Kompromitacji ciąg dalszy. Ekipa Sermaka wciąż „na fali”
AWAP
30/09/2013 12:38
Szczakowianka nie zwalnia tempa w otrzymywaniu… kolejnych łomotów od ligowych słabeuszy. Po haniebnej porażce 6:1 z Polonią Łaziska Górne, teraz drużyna prowadzona przez Andrzeja Sermaka przegrała 0:1 z Piastem Strzelce Opolskie, beniaminkiem, który nie zdobył jeszcze ani jednego punktu, tracąc średnio w każdym meczu ponad trzy bramki. Mając na uwadze dobre imię klubu i miasta, skomentować to można w następujący sposób: „Kończ waść, wstydu oszczędź”.
Niespełna 200 najwierniejszych kibiców, którzy zawitali w sobotnie popołudnie na stadion, musieli być świadomi tego, że będą świadkami bardzo siermiężnego futbolu. W końcu spotkały się dwie ekipy, których gracze – poza bardzo nielicznymi wyjątkami – nie zasługują na grę na III-ligowym poziomie. To co jednak fani musieli oglądać przez 90 minut meczu było jak najgorszy senny koszmar. Nawet największy pesymista i malkontent nie spodziewał się takiej piłkarskiej bryndzy. Trener Sermak i jego ludzie jak widać ciągle nas zaskakują. I to wszystko za kosmiczną kwotę 12 zł. Dla porównania, prestiżowy mecz sparingowy pomiędzy Wisłą Kraków, a VFL Wolfsburg, czołową drużyną Bundesligi, można obejrzeć nawet za przysłowiowego „piątaka”.
Przegrać z drużyną, która po ośmiu meczach pod rubryką zgromadzonych punktów miała na koncie jedno wielkie zero oraz bilans bramkowy 4:34 to prawdziwa sztuka. Gdy dodamy, że dokonali tego na własnym stadionie, sztuka zamienia się w istny majstersztyk. W przypadku meczu wyjazdowego, być może jakimś uzasadnieniem byłoby ewentualne kartoflisko, na którym odbyłby się mecz. Zresztą na mniejszym i nierównym boisku czasem łatwiej się bronić. A nam pozostaje już tylko rozpaczliwa obrona o każde oczko. Komplet punktów pozostaje jak na razie w sferze marzeń. Szombierki Bytom, z którymi jakimś cudem wygraliśmy, będą pluły sobie w brodę do końca sezonu.
Piast Strzelce Opolskie objął prowadzenie bardzo szybko, bo już w 6. minucie meczu. Po dziwnym zachowaniu naszego kapitana, Rafała Berlińskiego, goście po dobrym rozegraniu rzutu wolnego wyszli na prowadzenie. Skutecznym strzałem popisał się Daniel Rychlewicz. Szczakowianka próbowała się odgrażać. Niestety, na próbach się skończyło. Najwięcej zagrożenia stwarzali grający na bokach Sieniawski oraz Domurat.
Pierwszy z nich był w praktyce jedynym zawodnikiem, który od czasu do czasu potrafił obsłużyć dobrym zagraniem swoich partnerów. Na małe wyróżnienie zasłużył też krytykowany za ostatnie mecze Maciej Domurat. Swoją ruchliwością, dynamiką oraz dobrą grą na skrzydle pokazał, że obecnie lepiej czuje się on z przodu, jak w obronie. Od dawna odnieść można było wrażenie, że miejsce tego zawodnika jest na skrzydle. Ostatnio przekonali się też o tym kibice. Czekamy jeszcze aż były gracz MKS-u Trzebinia/Siersza przekona do tego swojego trenera. Po dłuższej absencji na najbliższy mecz z Ruchem Radzionków gotów do gry będzie Wojciech Franiel, tak więc pole manewru w defensywie będzie większe.
Najlepszą i chyba jedyną dobrą sytuację podbramkową jaworznianie stworzyli w 40. minucie meczu, kiedy to Mużyłowski wyłożył piłkę w polu karnym do Michała Biskupa, lecz ten nie zdołał trafić w futbolówkę. Parę prób jeszcze było, jednak zazwyczaj kończyły się one na niecelnych strzałach z dalszych odległości. Do braku napastnika w zespole, należy jeszcze dodać kogoś kto potrafiłby przytrzymać i rozegrać piłkę w środku pola, gdyż takiego zawodnika także nie mamy. Nie mamy jednak przede wszystkim punktów, których raczej na próżno doszukiwać się w meczu z Ruchem Radzionków. Piłka bywa czasami przewrotna, a los czasami sprzyja słabszym. Z tym, że samo się nic nie zrobi…