Czego oprócz techniki bokserskiej uczą się dzieciaki i młodzież na treningach? - Praktycznie wszystkiego. Od punktualności zaczynając po systematyczność. Dochodzi do tego także uczciwość, bo gdy zalecam na przykład bieg, to każdy go wykona i wysyła swoje wyniki. Kondycja to podstawa – mówi Robert Gortat, który od 10 lat prowadzi Akademię Boksu w Jaworznie.
Zapytany o to, czy przez dekadę widzi zmianę w ogólnym podejściu dzieci do sportu stwierdza, że bywają coraz słabsze i rozpieszczone, ale ma to szczęście, że jego grupa, choć nie jest liczna, to jest z nich bardzo zadowolony. – Wolę jakość niż ilość – podsumowuje.
Z ostatnich Mistrzostw Polski Młodzików i Młodziczek, które odbyły się w Gostyniu, dwie jego zawodniczki wróciły z medalami. Hanna Gawęcka została mistrzynią Polski, a Nina Stachańczyk wywalczyła brązowy medal. Kolejne doświadczenie na ringu zebrała też Patrycja Sroka i Oskar Kozub.
Co o boksie mówią sami zawodnicy? Patrycja Sroka trenuje już od kilku lat. – Moja przygoda z boksem zaczęła się w wieku 9 lat. Tata zapytał, czy chciałabym iść na zajęcia sportowe. Sam miał rękawice bokserskie w domu, zaczęłam się z nim boksować, przyszłam do tego klubu i tak już zostałam. Najtrudniejsze dla mnie były Mistrzostwa Polski, bo po raz pierwszy spotkałam się z porażką. Nauczyło mnie to, że nigdy nie trzeba się poddawać, aby iść dalej i że muszę mieć jeszcze większe doświadczenie – mówi Patrycja Sroka i wspomina, że jej idolką jest Julia Szeremeta, ponieważ w młodym wieku osiągnęła bardzo wiele.

Fot. FB Akademia Boksu Roberta Gortata
Kolejnym zawodnikiem, który też brał udział w mistrzostwach, jest Oskar Kozub. – Trenuję boks od 5 lat. Szukałem informacji o ośrodkach, które wychowują bokserów i tak trafiłem do akademii. Na początku nie mogłem się przyzwyczaić do treningów, bo wcześniej nigdzie nie trenowałem. Teraz jestem na treningach cztery razy w tygodniu.
Hanna Gawęcka jest tą zawodniczką, która z mistrzostw wróciła ze złotym medalem. – Boks trenuję już od prawie 7 lat. Mój tato też trenował i zachęcił mnie do boksu. Finałowa walka była dla mnie najłatwiejszą, ale półfinał był ciężki, bo walczyłam z ubiegłoroczną mistrzynią Polski. Treningi uczą mnie odpowiedzialności, systematyczności – wyjaśnia Hanna.
Drugi medal dla jaworznickiego klubu wywalczyła Nina Stachańczyk. – Trenuję od roku. Szukałam zajęć sportowych. Po roku na pewno umiem się lepiej bić, a gdyby mnie ktoś zaczepił na ulicy, to mogę się obronić – i mówi, że na ten moment pozostanie przy boksie jako sporcie, który będzie uprawiać.

Pytamy Roberta Gortata o to, czego uczą zawodników występ na zawodach. - Te mistrzostwa nauczyły nas bardzo dużo. Kolejny raz zostaliśmy w brzydki sposób skrzywdzeni, oszukani, więc nauczyło nas to trochę pokory. Dwie walki przegrane z późniejszymi mistrzami Polski na początkowym etapie turnieju, gdzie i Patrycja, i Oskar zostali bez medalu. Przy każdym innym losowaniu prawdopodobnie byłoby inaczej. To trochę dla nas cios. Spodziewałem się, że Hania przebojem wejdzie i bez żadnych problemów zdobędzie tytuł mistrza Polski, a tu w walce półfinałowej spotkaliśmy się z ubiegłoroczną mistrzynią. Uczciwie powiem, że do ostatniej sekundy drżeliśmy o wynik, bo walka była bardzo mocna. Hania jest bardzo systematyczna, ma bardzo dobrą kondycję i dzięki temu też wygrała walkę. Jestem dumny ze swoich dzieciaków, bo naprawdę pokazali się z bardzo dobrej strony. Bardzo szkoda, że Patrycja i Oskar mieli pecha w losowaniu. Gdyby wszyscy dawali tyle serca w walkach, co Patrycja dała w tej jednej, to byłbym przeszczęśliwy. Od wielu lat widzę, że dziewczyny w naszym klubie są dużo mocniejsze od chłopaków. Od pierwszej mojej zawodniczki Ewy Białas, która robiła nam najlepsze wyniki, co roku mamy zawsze jakąś perełkę – wyjaśnia Robert Gortat.
Dodaje także, że tylko w ubiegłym roku nie wrócili z Mistrzostw Polski z medalem. - Zrobiliśmy dwa piąte miejsca, więc pozostaje ból. No i tak samo miasto ma ból, bo nie ma medali w dyscyplinach olimpijskich. Także praktycznie jesteśmy jedynym klubem, który przywozi medale w dyscyplinach olimpijskich. Z czego sobie nie wszyscy chyba zdają sprawę, ale nasze miasto na sportowej mapie praktycznie nie istnieje – stwierdza.
Gdy pytamy o to, jakie są największe wyzwania w prowadzeniu zajęć dla dzieci to przyznaje, że po pierwsze jest to ich zmobilizowanie. – Umiejętność dotarcia do nich i mobilizacja do pracy. Ważny jest kontakt z rodzicami i wspólnie staramy się motywować dzieciaki. Zaczęliśmy ten rok dobrze, więc mam nadzieję, że go skończymy dobrze. Jeszcze mamy dwójkę zawodników, którzy wystąpią na Olimpiadzie Młodzieży, czyli kadetów. Będzie to Maja Kosałka i Igor Czerwieński. Mamy też juniorkę, Klaudię Bułę, która przygotowuje się do mistrzostw w swojej kategorii wiekowej. Nie mamy seniorów i młodzieżowców. 10 lat temu postawiłem na pracę z dziećmi i co roku walczą o medale – podsumowuje Robert Gortat.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze