Uczennice II klasy humanistycznej III Liceum Ogólnokształcącego w Jaworznie uzyskały wysokie lokaty w V Ogólnopolskim Internetowym Konkursie Literackim (Anna Langier I miejsce; Karolina Białek III miejsce).
Temat tegorocznej edycji konkursu na poziomie ponadgimnazjalnym brzmiał:
"Sprawiedliwi wśród narodów świata "-
Janusz Korczak , człowiek który przywrócił wiarę
w człowieczeństwo , dobro i lojalność .
Rozważania inspirowane literaturą , filmem i życiem codziennym.
Taki temat konkursu wiąże się z tym, że Sejm RP ustanowił rok 2012 „Rokiem Janusza Korczaka”. Warto nadmienić, że patronat honorowy nad konkursem objął Rzecznik Praw Dziecka. Potwierdzeniem zdolności humanistycznej uczniów naszego Liceum niech będzie zamieszczona poniżej praca konkursowa Anny Langier laureatki I miejsca.
Kim jest ten człowiek?! – takie pytanie podobno zadali Niemcy, kiedy zobaczyli Janusza Korczaka na czele pochodu składającego się z dwustu dzieci, podążającego z godnością na śmierć.
Jeżeli jego osoba wzbudziła takie zainteresowanie wśród oprawców, to przecież nie wypada mnie, osobie wrażliwej, nieobojętnej na ludzką krzywdę i cierpienie, nie poświęcić choć chwili człowiekowi, „który przywrócił wiarę w człowieczeństwo , dobro i lojalność.” Był to człowiek głoszący ideały, propagujące ponad wszystko dobro dzieci. Walczył o ich prawa, potrzeby, o szacunek w stosunku do nich jako ludzi posiadających pełne prawa. W swoich rozprawkach pisał: „Daj dzieciom dobrą dolę, daj wysiłkom ich pomoc, ich trudom błogosławieństwo. Nie najłatwiejszą drogą ich prowadź, ale najpiękniejszą ...”
„Stary doktor” okazał się być wspaniałym wychowawcą, który nie ograniczał się tylko do tworzenia wzniosłych teorii, ale wśród swoich podopiecznych wprowadzał je w życie. Prowadząc domy dla sierot, stał się nie tylko ich opiekunem, ale prawdziwym przyjacielem – rzekłabym nawet oddanym ojcem. Jego sierocińce przepełnione były miłością, tworzące namiastkę rodziny. Jego dzieci, jak o nich mówił, czuły się szanowane, rozumiane, ważne i bezpieczne. Każde z nich traktował tak jakby było jego własne. Działał i postępował tak, żeby nigdy nie miały poczucia jakiegokolwiek zagrożenia. Pozostał do samego końca wierny, zarówno swoim dzieciom jak swoim ideałom. Nie zapomnę nigdy jednej z ostatnich scen filmu pt. „Korczak”, kiedy to mając świadomość, że właśnie przyszedł czas na najgorsze, nie okazał odrobiny niepewności czy nerwowości.
Z uśmiechem na ustach powiedział – jedziemy na wycieczkę. Na tą „wycieczkę”, z własnej woli pojechał razem z nimi.
Sama Irena Sendlerowa - Sprawiedliwa wśród narodów świata, naoczny świadek ostatniej drogi „starego doktora” i jego dzieci, w swoich wspomnieniach mówi: „...dzieci szły czwórkami, w ubrankach odświętnych, szły z Korczakiem mając laleczki w ręku, laleczki robione z miłości dla nich a na końcu czekał na nich największy wynalazek ówczesnych Niemiec – cyklon...” Na Irenie Sendlerowej zrobiło to piorunujące wrażenie. Ona, która uratowała od śmierci 2500 tysiąca dzieci, musiała patrzeć na bezsilność Korczaka i pogodzić się ze swoja niemocą. Sama była kobietą, która nie tylko współczuła i użalała się nad losem innych ale z narażeniem własnego życia pomagała. Ciągle powtarzała "ojciec mi mówił, że jak ktoś tonie, to trzeba mu podać rękę”. Ona poszła dalej, podawała nie tylko rękę, dawała całą siebie. Posuwała się w swojej działalności do podstępów, fałszowania nie zważając na żadne konsekwencje, ratując to co było dla niej najcenniejsze – życie innych ludzi. Wszyscy, którzy ją znali i pamiętają, w swoich wspomnieniach podkreślają, że „tylko osoba, która nie przywiązuje żadnej wagi do wartości materialnych mogła robić to, co robiła Sendlerowa”. Przypomina mi się w tym momencie wielokrotnie przeze mnie oglądany film pt. „Znachor”, w którym, podczas rozprawy na sali sądowej padają słowa usprawiedliwiające kradzież: „życie ludzkie jest wartością najwyższą”.
Tą wartością, kierowała się Sendlerowa w swoim życiu i dlatego przeżyła je tak pięknie. Choć uratowała tysiące istnień ludzkich, cały czas czuła wielki niedosyt, mówiła: „ żałuję tylko jednej rzeczy – mogłam zrobić więcej. To uczucie żalu będzie mi towarzyszyć aż do momentu śmierci.” Dlatego też wiedząc, że „naprawiać świat” należy nie tylko w obliczu wojny i wyjątkowego zagrożenia do końca swoich dni patrzyła na potrzeby drugiego człowieka i pomagała.
Na szczęście na świecie takich ludzi, którzy przywracają wiarę w człowieczeństwo, nie obracając się obojętnie na niesprawiedliwość i udrękę, nie brakuje. Niby to zwykli, najczęściej skromni ludzie, żyjący wśród nas. Kiedy jednak zagłębiam się nad ich życiem, pełnym poświęcenia, nieustannego trudu, niejednokrotnie związanym z zagrożeniami i rezygnacją ze swoich prywatnych potrzeb, uświadamiam sobie, iż pomimo tego, że sami o sobie tak nie myślą są bohaterami.
Wśród nich nie można zapomnieć także o Matce Teresie, która z domu rodzinnego wyniosła wrażliwość na krzywdę i cierpienie.
Ta drobna, niezmordowana zakonnica przemierzyła cały świat w poszukiwaniu sposobów i możliwości udzielania pomocy wszystkim potrzebującym. Z własnej woli, żyła wśród nich, tworząc na całym świecie domy dla biednych, chorych i umierających. Dzięki tym domom, nędzarze i trędowaci, wszyscy, którym się wydaje, że świat o nich zapomniał odzyskują wiarę w swoje człowieczeństwo, odzyskują swoją godność. Jeden z podopiecznych Matki Teresy i jej sióstr powiedział: „Dotąd żyłem jak zwierzę na ulicy, teraz umieram jak anioł.” Nie zrażała się rozmiarem nieszczęść, które ją otaczały. Mawiała: „nigdy nie zajmuję się tłumami, lecz jedną osobą. Gdybym spojrzała na tłumy, nigdy bym nie zaczęła”. Bez ustanku, z realnym narażaniem swojego życia szukała miejsc, w których mogłaby znaleźć się choć jedna osoba wymagająca pomocy.
Wielkość jej osoby tkwi w tym, że oprócz wielkiego serca nie posiadała dosłownie nic. Mieszkając na co dzień z biedakami, goszczona była w pałacach królewskich, o jej obecność zabiegali najwięksi tego świata. Pomimo wszelkich kontrowersji, które ostatnio powstają wokół niej, dla mnie na zawsze pozostanie symbolem bezinteresownej, niezwykle ofiarnej miłości.
Kim jest ten człowiek? – na to pytanie teraz mogę śmiało odpowiedzieć. To jeden spośród wielu sprawiedliwych ludzi, którzy przywrócili wiarę w człowieczeństwo, dobro i lojalność. Zagłębiając się w historię tych wszystkich ludzi, można podsumować ich życie słowami Janusza Korczaka: „Jestem nie po to, aby mnie kochali i podziwiali, ale po to, abym ja działał i kochał. Nie obowiązkiem otoczenia pomagać mnie, ale ja mam obowiązek troszczenia się o świat, o człowieka”. Tych wszystkich wielkich ludzi cechuje niewyobrażalna odwaga, odpowiedzialność za cudzy los, wrażliwość na okrucieństwo świata.
Mają w sobie jakąś siłę, którą przyciągają i skupiają wokół siebie innych ludzi dobrej woli. Są skromni i nieświadomi swojej wielkości a co dla mnie zadziwiające, czują niedosyt swych działań.
Niewiele jest ludzi tak ofiarnych, nie każdy ma możliwości i odwagę by stać się „sprawiedliwym wśród narodów świata”. Nie trzeba jednak wojen czy kataklizmów by przywrócić wiarę w człowieczeństwo, dobro i lojalność. My zwykli ludzie jak mówiła Matka Teresa : „Nie potrafimy robić wielkich rzeczy – jedynie małe z wielką miłością”
UWAGA: Archiwum dyskusji na forum znajdziesz tutaj.
Aplikacja jaw.pl
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!