W połowie grudnia w wykazie obywatelskich społeczności energetycznych znalazła się inicjatywa z Jaworzno. Jaworznicka OSE jest jedną z pierwszych w kraju i testem dla nowych przepisów w praktyce. O kulisach jej powstania, barierach prawnych i planach na przyszłość rozmawiamy z Grzegorzem Pawełczykiem, prezesem spółdzielni mieszkaniowej Enerbud.
Założył pan obywatelską społeczność energetyczną, która została wpisana do wykazu. Skąd taki pomysł?
Od dawna interesuję się efektywnością energetyczną, dlatego założyłem spółdzielnię, która buduje domy pasywne. Interesuje mnie nie tylko to, żeby zużywać jak najmniej energii, lecz także żeby była ona tania i żeby ją samemu produkować. Do tego potrzebny jest podmiot, który może energię produkować, magazynować i sprzedawać. Takim podmiotem może być OSE. W Polsce funkcjonują spółdzielnie energetyczne, ale zgodnie z prawem nie mogą działać w miastach takich jak Jaworzno, które nie jest gminą wiejską. Dlatego pojawiła się możliwość realizacji tego celu w formule OSE.
W Polsce są tylko trzy OSE. Dlaczego tak mało?
Istnieje wyraźny opór ze strony energetyki zawodowej, by umożliwić nam normalne funkcjonowanie zgodnie z ustawą Prawo energetyczne, zmienionej we wrześniu 2023 roku właśnie po to, aby OSE mogły działać.
Czym OSE różni się od zwykłej fotowoltaiki na domu?
Zwykła fotowoltaika to prosument indywidualny. Pojedynczy producent i odbiorca energii. OSE to podmiot, który grupuje wielu współudziałowców i może działać w różnych formach prawnych: jako spółdzielnia, stowarzyszenie czy porozumienie firm. Jako spółdzielnia mieszkaniowa spełniamy warunki formalne. Jednak rozliczanie się z operatorem sieci, jakim w naszym przypadku jest Tauron, jak na razie nie jest doprecyzowane i uregulowane, co komplikuje sytuację. To zniechęca potencjalnych założycieli OSE. Dla porównania spółdzielni energetycznych jest w Polsce około 200. Ten model już funkcjonuje i jest dopracowany. My działamy trochę po omacku, bo brakuje aktów wykonawczych do prawa energetycznego i jasnych zasad. Nie wiemy, jak zredagować zasady rozliczania się z tą energią. Przecieramy szlaki.
Czy mimo to jest zainteresowanie tego typu rozwiązaniami?
Tak, widzimy to, bo staramy się także działać w grupie. Rozmawiamy z tymi, którzy interesują się tematem, ale jeszcze nie zarejestrowali się. Jest „Zielony Instytut”, któremu szefuje Dariusz Szwed . To inicjatywa, której celem jest wywarcie swego rodzaju oddolnej presji na decydentów, aby ułatwić inicjatorom chcącym założyć OSE funkcjonowanie, a także abyśmy nie byli dyskryminowani. Jednym z problemów są zasady rozliczeń. W tym momencie obowiązuje jeszcze net-metering i jest to bardzo przejrzyste. Na tej zasadzie funkcjonują także spółdzielnie energetyczne.
Na czym to dokładnie polega?
W systemie net-meteringu nadwyżkę energii magazynujemy w magazynach energii, jeśli je mamy, albo oddajemy do sieci i później możemy ją odebrać. W przypadku spółdzielni energetycznych jest to 60 proc. oddanej energii. To system przejrzysty i przewidywalny. W net-billingu nadwyżkę sprzedaje się po cenie hurtowej, a odbierać będziemy po cenie detalicznej. Diabeł tkwi w szczegółach. Co to jest ta cena detaliczna? Ona może się zmieniać. Może się więc okazać, że odzyskamy znacznie mniej, niż oddaliśmy. To budzi obawy co do opłacalności, zwłaszcza że magazyny energii są kosztowne i wymagają szczegółowej analizy ekonomicznej.
Od czego formalnie zaczyna się zakładanie OSE?
Od zgłoszenia istniejącego podmiotu z osobowością prawną do Urzędu Regulacji Energetyki. Składa się formularz i załączniki, przede wszystkim statut. W statucie musiałem wprowadzić zapisy dotyczące produkcji, magazynowania, sprzedaży i agregacji energii oraz działań na rzecz efektywności energetycznej. URE zażądał również ujęcia zasad rozliczeń z operatorem. A tu nie ma wzorca ani wypracowanej praktyki. W efekcie musiałem ograniczyć zakres zgłoszonej działalności do działań związanych z efektywnością energetyczną i zużywaniem energii.
Czy w przyszłości można rozszerzyć działalność?
Tak. Już teraz realizujemy działania związane z efektywnością energetyczną poprzez budownictwo pasywne. Uważam, że OSE powinny być oparte na efektywności, bo najtańsza energia to ta, której się nie zużywa.
Jakie oszczędności daje budownictwo pasywne?
Zużycie energii na ogrzewanie może być nawet dziesięciokrotnie mniejsze niż w budynku tradycyjnym. Mamy to sprawdzone w naszych realizacjach. Dzięki skutecznej izolacji, szczelności i rekuperacji straty są minimalne. W nowym budynku wielorodzinnym, który oddajemy do użytku, dach pomieści instalację fotowoltaiczną wystarczającą na potrzeby obiektu. W budynku tradycyjnym nie byłoby to możliwe.
Nie obawia się pan, że brak dopracowanych przepisów zniechęci innych?
Obawy zawsze są. To kwestia podejścia do wyzwań, a ja się ich aż tak nie obawiam. Jesteśmy pionierami, ale wspieramy się i wymieniamy doświadczeniami. Życie nie jest łatwe i jestem na to przygotowany.
Jakie są plany na najbliższe lata?
Chcemy zamontować panele fotowoltaiczne i magazyny energii w budynku wielorodzinnym. Nie wiem, czy uda się to zrealizować jeszcze w tym roku. Po ich uruchomieniu rozszerzymy działalność zgłoszoną do URE. Liczymy też na dopracowanie zasad rozliczeń z operatorem, czyli z Tauronem. Proponowany model prosumenta zbiorowego nam nie odpowiada, bo każdy odbiorca ponosi w nim wszystkie dodatkowe koszty: przesyłowe, mocowe, OZE. Model, w którym spółdzielnia rozlicza się z operatorem na podstawie jednego licznika, byłby efektywniejszy i pozwoliłby obniżyć koszty dla odbiorców, ponieważ energia byłaby zużywana na miejscu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze