strasznie srogim i bardzo wymagającym nauczycielem. Każdą porażkę zawsze kwitował tym, że przeciwnik wcale nie był dobry, tylko ja byłem słaby. Podobnie było z większością wygranych. Później z biegiem czasu zaczęliśmy łapać wspólny język, oczywiście po pewnych przejściach. Wiele razy się sprzeczaliśmy i prowadziliśmy burzliwe dyskusje na temat sportu i nie tylko, bo sport za czasów mojego ojca wyglądał zupełnie inaczej niż teraz.

- A jeśli chodzi o kwestie sportowych relacji z twoim bratem... Byłeś na jakimś jego meczu? Czy on widział ciebie na ringu?

- Na meczu nie byłem. Brat teraz wyjechał, mają lockout więc najprawdopodobniej w tym sezonie liga NBA nie ruszy w ogóle. Widzieliśmy się w wakacje.

- Przepraszam, ze tak pytam bo między wami jest spora różnica wieku, 12 lat. Wy jesteście przyrodnimi braćmi?

- Teoretycznie to jesteśmy rodzonymi z jednego ojca.

- Ty się urodziłeś w Jaworznie - taką informację znalazłam w internecie - a on w Łodzi...

- W Warszawie, urodziłem się w Warszawie i mieszkałem tam przez 18 lat.

- Zdarza się, że czasem rodzinnie bierzecie udział w imprezach.

- Był czas, kiedy Marcin podpisał swój kontrakt w Ameryce, zrobiło się głośno i szum wokół jego osoby. Większość ludzi dowiedziała się wtedy, że jest to sportowa rodzina. Zorganizowano spotkanie, był mecz w koszykówkę i mecz sparringowy w boksie. Tak to wyglądało. Zresztą u nas w rodzinie zawsze był duży nacisk na sport. Marcin był wysportowany, grał we wszystko i ja też. Tym razem mogliśmy się sprawdzić w koszykówce i w boksie, i jakoś sobie poradziłem.

- Jakie cechy trzeba mieć żeby osiągnąć sukces w sporcie? Czy są to predyspozycje fizyczne czy coś jeszcze?

- Obaj z Marcinem mieliśmy predyspozycje do każdej dyscypliny sportu. Trenowaliśmy wszystko. W szkołach i na obozach, cały czas mieliśmy kontakt ze sportem. Aby osiągnąć sukces człowiek nie może się bać, musi być twardy i zawzięty. Talent jest ważny, ale ważna jest też pracowitość. Poza tym trzeba mieć w głowie poukładane. To nie jest tak, ze ktoś jest idiotą i będzie najlepszy. Musi być charakter i inteligencja do danej dyscypliny. W boksie mówiło się tak, że na pierwszym miejscu jest głowa, potem nogi a na końcu ręce. Nieprawdą jest, że jak ktoś się bije to jest głupi. Teraz byle kto nie osiąga sukcesu w sporcie.




Wybór drogi życiowej

„Wiedziałem od samego początku, że chcę całe życie być przy sporcie”


- Zaczynałeś od boksu czy miałeś jeszcze jakieś inne zainteresowania sportowe?

- W szkole podstawowej na warszawskim Mokotowie brałem udział we wszystkich zawodach. Koszykówka, piłka ręczna, siatkówka, piłka nożna to były cztery wiodące dyscypliny. Dochodziły jeszcze do tego biegi a później zaczął się sport wyczynowy. Zacząłem trenować w wieku 13 lat, no i tak już przy tym zostałem.

- A kiedy wybrałeś sobie dyscyplinę jaką chciałeś uprawiać wyczynowo?

- Dyscyplinę wybrałem jak chodziłem do piątej klasy szkoły podstawowej. Kiedyś były trochę mocniejsze obostrzenia i do sportu trzeba się garnąć dużo szybciej, dużo wcześniej. Teraz na treningi przychodzi 16-sto, 17-sto latek i chce trenować, to okazuje się, że już jest za późno i chłopak musi zakończyć karierę w wieku 18, 19 lat, chyba, że chce być chłopcem do bicia i nabijać komu innemu rankingi, to nie ma sprawy.

- Kiedy zdałeś sobie sprawę, że możesz osiągnąć sportowy sukces?

- Kiedy zaczynałem trenować wszedłem w zmiany ustrojowe w naszym kraju i wiele klubów upadło. Aczkolwiek jeszcze załapałem się na sport ligowy w pełnym wymiarze. Miałem jeszcze możliwość boksowania w trzeciej lidze, w drugiej lidze i w pierwszej. A kiedy wiedziałem? W sumie wiedziałem od samego początku, że chcę całe życie być przy sporcie.

- Często wspominasz swoje walki?

- Jasne. Mam wiele nagranych. Poza tym ludzie pamiętają też o wielu walkach, tak że jest nie raz o czym porozmawiać. Jak ja to widziałem jako zawodnik, jak to oni widzieli jako widzowie. Wspomnienia zawsze zostają. To jest jedyne co jest niezastąpione w tym sporcie. Najmilej wspominam turniej im. Feliksa Stamma, który wygrałem w Elblągu, gdzie zostałem najlepszym zawodnikiem i turniej Mistrzostw Polski rok później, gdzie także zostałem uznany najlepszym zawodnikiem.

- Jak to jest przed walką? Ma się tremę jak przed występem?

- Zawsze jak byłem stremowany, jak były jakieś obawy to walka wychodziła fajnie. Najgorzej, kiedy zawodnik wychodzi na pewniaka i nie czuje żadnego stresu i raptem się okazuje, że walka nie układa się po jego myśli. Na takich błędach się nauczyłem i nigdy nie lekceważyłem przeciwnika. Zawsze wychodziłem skoncentrowany i dążyłem do tego żeby skończyć walkę bez niczyjej pomocy.

- Byłeś kiedyś znokautowany?

- Nie.

- Zdarzały się też porażki. Ile było przegranych walk?

- Na 300 było prawie 50... 46 bodajże.

- No to tak jedna szósta, a co się po takiej przegranej czuje?

- Jeżeli się przegrało słusznie to jest wszystko w porządku, gorzej jak się przegrało niesłusznie i nie można się z tym pogodzić. Ja przeżyłem takie trzy ciężkie porażki. Pierwsza taka walka, kiedy zostałem skrzywdzony, to była spartakiada młodzieży, gdy miałem 16 czy 17 lat. No i dwie trudne porażki, które bardzo mi utkwiły w pamięci to są Mistrzostwa Świata i Mistrzostwa Europy, kiedy zabrano mi dwa medale. To już jest nieodwracalne i do tego nikt nie wróci, ale dostać medal, gdy jest impreza a zostać zawodnikiem piątym to jest różnica.

- Dlaczego Ci wtedy te medale zabrano?

- Dlaczego? Moim zdaniem sytuacja wyglądała tak, że nie liczyliśmy się wtedy ani w świecie ani w Europie, ani nasi sędziowie się nie liczyli i tak wyszło a nie inaczej. Jedna z przegranych walk była z Turkiem na Mistrzostwach Europy, gdzie była nawet transmisja na Eurosporcie i wszyscy widzieli moje zdecydowane zwycięstwo, a jednak wynik był 9:7 w odwrotną stronę. Nic się na to nie poradzi.

- Miałeś szansę na karierę zawodową ale w pewnym momencie to się jakoś załamało.

- Największy wpływ na to miały zmiany ustrojowe. Boks zawodowy w naszym kraju wszedł jak miałem 27 lub 28 lat. No i wszyscy się tego baliśmy, czy to się sprawdzi, czy to się uda? Czy to powstanie czy nie powstanie?. Ja byłem wtedy w takim wieku, że bałem się zaryzykować. Zdecydowałem się na sam koniec kariery, kiedy w sumie się okazało, że się ogólnie posypał boks amatorski. Nie było wtedy człowieka, który chciał zainwestować w 33-letniego zawodnika. Tak się potoczyło a nie inaczej. Niedawno wróciłem do kariery zawodowej i radziłem sobie z zawodnikami, którzy byli 20 lat młodsi ode mnie.



Trener, sędzia, strażnik miejski

„W końcu ludzie zauważą, że sport to jeden z najprostszych celów do osiągnięcia, bo tu najłatwiej będzie się poświęcić i zrobić karierę, jakoś poukładać sobie życie”.


- Trenujesz teraz młodych sportowców...

- Tak, mam swoją grupę przy Energetyku Jaworzno.

- No i jak?

- Miałem zawodnika, który już występował z sukcesami, jednak wybrał koleżeństwo a teraz żałuje. Duży wpływ mają tu na pewno rodzice i ich zainteresowanie. Nie chodzi o to, żeby rodzic siedział na sali i patrzył co dziecko robi, ale żeby się interesował gdzie dziecko jest, zapytał jak syn sobie radzi. Nie potrzeba na to wiele czasu.

- Łatwo jest teraz młodzież zachęcić do sportu?

- Młodzież jest teraz ciężka, ale uważam, że jeszcze 2-3 lata i zacznie się garnąć do sportu. W końcu ludzie zauważą, że sport to jeden z najprostszych celów do osiągnięcia, bo tu najłatwiej będzie się poświęcić i zrobić karierę, jakoś poukładać sobie życie. To łatwiejsze niż szukać pracy, której jest bardzo mało, tym bardziej dobrej pracy.

- A jaki masz teraz pomysł na siebie? Słyszałam, że chciałbyś zmienić pracę, bo jesteś obecnie strażnikiem miejskim.

- Myślę, że w przyszłym roku zmienię pracę, bo moje kierownictwo umiejętnie mnie zniechęciło do działania. Dalej zamierzam prowadzić zajęcia, tym bardziej, że miałem teraz przyjemność gościć na gali MMA w Białymstoku, gdzie startowali zawodnicy, którzy też u mnie się uczą boksu. Łapiemy kontakty. Jestem też sędzią, więc na brak zajęć nie narzekam i dopiero wieczorami jestem w domu. Zazwyczaj to ciągle jestem w rozjazdach, to jest mój sposób na życie.

- Od kiedy jesteś sędzią?

- W tamtym roku robiłem kurs a licencję wykupujesz. Tylko najpierw cię muszą zaprosić do sędziowania. Zdarzyła się taka okazja i w tym roku już „posędziowałem” sobie kilka gal. Ostatnio zebrałem nawet bardzo dobre recenzje. Tak, że liczę na to, że się kariera przedłuży.

- Czyli teraz mógłbyś się odnaleźć w roli sędziego?

- Tak, widziało mnie już wielu trenerów, z którymi miałem kontakt i kolegów, byłych zawodników. Inaczej ocenia sędzia, który boksował niż sędzia, który nigdy nie był zawodnikiem. Taki sędzia wchodzi do ringu i nie zawsze wie co się dzieje i kiedy zawodnik jest zamroczony. Myślę, że na pewno jest różnica między mną a zwykłym sędzią, który nie miał styczności z boksem jako zawodnik.



O sobie

„Jestem szczery do bólu i chyba za to wiele osób mnie nie lubi”


- Jak byś siebie określił jako osobę? Jaki jesteś?

- Na pewno jestem szczery do bólu o czym się wiele osób przekonało. Chyba za to wiele osób mnie nie lubi, bo mówię prawdę prosto w oczy i potrafię ją powiedzieć bez względu na to, jakie są tego konsekwencje. Za to często cierpię ale taki jestem. Nie umiem być obojętny jak wiem, ze ktoś nie ma racji. Mówię co myślę prosto w oczy. Pójść obgadać kogoś za plecami to nie w moim stylu.

- Ja mam też wrażenie, że wszystko traktujesz poważnie obojętne, czy to jest sport czy praca?

- Ja do wszystkiego podchodzę ambicjonalnie, bo nigdy nie lubiłem przegrywać i do dziś nie lubię. Nawet teraz na treningach, gdy gramy w piłkę to daje z siebie wszystko i krzyczę na wszystkich, ponieważ nie lubię przegrywać. To jest moja wada...A może zaleta? Zależy jak dla kogo. Wszystkich staram się mobilizować, żeby dawali z siebie wszystko nawet jak nie potrafią grać w piłkę. Taki już jestem.

- Dziękuję za rozmowę.


Rozmawiała: Monika Cetera


Zdjęcie portretowe wykonał Rafał Szelest.
Pozostałe zdjęcia udostępnił Robert Gortat.



* Tytuł wywiadu z Robertem Gortatem został zainspirowany nagłówkiem artykułu z „Gazety Wyborczej” autorstwa Wojciecha Todura „Brat Marcina Gortata wraca na ring”. Wywiad został autoryzowany.

UWAGA: Archiwum dyskusji na forum znajdziesz tutaj.

Aplikacja jaw.pl

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.


Aplikacja na Androida Aplikacja na IOS

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo jaw.pl




Reklama