W minioną niedzielę usłyszeliśmy słowa Chrystusa skierowane do uczniów, a więc i do nas. Jezus przekazał zarówno im, jak i nam, misję, którą mamy wypełnić wobec tego świata, misję, w której On sam uczestniczy. Mamy być dla tego świata solą, której smakiem jest On sam, Jezus; mamy być lampą, której światłem jest On sam, Jezus; mamy budować społeczności na Jego prawach, na prawach Jego miłości. Jest to ta sama miłość, która zaprosiła człowieka do przymierza na górze Synaj.
W Jezusie jeszcze bardziej się objawiła, a nowe przymierze oparte na Jego odkupieńczej ofierze, otwiera śmiertelnemu człowiekowi życie wieczne. Dla ludzi, bytów rozumnych, rozpiętych między świętością a grzechem, bytów z natury na tym świecie krótkoterminowych, ta informacja jest zasadnicza.
Dzięki św. Augustynowi możemy popatrzeć na świat oczami człowieka starożytności (De Civitate Dei; O Państwie Bożym). Nie myślano wtedy o życiu wiecznym, a religia miała paradoksalnie głównie doczesny wymiar. Chrześcijanie, głosząc śmierć i zmartwychwstanie Jezusa z mocą przekraczającą ludzkie możliwości, dokonali gigantycznego przełomu. Jego konsekwencją będzie refleksja nad prawdziwą wolnością człowieka, nad dobrem i złem w jego życiu.
Wśród myślicieli pogańskich po raz pierwszy zajęli się tą problematyką Sokrates i jego uczeń Platon. Można powiedzieć, że ta elita myślicieli, po ludzku odrobiła zadanie domowe. Dalsze kroki będą możliwe tylko dzięki Chrystusowi, który prawo wpisane przez Stwórcę w naturę ludzką, z miłością ogłoszone na górze Synaj, nie tylko potwierdzi, ale je wypełni.
I tak dzisiaj Jezus staje przed nami z tablicami dekalogu i mówi:
Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić.
Jezus, będąc Bogiem, ma prawo do zmiany przykazań, lecz tego nie czyni, albowiem Bóg sam sobie nie przeczy. Syn Boży nie tylko, że nie zmienił Prawa, ale sam stał się człowiekiem, aby być pierwszym, który je wypełnił. Każdy, kto w swoim życiu spotkał Jezusa, dokonując refleksji w sumieniu, nad moralnością planowanego czynu, ma do dyspozycji nie tylko dar rozumu, ale i dar wcielonego Słowa Bożego. Powiedzieliśmy ostatnio, że bliskość Jezusa, w Jego słowie, w modlitewnym dialogu z Nim, w Jego obecności pod postaciami chleba i wina, w zgromadzonych w Jego Imię, czyni Go w naszym życiu przewidywalnym. Jest nie tylko kolejnym mędrcem, kolejnym doradcą, ale jest Tym, który ma najlepsze rozwiązanie o ponadczasowym wymiarze, ma do dyspozycji nieskończone możliwości pomocy. Jezus szanuje moją wolność i decyzje pozostawia mojej decyzji.
W grze jest jeszcze inna rzeczywistość, która moim wyborom nadaje właściwą rangę. Ująłem to kiedyś w słowach, które nie tylko nie straciły nic ze swej aktualności, ale jeszcze bardziej wybrzmiewają: Diabeł działa. Jest przebiegły, inteligentny i śmiertelnie niebezpieczny. Potrafi wejść na drogę synodalną, przywdziać sutannę (dzisiaj już tego nie musi) i posługiwać się odpowiednio przykrojonymi tekstami Pisma Świętego. Nie raz staje się obrońcą praw człowieka, działa w polityce na wszystkich możliwych szczeblach. Prowadzi większe i mniejsze biznesy, działa na uczelniach i w mediach. Występuje podczas rozpraw sądowych, uwielbia te rozwodowe, ubiera się w togę, może posłużyć się pieczątką eksperta lub biegłego. Uwielbia być w opinii publicznej podbudowywanej ekspertyzami współczesnych naukowców, propagowanych przez dobrych dziennikarzy. Jego ulubione słowa to: „dziś” i „wszyscy”. Posługuje się nimi po mistrzowsku, we wszystkich możliwych wariantach, czyniąc w umysłach bezkrytycznych nie lada spustoszenie.
Papież Leon IV słusznie zauważa, że świat współczesny w wielu obszarach jest bliski ignorancji moralnej pogańskiej starożytności. Wraz ze św. Augustynem wskazuje na potęgę działającego Chrystusa w historii. Muszę przyznać, że im głębiej wnikam w De Civitate Dei, im bardziej przyglądam się aktualnym przemianom to, tym więcej we mnie nadziei w sercu, tym więcej światła w umyśle.
Co mogę zrobić?
Diabeł jest wszędzie, jest również i przy mnie nawet wtedy, gdy jestem sam i biję się z własnymi myślami. On szepce mi do ucha: „rób, jak ci jest wygodniej, patrz, inni się nie przejmują, Pan Bóg jest miłosierny, a bez ciebie i tak sobie poradzi, odpocznij, masz swoje lata, i tak ci nikt nie podziękuje…” Proszę cię Jezu o łaskę wytrwania w Twojej logice, która daje mi wolność i skuteczność. Proszę o łaskę wytrwania w odpowiedzialności za innych. Jezu, kto z Tobą umrze, ten z Tobą zmartwychwstanie. Reszta nie ma znaczenia!
Jezu ufam Tobie!
Ks. Lucjan Bielas
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze