Reklama

Samochodowy przekręt na 770 tys.

AWAP
01/11/2011 15:30
Kiedy do salonu samochodowego przyszedł klient zgłosić w ramach ubezpieczenia szkodzę komunikacyjną, nie spodziewał się, że jego wizyta pozwoli ujawnić kradzież blisko 800 tys. zł.

Samochód, którym jeździł, w dokumentach firmy nie był jeszcze zapłacony, mimo że gotówkę za auto wpłacił już dawno.

Przyjaciele
Przyjaźń pomiędzy podejrzanym Włodzimierzem K. a właścicielem salonu trwała kilkanaście lat. W pracy przez ostatnie trzy lata codziennie rano podawali sobie przyjacielsko dłonie, po czym przechodzili do swoich obowiązków. Właściciel nie podejrzewał, że jego pracownik, jedna z najbardziej zaufanych osób, w czasie pracy okrada jego firmę.

Pracowity czy przebiegły
Włodzimierz K. postrzegany był przez współpracowników jako pracowity i solidny szef salonu. Reprezentował firmę na oficjalnych uroczystościach, był sumienny i zapracowany. W chwili zwolnienia miał 176 dni niewykorzystanego urlopu. Teraz już wiadomo, że nie wybierał urlopu, tylko pilnował „swojego” interesu.

Jak ukraść 800 tysięcy?
W wyniku skutecznej perswazji Włodzimierza K. klienci dokonywali wpłat gotówkowych. - Nie przyjmujemy przelewów – wmawiał im. Strumień gotówki płynął do kieszeni podejrzanego. Ten wystawiał lewe dokumenty i prowadził własną księgowość. Klienci wpłacali gotówkę, odbierali samochody, a pieniądze nie wpływały do kasy firmy albo wpływały po dłuższym czasie.
Kreatywna księgowość nabierała rozmachu, a bieżące zadłużenie było spłacane nowymi wpłatami. Interes się kręcił. Dopiero wtedy, kiedy zgłoszono szkodę komunikacyjną, okazało się że sprzedane na lewo samochody jeździły sobie po ulicach Jaworzna, choć powinny stać w salonie. Zaczęto sprawdzać wszystkie dokumenty. - Włodek, gdy dowiedział się, że już wiem o całej sytuacji, od razu przyznał się do winy. Wyciągnął z kieszeni lewy bloczek do pokwitowania wpłat, zwolniłem go natychmiast, dyscyplinarnie – relacjonuje Jerzy Marek.

Gdzie są pieniądze?
To pytanie najbardziej interesuje właściciela salonu. Bo choć dla całej firmy, która prócz salonu prowadzi wiele innych działalności, skradziona kwota nie stanowi zagrożenia finansowego, to odzyskanie jej zdecydowanie poprawi płynność finansową samego salonu.

Rodzinne prezenty na koszt salonu
Pracownicy salonu doszukali się kilku samochodów, które jakoby zakupił sam Włodzimierz K. Okazało się, że członkowie rodziny oraz przyjaciele otrzymywali w prezencie auta i tymi autami do dzisiaj jeżdżą. Pełnomocnik salonu wysłał pismo do rodziny, aby ta oddała samochód, który dostała od ojca. Początkowo wydawało się, że do zwrotu dojdzie, jednak rodzina stwierdziła, że póki co Włodzimierz K. nie ma prawomocnego wyroku i należy przyjąć zasadę domniemania jego niewinności. Auta nie oddadzą bo i jak?
Korzystająca z samochodu córka pracuje na urzędniczym stanowisku w dziale audytu, więc można sądzić, że powinna wiedzieć, jak tę sytuację rozwiązać. Zmniejszając roszczenia salonu wobec własnego ojca, mogłaby zapewnić mu niższy wyrok. Póki co, choć jeździ skradzionym samochodem, czuje się raczej komfortowo. Jej mąż twierdzi, że zgodzi się oddać samochód dopiero na wezwanie prokuratury, a ta prowadzi dopiero czynności przygotowawcze.
- To zjawisko mogę określić jako pomroczność jasną. Jeśli ktoś najpierw chce oddać samochód, bo wie, że może pochodzić z kradzieży, a potem z tego się wycofuje, trudno jest mi zrozumieć takie postępowanie. Brakuje w tym wszystkim miejsca na moralność – mówi Jerzy Marek. Zabezpieczone do tej pory przez prokuraturę mienie nie zrekompensuje nawet 20 proc. strat.

Główny podejrzany
W rozmowie z nami Włodzimierz K. nie zaprzecza, że taki proceder miał miejsce. Zagarnął na własny użytek ok. 770 tys. zł w okresie ośmiu, dziewięciu lat – jak sam twierdzi. Powodu tego działania nie chce zdradzać, bo mówi, że przyjdzie na to czas. Podkreśla, że pracował cały czas na stanowisku kierowniczym za najniższą pensję i to mogło powodować jego frustrację.
- Eskalacja tego procederu miała miejsce w ostatnich dwóch latach, co wynika jasno z analizy dokumentów księgowych. Bzdurą też jest to, że pracował za najniższą pensję, bo zdarzały się takie miesiące kiedy zarabiał około 7000 zł – odpowiada właściciel salonu.
Podejrzany żałuje teraz, nie tylko tego, że tak zrobił, ale że wciągnął w to rodzinę, która nie miała o tym pojęcia. Teraz mleko się wylało, Włodzimierz K. przyznał się na przesłuchaniach do popełnionych czynów, ale planuje się w jakiś sposób bronić. Najprawdopodobniej sam jeszcze nie wie, jaką przyjąć linię obrony, a z jego ust póki co padają odpowiedzi w stylu „nie do końca” i „powiedzmy, że tak”.

Gwarancja obowiązuje
Klienci salonu mogą spać spokojnie. Właściciel deklaruje, że wszystkie rozrachunki będzie respektował i przeprasza swoich klientów za to, że może dojść do takiej sytuacji, kiedy będą oni wzywani na przesłuchania.

Pieniądze to nie wszystko
Zarówno podejrzanego, jak i poszkodowanego czeka kilka miesięcy postępowania przygotowawczego, którego finał będzie w sądzie. Poszkodowany może jednak wszystkich pieniędzy nie odzyskać, bowiem do tego czasu pieniądze z kradzieży - o ile jeszcze gdzieś są - mogą „wyparować”. Kara 10 lat więzienia, która grozi podejrzanemu, to wątpliwa rekompensata moralna dla właściciela salonu. Zaś najważniejsze, że tej przyjaźni nie można już uratować.


UWAGA: Archiwum dyskusji na forum znajdziesz tutaj.[hana-flv-player video="http://www.jaw.pl/wp-content/uploads/archive/video/2e/b7.flv" height="auto" description="" player="2" autoload="true" autoplay="false" loop="false" autorewind="true" splashimage="http://www.jaw.pl/wp-content/uploads/archive/video/2e/b7.jpg" /]

Aplikacja jaw.pl

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.


Aplikacja na Androida Aplikacja na IOS

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo jaw.pl




Reklama