Lucjan Rydel - poeta młodopolski, wielki oryginał i indywidualista. Lubił snuć się po krakowskich plantach w malowniczej długiej pelerynie.
Tej postaci prelekcję „Jaworznickie rozbłyski w działalności Lucjana Rydla” poświeciła Barbara Sikora - starszy kustosz Miejskiej Biblioteki Publicznej w Jaworznie. W sali wykładowej Pedagogicznej Biblioteki Wojewódzkiej Filii w Jaworznie pojawili się żądni wiedzy seniorzy jaworznickiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku i uczniowie I Liceum Ogólnokształcącego.
Opowieść pani Sikory o Rydlu ciekawa, prezentowana z wielką swadą i co rusz szpikowana zabawnymi dykteryjkami.
Wszak inaczej o Rydlu nie można. Uchodził za wielkiego gadułę, mawiano o nim z przekąsem - Deszcz pada, pada, pada a Rydel gada, gada, gada. Był poetą, dramatopisarzem, krytykiem teatralnym, animatorem kultury, działaczem społecznym. Ponoć dziecko z niego byłe żywe, uwielbiał zabawy w kominiarza, wszędzie się pchał, a na wakacjach w Krynicy zaczepiał z balkonu - ku udręce swej matki - co ciekawsze panie w kapeluszach.
Ludomania Rydla zaowocowała jego ślubem z Jadwigą Mikołajczykówną, córką niebogatego gospodarza z podkrakowskich Bronowic.
Na karty polskiej literatury trafił więc Rydel jako Pan Młody w „Weselu” Wyspiańskiego, który ślub owy opisał.
W krakowskim Kabarecie „Zielony Balonik” dworowano sobie jeszcze długo z tych zaślubin, czyniąc z niego „męczennika wiejskiego”, z czego Rydel nic sobie nie robił.
Zresztą wieś Mikołajczykówny godna była tak ogromnego oryginała. Po pożarze we wsi gadano: „Chwała Panu, chwała, kościół się spalił a karczma została”.
Bronowiccy chłopi zaakceptowali wszelkie Rydla ekscentryzmy, łącznie z tym, że ponoć jak mawiano pod spód nic nie wdziewał, chodził bosy i z gołą głową.
Z gadulstwa Rydla dworowano sobie bez pohamowań, napisano wręcz na wiele lat przed jego śmiercią krótki nagrobny wierszyk: „Tu leży Lucjan. Milcząc leży. Kto nie zobaczy nie uwierzy”.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze