Od dawnych czasów Polacy chętnie podróżowali. Już pod koniec X wieku do włoskiego eremu pod Rawenną wybrał się jeden z synów Mieszka I, Lambert. Przez wzgląd na rozległe bory i grasujących rabusiów podówczas nie za często opuszczano domostwa. Minęło parę wieków i o Polonusach mówiono jak o nacji podróżników, Niemcy kpili nawet, że Polacy spędzają życie na hulankach i podróżach, Francuzi zaś określali nas mianem „największych podróżników w Europie”.
Polacy panosząc się po całej Europie poznawali obyczaje obcych narodów. Podróżując po Padwie, Ferrarze i Rzymie z lubością wybrzydzali na tamtejszą kuchnię, o której mawiali, że nakazywała jadać „trawę”, jak nazywali sałatę.
Do obcych krajów wybierano się również w celach dyplomatycznych.
W zwyczaju było przed każdą większą wyprawą zamawiać mszę, na których księża wygłaszali odnośne kazania i polecali „odjezdnikow” świętemu Krzysztofowi, patronowi podróżujących. Ci zaś całowali krzyż, by droga im służyła, by nie porzucili wiary, dobrze się sprawowali na obczyźnie i pokonali domarad, jak nazywano podówczas tęsknotę za własnym krajem.
Szukano żon królewiczom, zawierano traktaty i badano, co tam w polityce. Polacy słynęli z wielkich paradnych wjazdów do obcych stolic. I tak w 1646 roku przybyli do Paryża po księżniczkę Marię Ludwikę Gonzagę, która miała zostać naszą królową. Karetę wiodły konie podkute srebrnymi podkowami, rumak wojewody poznańskiego nosił złote podkowy.
Dla spełnienia różnorodnych intencji oddawano się pielgrzymkom. Odprawiano „pąć” (pielgrzymki) do Stolicy Piotrowej, a i też nawet do Ziemi Świętej. Pielgrzymi przywdziewali grube, sukienne habity, głowy nakrywali słomianymi kapeluszami, wspierali się na kosturach.
Dokładnym diariuszem wyprawy popisał się Mikołaj Krzysztof Radziwiłł zwany Sierotką. Barwnym językiem napisał „Podróż do Ziemi Świętej, Syrii i Egiptu”, dokąd peregrynował w latach 1582-1584. Czego to się nie napatrzył?. W Kairze spotkał Żyda z Polski, wykupił zniewoli pary Włochów, nabył dwa lamparty, trzy koziorożce i perę pociesznych małp. W Egipcie kupił dwie mumie, które przemycił w komorze celnej jako … żółwie. Mimie nigdy do Polski nie dotarły. Podczas burzy wyrzucono je do morza, wierząc, że sprowadzają nawałnice.
W roku 1700 wojewoda Zawisza opisał „raritates et curiositates”, które obejrzał we Włoszech. Wymieniał wśród nich człowieka „hermafroditto”, książki, które go zainteresowały, ponieważ były obficie pogryzione przez mole, w kaplicy Sykstyńskiej obejrzał Sąd Ostateczny, uznając,że jego autorem jest sam „Archanioł Gabriel”.
Dla różnorodnych wypraw należało mieć odpowiednie środki. Jeśli było się małżonką lub też młokosem należało uzyskać na taką wyprawę zgodę od głowy rodziny, nie zawsze było to łatwe. Sam Stanisław August w piśmie do swego szwagra, Jana Zamojskiego grzecznie pisał: „ Siostra nasza a żona Wasza życzy sobie wyjechać za granicę na wojaż, wzywamy uprzejmości Waszej o zezwolenie i ułatwienie jej tej podróży”. Wojewoda a i owszem odpisał: „Siostra Wasza a żona nasza niech jedzie za granicę na wojaż, lecz pieniędzy nie damy, bo nie mamy”.
e.bigas
UWAGA: Archiwum dyskusji na forum znajdziesz tutaj.
Aplikacja jaw.pl
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!