Reklama

Kiedy zdjęcie z babcią jest ważniejsze niż kryształowa sala

 „W doskonałej fotografii chodzi o głębię uczucia, nie o głębię ostrości” to słowa Petera Adamsa, które Joanna i Rafał Pulakowie wybrali jako sentencję podsumowującą ich patrzenie na fotografię. Czy w świecie social mediów, różnych wyobrażeń i algorytmów, które podsuwają coraz to inne pomysły, można przeżyć ślub i wesele po swojemu? Tak, jak chcą tego młodzi? - Wszyscy mówią o tym, jak to jest pięknie planować ślub, ale nikt nie mówi z czym tak naprawdę mierzą się młode pary w dzisiejszych czasach –  w rozmowie z Patrycją Koprzak przyznaje Joanna Pulak, Jaworznianka, fotografka z duetu „Serce w kadrze”.

Integralną częścią artykułu jest nagrana rozmowa. 

Fotografujesz od 16 lat. Zbliża się jedenasty sezon, gdzie razem z Rafałem w duecie fotografujecie te najważniejsze momenty w życiu młodych ludzi. Zanim przejdziemy do tematu par młodych i tego, jak obecnie wyglądają śluby i wesela, to powiedz mi, kiedy u Ciebie w życiu pojawiła się fotografia?
Jeżeli chodzi o fotografię taką samą w sobie, to ona mi towarzyszy tak naprawdę odkąd pamiętam. Możemy to zwalić na taką chronologię, kiedy pierwszy aparat dostałam na komunię. To były czasy aparatów na kliszę. Chociaż była ona dużo tańsza niż obecnie, to jednak była dla mnie tak dostępna, co  bardzo determinowało jak często robię zdjęcia. Natomiast ten aparat sprawiał, że patrzyło się na każdy kadr bardziej uważnie, bo była ograniczona ilość klatek na jednej szpuli.

Reklama

I  tajemniczość, gdy nie zawsze do końca było wiadomo, jak zdjęcie będzie wyglądać.
Tak, dokładnie. Na pewno pamiętam moment, gdy aparat towarzyszył mi częściej i to już był aparat cyfrowy. Różnego pokroju, często bardzo małe, które teraz są w formie gadżetów, chociaż nadal pożyczane od koleżanek, najbliższych, rodziny. Obraz fotograficzny fascynował mnie cały czas.

Wiesz teraz, z czego to wynikało?
Bardzo lubiłam rysować, natomiast był temat, który mnie niezwykle frustrował i nie potrafiłam sobie z nim poradzić, i był to człowiek. Fotografia zastępowała mi tę moją, nazwijmy to, nieudolność w rysunku. Zaczęłam fotografować koleżanki. Były to portret wyrażające nie tylko mnie, ale też te osoby, które stawały przed obiektywem.

Reklama

Pokazywałaś to, co Cię w nich fascynowało?
Dokładnie tak. To był punkt zapalny fotografii w moim przypadku. Nie sam ładny obrazek, ale coś więcej, coś co ona przedstawia. Gdy do tego jeszcze dochodzi wiedza, jak to połączyć z odpowiednim światłem, cieniem, no to już wtedy człowiek dostaje takiej troszeczkę magii w sobie i sprawczości, że może stworzyć coś niezwykłego. Za aparatem mogłam się też schować. To też dość ważny aspekt w moim życiu, jeśli chodzi o fotografię.

Przechodziłaś od zdjęć portretowych po zdjęcia ślubne. Pamiętasz, kiedy poczułaś, że łapanie momentów jest ważniejsze niż pozowanie przed obiektywem?
Trochę z przypadku trafiłam na sesję do pewnej rodziny. Miała to być sesja pamiątkowa i zaczęliśmy tradycyjnie, tak jak na każdej innej sesji, czyli siadamy na kanapie, dzieciaki gdzieś na kolanach, kwestia tylko, żeby te nogi ładnie ułożyć. W pewnym momencie padło pytanie, czy możemy też zrobić inne zdjęcia i ja wtedy po prostu poczułam się tak, jakbym dostała skrzydeł, bo usłyszałam, że mogę robić co chcę, żebym tylko ich w tym pokierowała. No i to było to. Zrobiliśmy naprawdę reportaż z dnia rodzinki. Było pieczenie, robienie cukierków, czekolada była wszędzie. Były też takie chwile intymne, było karmienie najmłodszego dziecka. Ta para nie wstydziła się pokazać mi swoich uczuć przed aparatem. Teraz lifestyle to jest oczywista oczywistość, ale kiedyś nie potrafiłam się z tym przebić, nie miałam w sobie tyle siły.

Reklama

Z jednej strony czułaś, że to jest coś takiego naturalnego, co powinno być na zdjęciach, ale jednak oczekiwania większości osób były inne. Były zamknięte na takie pokazywanie się na zdjęciach?
Lokalny rynek w ogóle nie był na to gotowy, a ja nie byłam też gotowa, żeby powiedzieć, że to też będzie fajne. Dobrze, zróbmy tak jak chcecie i gdzieś wtedy dla mnie to było łatwiejsze, ale niekoniecznie dawało wyraz w tej mojej fotografii. Dlatego też przestałam wykonywać portrety i sesje rodzinne. O ile dostawałam informację, że będą to sesje pokoleniowe, to chętnie się godziłam. Nawet ustawiany portret, gdzie babcia trzyma wnuczkę, mówi bardzo dużo, natomiast w momencie, kiedy na przykład ktoś już się wtrąca i układa lub zabiera tej babci wnuczkę, no bo przecież to babcia, to niech usiądzie na krzesełku, a my będziemy stać obok, to takie zdjęcie traci wartość.

Od razu potem była fotografia ślubna i zetknięcie się z całą branżą?
Nie, najpierw był jeszcze inny projekt. Znalazłam kilka par, które chciały się ze mną dzielić swoją pasją, chodzić ze mną na spacery, jakkolwiek to brzmi (śmiech). Z tych sesji zrodził się jeden z pierwszych ślubów i to był ten czas, gdy wiedziałam, że to jest to.

Reklama

Jak ty jako fotograf zmieniałaś się przez te kilkanaście lat? Inaczej postrzegasz te wyjątkowe momenty?
Myślę, że bardzo. Mam już trochę lat swojego życia na koncie i dlatego jedno z drugim jest powiązane. Inaczej patrzę na świat, inne mam priorytety, więc też inaczej dostrzegam czy postrzegam śluby, jednak moja uważność się nie zmieniła. Patrzę w stronę miłości, emocji, relacji, ale miałam taki moment, w którym zatraciłam się na rzecz detali. W mojej głowie był taki głos „a ta sala jest ładniejsza od tej, więc to będzie ładniejsze wesele”. Skupiając się na takich detalach, gdzieś trochę zapomniałam o tych najważniejszych rzeczach, ale jak wróciłam na dobry tor, spojrzałam na zdjęcia wstecz, to okazało się, że to wszystko, co cenię, było na fotografiach. Dojrzałam do tego, żeby znać też swoje słabości, bo kiedyś patrzyłam na fotografie pod kątem technicznym. Miało być ładne zdjęcie, miał być w odpowiednim momencie szeroki plan, w odpowiednim wąski.

Reklama

Chyba większość fotografów przechodzi przez taki moment…
Chyba tak. Co do samej obróbki zdjęć, to teraz kolory u mnie są bardziej stonowane, ale nie zmieniam ich odcieni. Może to wynikać z tego, że koloru, takiego mocnego, jest teraz wszędzie mnóstwo i chyba jesteśmy tym przebodźcowani. Nie przekraczam granicy naturalności.

Wspomniałaś, że na weselach i w otoczeniu możemy być przebodźcowani. Czy fotografia czarno-biała ze ślubu i wesela pozwala nam bardziej zauważyć emocje, niż gdybyśmy oglądali to samo zdjęcie w kolorze?
Fotografia czarno-biała zawsze chyba była taką najbardziej wrażliwą formą. Najwięcej pokazywała, pokazuje i sprawia, że troszeczkę się wyciszamy nad kadrem. Skupiamy się na tym, co jest w obrazie, a nie na tym właśnie, że jest ładnie, kolorowo, że są piękne góry, piękny zachód słońca. Czerń i biel jest świetna do pokazywania emocji, relacji, do pokazywania kontrastu, światłocieni. Dlatego owszem uwielbiam czarno-białą fotografię i też dużo takich zdjęć młodzi od nas dostają, ale uważam, że kolor powinien być, bo on jest naturalną rzeczą. Czarno-biała fotografia ma głębszą wartość, ale czy dla wszystkich i czy wszyscy ją zrozumieją, to już też jest inna kwestia. Myślę, że te same uczucia pokazane na tej samej fotografii, tylko jednej w kolorze, a drugiej jako czarno-białezdjęcie, mogą dać bardzo różny obraz dla dwóch osób.

Przed Tobą i Rafałem 11 wspólny sezon ślubny. Co dała możliwość fotografowania we dwoje, czego nie było, kiedy byłaś w pojedynkę? Co to zmieniło?
O, myślę, że dużo. Szczerze nie wyobrażam sobie teraz, żeby Rafał ze mną nie fotografował. On tak naprawdę był w mojej fotografii od zawsze, tak jak właściwie on jest poniekąd w moim życiu od zawsze, bo więcej lat jesteśmy razem niż żyłam bez niego. Rafał początkowo, jeżeli chodzi o śluby, był  moją barierą bezpieczeństwa. Zaczynałam fotografować jako młoda dziewczyna i będąc na ślubie, gdzie jest kapela góralska składająca się z kilku lub nawet 10 muzyków w wieku 30, 40 lat albo i więcej, którzy w tamtych czasach nie omieszkali sobie wypić jednego czy dwóch kieliszków…

Reklama

Czułaś się po prostu bezpieczna…
Tak. Czuwał nad moim bezpieczeństwem. Był gdzieś z boku i niejednokrotnie ratował mnie w takich sytuacjach, ale też był buforem bezpieczeństwa pod tym kątem, że nigdy nie zrobiłam prawa jazdy. To nie jest coś dla mnie. Nigdy tego nie negował. Zawsze mnie w tym wspierał. No i był moim kierowcą na początku na ślubach, jak tylko mógł. Przed pierwszym ślubem nie miałam jeszcze dobrego aparatu, ale już wtedy Rafał stwierdził, że muszę mieć porządny i to od niego dostałam pierwszą lustrzankę. Gdy zaszłam w pierwszą ciążę, to też zastanawialiśmy się co zrobić, bo to był czas, gdy mieliśmy bardzo dużo ślubów do fotografowania. Postanowiliśmy, że fotografia to jest coś, co chcemy robić i będziemy fotografować we dwoje. Przede wszystkim chodziło o odpowiedzialność wobec par, bo ślubu nie zorganizuje się na nowo.

I tak to się zaczęło…
Jeździł ze mną na sesje narzeczeńskie. Przez lata "trułam" mu, jak kadrować, kiedy chciałam, żeby to on zrobił nam zdjęcia z wycieczek, więc jako cichy fotograf zrobił bardzo ładne dodatkowe ujęcia. Później, już na ślubie, nie był tylko buforem bezpieczeństwa, ale miał drugi, pożyczony aparat. Okazało się, że widzi te samem momenty inaczej. To jest fascynujące, że tak naturalnie weszliśmy w taką symbiozę, jeżeli chodzi o te zdjęcia.

Reklama

Każdy ma inne spojrzenie.
Gdybym miała nas podsumować, to ja jestem portrecistką, on jest bardziej reportażystą. Ja doszukuję się ciągle pionowego kadru, takiej bliskości, ścisku w kadrze, Rafał patrzy szerzej. Zawsze mamy też różne ogniskowe i nawet, gdy stoimy obok siebie, to każdy opowiada inną mikrohistorię. U niego wieloplan to jest taka naturalna rzecz. Zrobił takie jedno ujęcie, które mu zawsze wypominam, ale w kontekście takim pozytywnym. Natomiast on zawsze mówi: "Nie mów o tym".

Może nam wybaczy?
Zrobił ujęcie, na którym w kącie jest dziecko, które dłubie w nosie. Obok dziewczynki, które dmuchają bańki, a dalej jest babcia, która przytula wnuczkę i cała sala w tle, która tańczy. Jeszcze na dole widać nogi, które dziecko gdzieś tam spod stołu wystawia. Rafał robi je naturalnie. Gdy na przykład łapię moment nakładania obrączek, to on w tym czasie odwraca się i łapie rodziców, którym również gdzieś tam może polecieć łezka wzruszenia. Później już, projektując album, opowiadamy historię naszymi ujęciami i jedne uzupełniają się drugimi.

Reklama

Jak przez te kilkanaście lat zmieniły się śluby i wesela?
Ta zmiana jest niewyobrażalna. Śluby, które fotografowałam przed pandemią, były mocno klasyczne, mocno polskie, nastawione na biesiadę. Dużą rolę odgrywał w tym alkohol, zespół, zabawa do białego rana i pojawiały się takie dodatki w formie różnych atrakcji. Wtedy to była fotografia ślubna, chociaż fotografia ślubna w moim odczuciu to jest coś pięknego, ważnego. Kiedyś ludzie mówili: „Przyjdź, zrób nam zdjęcia” albo „pofoć na naszym ślubie”. Do tego damy ci trochę jedzenia i będzie super. I takie było wyobrażenie kiedyś. Tak jak zespoły mówiły, że grały do kotleta. Myślę, że teraz niejedne zespoły realizują się bardzo na weselach, ale jeżeli chodzi o tę zmianę w fotografii samej sobie, to myślę, że przede wszystkim wyzwaniem dla fotografia są oczekiwania od pary młodej.

Reklama

Zdarza się Wam fotografować na weselach z bardzo duża liczbą gości, czy to też przeszłość?
To tak naprawdę zależy od pary, bo jeszcze rok temu nawet byliśmy na weselu, gdzie młodzi zaprosili 250 osób, zdarzają się wesela po 200. Jednak większość, na których jesteśmy zawodowo, to bardziej śluby i wesela kameralne. Nie wiem, czy to wynik tego, że akurat takie pary przyciągamy do siebie, które zapraszają faktycznie najbliższe im osoby. To niekoniecznie jest cała najbliższa rodzina, bo często spędzają ten dzień także w gronie swoich najbliższych znajomych. Często jest to ślub i wesele, które widzimy, że młodzi zrobili tak, jak chcieli, aby o nich opowiadał.

Czy teraz w tym świecie social mediów, gdzie mogą się wzorować na innych, mają przeróżne wyobrażenia o tym, jak ich ślub powinien wyglądać, czy jest jeszcze przestrzeń na to, żeby oni byli dalej sobą w tym dniu?
Myślę, że jest to bardzo trudne i podziwiam pary, które chcą zrobić swój ślub po swojemu, a nie „bo wypada”. To „bo wypada” jest jeszcze mocno zakorzenione w naszej kulturze. „Bo wypada zaprosić tą ciocię, tego wujka, bo przecież musi być alkohol na stołach, bo musi być jedzenie na stołach w ogóle. A po co wam jakiś DJ? Musi być zespół, muzyka na żywo”. Kiedyś to wszystko było taką narzuconą naklejką na ślub. Musiało być i koniec, kropka.

Reklama

To jak to teraz wygląda?
Przez to, że obecnie jest dostęp do wszystkiego, to czasem mam wrażenie, że ślub jest takim trochę wyścigiem tego, co zrobić lepiej od poprzedniej pary. Byliśmy na ślubie, na którym w naszym mniemaniu było już wszystko. Kapela góralska, sushi, pokaz barmański, sala kryształowa, góral, który prowadził zabawy w stylu rąbania drewna na tej sali kryształowej. Była pani, która tańczyła taniec w bardzo skąpym stroju, wykonując ruchy, które uważam, że dzieci, które tam były, niekoniecznie miały  oglądać. W moim odczuciu to już było show. Ciężko było odnaleźć parę w tym wszystkim. Mieliśmy zaplanowaną z nimi mini sesję w dniu wesela i pierwsze, co od nich wtedy usłyszeliśmy, to było takie „uff, odpoczniemy”. To chyba wszystko mówiło tak naprawdę o tym ich ślubie. Byli zadowoleni. Cieszyli się, że wszyscy są zadowoleni, natomiast chyba ta chwila dla nich była taką najbardziej podsumowującą ten ich dzień. O co chodzi w tych ślubach? O to, żeby celebrować tę miłość, a nie o to, żeby zaspokajać potrzeby innych czy robić coś, co wypada, bo to możemy robić na różnych innych płaszczyznach. A ślub, moim zdaniem, jest dla młodych. To też nie znaczy, że w 100 procentach, bo oczywiście oni chcą celebrować ten dzień z najbliższymi, ale to w jaki sposób będzie zapamiętany ten dzień, powinien być dla młodych. To oni będą mieć te wspomnienia najdłużej. Ich najbliżsi pewnie będą pamiętać do następnego ślubu i wesela, na który zostaną zaproszeni.

Co cię najbardziej porusza w młodych parach, które stoją przed twoim obiektywem, przed twoim aparatem, przed Tobą?
Najbardziej świadomość, jeżeli jest to para, która wie, czego chce. Nie patrzy na trendy, nie zasłania się ilością atrakcji, które były na weselach, na których byli, tylko robi tak, jak czuje. To jest niesamowite, bo pokazuje zupełnie inny obraz. Wtedy para opowiada swoją historię i to w większości sprowadza się do tego, że nie ma dużej ilości atrakcji na weselu, ale to wesele tak żyje, że nam ciężko po północy z niego wychodzić, bo tam jest moc relacji. Podziwiam pary, które trzymają się mocno z dużą liczbą swoich przyjaciół latami. To jest niesamowite w dzisiejszych czasach, żeby te kontakty utrzymywać. Jeżeli ktoś przychodzi na spotkanie ze mną i mówi wprost, że dla niego ważniejsze jest to, żeby zrobić zdjęcie z babcią, bo nie wiadomo jak długo to wspomnienie będzie żyło, albo opowiada, że koniecznie musimy wyjść na zewnątrz i prosi o zdjęcie ze swoją paczką, to już wiem, że to wesele będzie mega.

Gdybyś miała zdjąć z tych par jakąś jedną presję, co by to było?
Jest ich tak dużo, że ciężko wybrać jedną. Myślę, że najtrudniej jest po prostu rzeczywiście wybrać to, co się lubi. Dookoła jesteśmy bombardowani wieloma reklamami. Sprawdzasz jedną, drugą czy trzecią rzecz w telefonie i już podsuwane są kolejne pomysły.

Algorytmy robią swoje…
Potem rodzą się w głowach młodych kolejne pomysły i lista atrakcji robi się długa. Ktoś zobaczył gazetkę o parze, która na jednym weselu świetnie się sprawdziła, bo przy okazji była prezentem dla gości, ale na innym weselu jest podkładką pod talerz. Niejednokrotnie widzę, gdy pary wkładają mnóstwo pracy i pieniędzy, a nie jest to doceniane.

Z tego co mówisz wynika, że to bycie sobą bywa coraz trudniejsze…
Myślę, że trzeba się odizolować od wszystkich bodźców i po prostu młodzi muszą wspólnie zastanowić się, jak ten dzień sobie wyobrażają. Niech odpowiedzą sobie na pytanie, co chcą i jakie wspomnienia chcą z niego zachować. Myślę, że to może im bardziej ułatwić niż kolejna, niesprecyzowana porada z internetu. Zmienia się też relacja między młodymi parami a fotografami, czy też innymi osobami z tej branży. Młodzi często pytają, czy na przykład na jakimś weselu była taka atrakcja, o której myślą i czy to się sprawdziło. Rozmawiamy o sesjach ślubnych.

Często pokazują na nich swoje pasje.
Myślę, że w takim kierunku powinno to iść, a nie patrzenie co było kiedyś lub co podpowiada internet. Pokazanie tego, co lubią i z czym czują się dobrze. Ślub jest bardzo intymną sprawą.

Annie Leibovitz powiedziała kiedyś, że „fotograf nie przestaje widzieć, nie przestaje kadrować, nie wyłącza się jak aparat. Jest fotografem przez cały czas”. Czy Ty też tak masz?
Oczywiście, że tak mam. Chociaż przyznam szczerze, że teraz, kiedy są telefony, maleństwo, które masz i tylko wyciągniesz z kieszeni...

No tak. „Najlepszy aparat to ten, który ma się przy sobie”…
Tak, to też prawda. Sypiesz mi tu mantrami, które mocno siedzą w mojej głowie. Gdy jestem z rodziną, to staram się mniej wyciągać aparat, chociaż nadal zdjęć robię mnóstwo. Z każdego roku robimy rodzinny album, to taki mój prywatny projekt.

W dzisiejszych czasach to jest niesamowite…
… i trudne. Około dwóch miesięcy robię selekcję zdjęć z ostatniego roku. Dlatego też są takie momenty, że  chciałabym znów wyciągnąć aparat, ale mówię sobie „nie, teraz po prostu jesteśmy razem”. Jednak to moje oko i potrzeba kadrowania nie znika, bo albo jest super kadr, albo pięknie pada światło, więc pilnuję się, żeby to były dwa, maksymalnie trzy ujęcia. Czasami po prostu układam dłonie jakbym miała wybrać kadr i tak łapię te chwile. Oko pracuje cały czas, ale to też chyba sprawia, że jesteśmy bardziej czujni na każdą chwilę, bardziej uważni.

Gdy spacerowałam po Mielcu, to zawsze zastanawiałam się nad tym, co kryją strychy kamienic…
U Ciebie strychy… To ja bardzo lubię i do tej pory tak mam, że wybierając się na spacery patrzę w okna ludzi. Zastanawiam się co za historia się kryje za takim oświetleniem, za taką firanką. Kiedyś przez jedno okno było widać kobietę, która gotowała obiad, a w drugim oknie, myśląc, że to jest to samo mieszkanie, chociaż tak nie musiało być, mężczyznę z papierosem i patrzącego w ekran telefonu.

Z jednej strony  ciekawość, a z drugiej dokumentacja tego, co się dzieje. Patrząc już tak całościowo na fotografię, opowiadasz pewną historię. Zdajesz sobie sprawę z tego, że ludzie później będą siadać, oglądać zdjęcia i wspominać ten dzień po kilku, kilkunastu lub kilkudziesięciu latach.
Taką mam nadzieję i chcę, żeby w tę stronę szła fotografia ślubna. Boję się, że przez ogrom inspiracji z internetu zatracimy się w ładnych obrazkach, że ważniejsze będzie, żeby zrobić zdjęcie dekoracji, a nie zachwytu pary młodej nad tą dekoracją. Więc życzę sobie i parom, żeby wybrały sobie takiego fotografa, który stworzy im takie wspomnienia, do których będą chcieli latami wracać i będą one ponadczasowe. Aby to nie była tylko myśl „aha, jechaliśmy zielonym mustangiem”, a nie będą pamiętać jak ten przejazd do kościoła był dla nich ważny. Czy już po całej ceremonii, kiedy pierwszy raz spojrzeli sobie w oczy tak spokojnie i po cichu powiedzieli do siebie mąż, żona?

To tego życzymy wszystkim młodym parom narzeczonym i żeby w tym pośpiechu i pędzie nie zatracali siebie, swoich pasji i tego jak chcą widzieć ten wyjątkowy w życiu moment.
Myślę, że to będzie bardzo mocno owocować. Nie tylko w ich wspomnieniach, ale też we wspomnieniach najbliższych. Wyjątkowe są relacje, emocje, które wspólnie z drugim człowiekiem budują. Ślub to nie jest show, które ma przebić kolejne czy poprzednie, czy dostać jakąś nagrodę za najlepszą zabawę ever u koleżanki, kolegi. To czas, w którym para chce nadać swojej miłości po prostu status nierozerwalności i to w takiej formie, w jakiej chcą, a nie w jakiej wypada. Oni tworzą swoją historię, nie są aktorami, tylko to jest ich dzień, ich wielkie wydarzenie, które początkuje resztę wspólnego życia.
Myślę, że ważniejsze będzie dla pary młodej jak spojrzą na zdjęcie z babcią, kiedy już tej babci niestety zabraknie. Popatrzą jaka była szczęśliwa tego dnia, jak ich doceniała, wspierała, jak się wzruszała patrząc na ich miłość. Może będą oglądać zdjęcia już wspólnie ze swoimi dziećmi i będą tłumaczyć kim była ta piękna kobieta na zdjęciu. Nie będą wspominać ile to wydali na tę piękną dekorację,  ale będą mówić o emocjach i relacjach. Myślę, że temat rozmowy, który poruszyłaś, jest ważny. Wszyscy mówią o tym jak to pięknie sobie planować ślub, ale nikt nie mówi z czym te pary się mierzą w dzisiejszych czasach, ile przed nimi wyborów i trudności.

Aplikacja jaw.pl

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.


Aplikacja na Androida Aplikacja na IOS

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 31/01/2026 21:28
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama