Reklama

Był ciepły maj 1971 roku, kwitły kasztany. Do matury przystąpiły trzy klasy jedynego wówczas jaworznickiego Liceum Ogólnokształcącego. 55 lat po tym wydarzeniu — 13 czerwca 2026 roku dawni maturzyści spotkali się na radosne wspominki.

Zjazd został zapoczątkowany Mszą św. w kościele św. Barbary, którą odprawił ks. dr Lucjan Bielas — maturzysta rocznika 1971. Dziękował Bogu, że za nauczycieli, za maturzystów obecnych i nieobecnych oraz za ich rodziców.


Potem maturzyści przenieśli się do restauracji Duet na część rozrywkową. Zaproszono na to miłe spotkanie dwie panie nauczycielki: od języka polskiego panią profesor Alicję Rosę i od języka rosyjskiego panią profesor Marię Byrczek. Wspomnieniom końca nie było, wszak licealny czas i sama matura to bardzo ważny moment w życiu każdego człowieka, pozostawia wyraźny ślad w jego pamięci.

Reklama

Pani profesor Alicja Rosa opowiada o ówczesnych maturzystach: Była to młodzież, może nie z takich rodzin, które obcowały z kulturą na co dzień. Nie zawsze byli to uczniowie, którzy mogli dowolnie wybierać sobie z półek swoich bibliotek, książek do czytania. Nawet można powiedzieć, że w niektórych domach książek nie było, a jednak chcieli się uczyć. Ja to po latach tym bardziej jasno widzę. Była to bardzo ambitna młodzież. Jaworznickie liceum było bardzo dobrym, nawet równało się w tych wszystkich wskaźnikach z najlepszymi liceami krakowskimi. Także z czegoś się to musiało brać, pewnie z pracy. Do liceum przychodzili po szkole podstawowej bardzo często z czerwonymi paskami i przekonani, że są najlepsi, bo byli tam najlepsi. Trzeba było dużo zrozumienia, ale też odpowiednio trzeba było ustawiać wymagania, żeby oni po pierwsze zrozumieli, że to jest jednak trochę wyższy poziom pracy i nauki, która ich czeka, ale jednocześnie, żeby się nie załamali. Ja uważam, że ważna była chęć uczenia się, były inne środki przekazu jak teraz. Książka jednak była w powszechnym użyciu. To jest pokolenie jeszcze kartkowe, jak to się mówi popularnie. Uświadamiałam im, że jeżeli chcą się dostać na studia, to muszą od pierwszej klasy o tym myśleć realnie, czyli uczyć się, nie ma innego wyjścia, tylko trzeba pracować. To też starałam się od czasu do czasu przemycić. Szkoła jest miejscem pracy. Jest instytucją i jak w każdej instytucji są zasady, które muszą być przestrzegane – podkreśliła pani profesor Rosa.

Reklama

Zajęcia z języka rosyjskiego prowadziła pani profesor Maria Byrczek, która, wspominając tamte czasy, mówiła, że „czasy były inne, bo spokojniej można było pracować”. — Był jakby dłuższy okres nauki, bo pracowało się także w soboty — wspominała pani Byrczek. — Tych wolnych dni było dużo mniej, czyli materiał można było rozłożyć, był czas na powtórki. Młodzież była odpowiedzialna, mieli cel, do którego dążyli. Mieli gdzieś tam zakodowane swoje zainteresowania i dążenia do studiów. Pamiętam, to była taka klasa, że na 21 osób, które zdały maturę, 19 dostało się na studia. To był naprawdę spory wynik. Jedna z tych dwóch osób nie podjęła studiów, chyba jakąś pomaturalną, a druga dostała się za rok. Była to klasa zdolnych ludzi.

Reklama

Wśród maturzystów jaworznickiego liceum z 1971 r. jest też ks. dr Lucjan Bielas. Dla niego czas liceum był bardzo ważny, kształtował jego osobowość. O swoich koleżankach i kolegach z klasy mówił, że na ich przyszłe sukcesy „w dużej mierze wpłynęły domy rodzinne, z których oni wyszli”.

— Za każdym z nas krył się dom rodzinny, który dał nam jakąś taką pewną bazę. Mówiąc o bazie, mam na myśli pewne wychowanie do — nazwijmy to — uczłowieczenia człowieka, czyli do bycia po prostu człowiekiem. Nasze liceum to szkoła, która nam pozwalała na taki pełniejszy rozwoju w różnych przestrzeniach, zarówno w kwestiach nauk ścisłych, jak i literatury, było to całościowe wychowanie człowieka. Była taka atmosfera szkoły, która rzeczywiście pomagała nam w takim rozwoju. Kiedy ja się o tym przekonałem? Przekonałem się wtedy, kiedy bywałem na studiach za granicą. I nagle się okazało, że moje przygotowanie ogólne było lepsze od ludzi Austrii. Mieliśmy w liceum znakomitych katechetów, którzy szczególnie mocno zapadli m w pamięć, np. ksiądz Władysław Paciorek, kolega rocznikowy księdza profesora Tischnera. Ks. Paciorek miał gigantyczną wiedzę, był w stanie odpowiedzieć mi na najtrudniejsze pytania i dać mi do ręki literaturę. Nie spotkałem u żadnego z księży większej biblioteki jak u niego. A ks. Paciorek czytał wszystko, wiedział wszystko. Było to otwarcie mojej drogi myślenia na cały świat.

Reklama

Leokadia Broniowska z domu Kowalska, czyli ówczesna Lilka mówi: im więcej lat upływa od czasów naszych uczniowskich lat, tym bardziej sentymentalnie wspominamy te lata. Idealizujemy je na pewno, bo było różnie.

— Różne grupy były w klasie, tworzyły się właśnie takie kółeczka znajomych i paczki, ale ogólnie zawsze byliśmy klasą zgraną — wspomina pani Lilka. Osiągnęliśmy sukces w swojej profesji, ale też sukces rodzinny i życiowy. Byliśmy ambitni, otwarci i inteligentni, ale nie było czegoś takiego jak ponadprzeciętne wynoszenie się nad innymi. Pomagaliśmy sobie, czasami uczyliśmy się wspólnie. Zawsze byłam osobą sprawną, kochającą sport, moim ulubionym przedmiotem był wf, mimo że z innych przedmiotów dostawałam też pozytywne dobre oceny. Skończyłam AWF, skończyłam rehabilitację. Lubiłam swoich licealnych kolegów i koleżanki, pewnie dlatego stworzyliśmy bardzo zgrany zespół. Też była pierwsza miłość w trakcie tych lat, z klasy wyżej. Był potem moim mężem przez 40 lat. Fascynowała mnie też muzyka taneczna, bo kochałam tańczyć. Zawsze miałam poczucie rytmu. Byłam sprawna i we wszystkie gry zespołowe i we wszystkie aktywności sportowe. Zawsze byłam reprezentantką szkoły w zawodach międzyszkolnych. Był to dla mnie bardzo dobry czas.

Reklama

Ówczesny maturzysta Michał Patyk jest architektem, jak mówi „od formy kwadratowych budynków”. Projektował m.in. dworzec w Szczecinie. Wspominając siebie z lat licealnych, podkreśla, że miał „skłonność do refleksji”.

— Właśnie refleksyjność i ta refleksyjność pięknie została rozbudowana w liceum — mówi. — Ale cóż ambicje, jak byłem zahukany, pełen kompleksów. Liceum dobrze wpłynęło na zapanowanie nad tym. To jest też zasługa nauczycieli. To liceum dodało mi odwagi do otwartości i do chłonięcia świata. A człowiek taki wyhamowany, to może niewiele osiągać. Lubiłem to liceum, bo pozwoliło mi się rozwijać. Jestem tutaj dzisiaj, żeby dać świadectwo, żeby przede wszystkim okazać wdzięczność. To jest to, co trzeba kultywować. Staramy się co roku nawet spotykać, ale co 5 lat to już obowiązkowo.

Reklama

Wszystkim młodym ludziom czasy tego liceum dają pewien bagaż dobrych doświadczeń, które pozwalają wkroczyć w dorosłość z impetem i osiągnąć to, o czym marzyli. Mierzą się z rzeczywistością odważnie i mają poczucie własnej wartości. Liceum dodało im wiatru w żagle. 
Ela Bigas

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 16/06/2026 11:28
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo jaw.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości