Reklama

Estera Szozda prezentuje swoje prace malarskie na wystawie w Galerii Podcienie mieszczącej się w Hali Widowiskowo-Sportowej MCKiS. Wystawę zatytułowano „Początek”. Jej kuratorem jest Marcin Miliński. Wystawę można obejrzeć do 10 września.

Estera Szozda jest rodowitą Jaworznianką. - Jestem uczestniczką kursu malarstwa i rysunku w Centrum Kulturalno – Społecznym w Jaworznie – Ciężkowicach – mówi o swojej pasji do malarstwa. - Zdolności plastyczne towarzyszą mi od najmłodszych lat, już w szkole podstawowej udawało mi się wygrywać konkursy plastyczne. W gimnazjum pierwszy raz zaczęłam malować obrazy, wtedy były to farby olejne oraz suche pastele.
Wróciłam do malowania po 16-letniej przerwie. Moja twórczość jest stosunkowo młoda – minęły 2 lata, odkąd ponownie stanęłam przy sztaludze, już jako żona i matka.
Chociaż na przestrzeni tylu lat moje życie bardzo się zmieniło tak miłość do malowania odrodziła się na nowo.

Reklama

Ela Bigas: Jak rozpoczęła się pani dorosła przygoda z malowaniem?
Postanowiłam pójść na pierwszy zorganizowany kurs malowania i rysunku dla dorosłych w Centrum Kulturalno - Społecznym im. M.Ciołczyka w Ciężkowicach, który odbywał się w moje urodziny, pomyślałam, że to będzie najlepszy prezent dla siebie samej, spróbować czy jeszcze coś potrafię.


Jakie emocje towarzyszą Pani podczas malowania? Czy to najzupełniej uzasadnione zadowolenie z siebie i ogromna satysfakcja?
Estera Szozda: Podczas malowania każdego obrazu mieszają się we mnie różne emocje. Nie jestem w stanie opisać ich wszystkich, ale te najistotniejsze to na pewno: wdzięczność - za to, że mogę malować, organizacyjnie wymaga to zaangażowania rodziny. Jestem mamą, więc po pierwsze muszę zadbać o to, żeby chłopcy byli zaopiekowani.
Na początku niepewność i czasem po prostu rozczarowanie gdy nie udaje mi się czegoś namalować tak jak bym tego chciała. Ale za rozczarowaniem zawsze przychodzi ambicja, refleksje i motywacja do dalszego działania. 
 Na końcu jest ekscytacja, zachwyt, radość, duma i niedowierzanie - jak mi się to udało ?!

Reklama

Co w malowaniu wydaje się Pani najtrudniejsze?
Żartobliwie - zdecydowanie się na to co teraz będę malować, bo chciałabym wszystko.
A tak na poważnie to zachowanie odpowiednich proporcji i perspektywy.

Co niezmiennie Panią inspiruje? Jak teraz poszukuje Pani nowych inspiracji?
Natura, otaczające nas drzewa, chmury, cienie, ruch wysokich traw na wietrze.
Lubię wybierać rzeczy do malowania, których jeszcze nie malowałam żeby poszerzać swój warsztat artystyczny.
Czasem po prostu siadam do płótna i coś sobie "paplam" a z biegiem czasu obraz sam prowadzi i zaczyna nabierać jakiś kształtów.

Reklama


Nieco o samej wystawie … Jak dobierała Pani prace na niej prezentowane?
Na wystawie jest cały mój dotychczasowy dorobek artystyczny. Nie kategoryzowałam ich w żaden sposób. Pokazują moją elastyczność w malarstwie - są pejzaże, zwierzęta, abstrakcje i architektura.
 Myślę, że moje prace pokazują właśnie to jak bardzo można się rozwijać od pierwszego prostego pejzażu do szybu kopalnianego w którym prawie można policzyć schodki.
Które z płócien prezentowanych na wystawie uznaje Pani za najlepsze?
To zależy jak sklasyfikujemy ten "najlepszy". Na pewno nie mam jednego faworyta.
Bez wątpienia są to wilki, dlatego, że powstały razem z moimi synami.
Kogut jest najlepszy pod względem precyzji, barw i tego, u jak wielu osób wzbudza wspomnienia dzieciństwa.
Szyb kopalniany jest najlepszy, bo malowany był najdłużej i udało mi się osiągnąć zamierzony cel, a nawet wyszło lepiej, niż myślałam. Pomimo wielu zwątpień, nie dałam za wygraną! 
Zachód jest najlepszy, bo ma dla mnie wartość sentymentalną, namalowałam go już jako żona i matka.

Reklama

Czy przytrafiła się Pani zmiana spojrzenia na własne płótno? Np. po pewnym czasie uznała Pani, że jest zupełnie udane?
Oczywiście, że tak.
Każda praca jest malowana na innym etapie mojego rozwoju artystycznego. Są oczywiście rzeczy, które teraz namalowałabym lepiej, ale to, że teraz zrobiłabym to inaczej nie znaczy, że wtedy zrobiłam źle, zrobiłam, tak jak potrafiłam najlepiej na tamten moment.  Można by zapytać, czy nie mogę po prostu poprawić tego, co się nie udało? Otóż nie, jeżeli się już podpisałam to " jak kropka nad i " nie ruszam już obrazu.
 

Wisława Szymborska pisała o pracach Witolda Wojtkiewicza, że „rzeczy najważniejsze mówią o nim jego obrazy”. Co o Pani mówią pani płótna? 
Samej trudno byłoby mi odpowiedzieć na to pytanie, chociaż wiem, że jestem osobą radosną i potrafię znaleźć szczęście w małych rzeczach. Takie też są moje obrazy - pełne energii, koloru i radości.
Natomiast podczas wernisażu rozmawiałam z wieloma osobami w tym z jedną znajomą, Ewą - która powiedziała do mnie piękne słowa. Mianowicie to, że przyglądając się im wszystkim widzi moją dziecięcą radość, babciny ogródek, wiejskie - sielskie życie, miłość do natury i wspomnienie babci.
To wszystko jest prawdą, myślę, że maluje się przede wszystkim sercem, a jeżeli ono jest szczęśliwe, kochające i kochane znajduje to swoje odzwierciedlenie w twórczości.

Reklama

Pewna znana aktorka stwierdziła, że nie należy do kobiet, które przechodzą przez swoją epokę niezauważone. Czy rzeczywiście w uprawianiu sztuki rzecz idzie o popularność, czy może wystarczy jedynie autentyczna radość z pracy twórczej?
Jeżeli chodzi o sztukę sądzę, że nie chodzi wcale o popularność. Chodzi o to, żeby robić piękne rzeczy i móc się nimi dzielić z innymi.
Tworzy się dla ludzi. Czymże byłoby malarstwo, rzeźbiarstwo, fotografia czy architektura bez odbiorców? Sztuka skłania nas do refleksji, pozwala zatrzymać się na chwile, przywołuje w nas wspomnienia. Dajmy na to gdyby jeden obraz miało ocenić dziesięcioro to każda znajdzie w nim coś innego, u każdego wywoła inne emocje. To jest piękne w tworzeniu- człowiek pragnie się tym podzielić, nieważne czy wszyscy wypowiedzą się pochlebnie, przecież może się komuś nie podobać i takie prawo sztuki. Nie ma tu miejsca na pychę, to ciągły rozwój, radość z tworzenia i autentyczność w tym, co się robi.
 

Reklama

Czy pani zdaniem człowiek nie powinien być przeciętny?
Nie mnie oceniać drugiego człowieka, niemniej jednak jeżeli ktoś wybiera życie przeciętne nie powinien na nie narzekać. Jesteśmy dorośli, mamy prawo wyboru, zdrowy rozsądek i XXI wiek, który daje nam niezliczone możliwości.
Niech każdy robi to, co go uszczęśliwia, jeżeli jest to klasyczne życie to oczywiście ,że też może być piękne, pod warunkiem, że nasze dni dają nam radość. Przecież sama prowadzę statystyczne- przeciętne życie. Praca, dom, dzieci, kredyt, pies ,zakupy i codzienne obowiązki. Mamy życie takie, jakie sami sobie stworzymy. Ktoś może powiedzieć, że dzisiejsze czasy instagrama, facebooka itd. nie ułatwiają radości z życia codziennego, gdy widzimy jak inni są znowu na wakacjach, drogich zakupach, czy znowu pięknie wyglądają. Myślę,że to nie czasy tylko indywidualny problem bycia zazdrosnym o czyjeś na pozór lepsze życie. Nikt nikomu nie broni żyć tak jak ktoś tego zapragnie. Tylko żyjmy swoim życiem, nie cudzym.

Jak postrzega Pani sztukę współczesną? Czy ją Pani lubi?
Na pewno dużo w niej abstrakcji, daje niezliczone możliwosci interpretacji. Natomiast, ciekawszy wydaje mi się sam surrealizm, z którego sztuka współczesna wiele zapożyczyła.
Życzę dalszych malarskich sukcesów, dziękuję – Ela Bigas

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 04/09/2026 09:24
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo jaw.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości