O sytuacji w Polsce, Jan Paweł II był dobrze informowany. Po wprowadzeniu stanu wojennego Rada Główna Konferencji Episkopatu Polski, przygotowała list pasterski, który nigdy nie został odczytany. Żądano w nim wypuszczenia na wolność wszystkich internowanych, umożliwienia związkom zawodowym „Solidarność”, legalnego działania. Prymas Glemp, zaniechał rozpowszechnienia tego listu, brutalna pacyfikacja w kopalni „Wujek”, wpłynęła na taką decyzję. Apelował: „Błagam Was Bracia, w imię Boga zaklinam: nie podnoście nienawistnej ręki jeden przeciwko drugiemu. Zachowajcie spokój, nie sprowadzajcie na kraj i naród nieszczęścia”.
Na lotnisku znaleźliśmy się w gęstym tłumie, w znacznej odległości od ołtarza, przy którym miał odprawiać mszę papież. Śpiewał ogromny chór, grała orkiestra górnicza, tak cichuteńko, jak nigdy. A głos tysiąca śpiewających: „Hymn niewolników” Verdiego – wprowadzał w osłupienie. Wtedy, to była nasza pieśń, zniewolonego narodu. Wyczekiwaliśmy przylotu. Lądowały kolejne dwa helikoptery, a dopiero w trzecim znajdował się papież. Stanął na polskiej ziemi. Grzmiał „Hymn niewolników”, jak skarga do Boga. Tego głosu nam nie odebrano. Transparenty z hasłami, znaczki solidarności, to zarekwirowano.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze