We wtorek 28 listopada w ZG Sobieski, na poziomie 500 metrów doszło do rozerwania rurociągu, w czego efekcie życie straciło 4 górników. Jerzy Markowski, ekspert górniczy, w wypowiedzi dla Super Expressu, powiedział co według niego było przyczyną wypadku.
28 listopada, koło godz. 15.30 6-osobowa brygada prowadziła prace związane z płukaniem rurociągu podsadzkowego pochylni 9, pokład 209, na poziom 500 metrów pod ziemią. Jak podaje Wyższy Urząd Górniczy, w wyniku niekontrolowanego wpłynięcia wody nastąpiło rozerwanie rurociągu podsadzkowego. Z sześcioosobowej ekipy prowadzącej prace, 4 osoby nie żyją, a 2 trafiły do szpitala.
Jerzy Markowski, doświadczony ekspert górniczy, mówi dla Super Expressu o klasycznym błędzie technologicznym. Jego zdaniem, podczas płukania rurociągu wlano do niego zbyt wiele wody, w efekcie czego konstrukcja nie wytrzymała, a jako że w sąsiedztwie byli ludzie, to skończyło się tragedią. Markowski stwierdza, że tragicznie zmarli górnicy z wypadkiem nie mieli nic wspólnego - są tylko i wyłącznie ofiarami.
- To nie była wina żywiołu, to klasyczny błąd technologiczny podczas wykonywania czynności najprostszej, czyli płukania rurociągu. Wlano tej wody zbyt dużo, a efektem było to, że konstrukcja nie wytrzymała i doszło do rozerwania rurociągu. Ponieważ w sąsiedztwie byli ludzie, skończyło się to taką tragedią. Odpowiedzialne za to osoby „spaprały” najprostszą rzecz. Ci, którzy zginęli, są ofiarami, na pewno nie zrobił tego żaden z tych górników. Rozerwanie tego rurociągu można porównać do wybuchu granatu, to była klasyczna detonacja, tylko w tym wypadku wody. Ci ludzie umierali w męczarniach - powiedział w rozmowie z "Super Expressem" Jerzy Markowski
Komentarze