Reklama

Oczywista Nieoczywistość - Powrót do normalności?

Chciałoby się rzec, że miodowy miesiąc ukraińskiej diaspory w Polsce dobiega końca. I choć określenie „miesiąc miodowy” wypada traktować tutaj z daleko idącym przymrużeniem oka, to faktem jest to, że coraz więcej obywateli naszego wschodniego sąsiada wraca do swojej ojczyzny; trudno się temu dziwić, w końcu tam, gdzieś na ukrainnych rubieżach swojej ojczyzny pozostawili swe domy, mieszkania, rodziców, dziadków, przyjaciół…

Ale i swoich zobowiązań, kredytów. Całkiem niedawno dowiedziałem się, że na czas wojny nie muszą oni spłacać takowych właśnie, ale wojna chyba powoli się kończy. Co gorsza wielu z tych, którzy kupowali domy czy mieszkania na kredyt, ubezpieczali je na wypadek powodzi, pożaru, kradzieży ale nie… wojny. Ci, którzy stracili więc dorobek swego życia pod jarzmem bomb, rakiet i pocisków nie tylko nie mają w zasadzie do czego wracać ale i nadal spłacać muszą raty za to, co przepadło częstokroć bezpowrotnie, zamieniając się w zwały gruzu. Przykre ale prawdziwe, chciałoby się powiedzieć- bezduszne.

Nastąpił wszak moment, i to jest poza dyskusją, w którym wiadomo już, że Ukraina tej wojny nie przegra, moralnie zresztą już zwyciężyła, ale o pełnym sukcesie też niestety nie może być mowy. Oto wszak na naszych oczach Dawid naprawdę pokonał Goliata, choć jego szanse w tej konfrontacji, po pierwszych kilkudziesięciu godzinach wojny wydawały się być zerowe. Stało się wszak inaczej. I chociaż wielki niedźwiedź znad Moskwy porykuje głośno, wydaje się wszak być na chwilę obecną raczej bezsilny, ospały i sfrustrowany. Skompromitował swoją poczciwą, co do zasady, twarz, nie jest wszak tajemnicą, że o ile z rosyjskim establishmentem nie było nam raczej nigdy po drodze, o tyle „szeregowi” Rosjanie odbierani są u nas raczej jako poczciwi ludzie, aczkolwiek z naciskiem na „raczej”. I chociaż trudno obecną sytuację uznać za stabilną i bezpieczną, to jednak nie sposób nie odnieść wrażenia, że coś się skończyło i coś się zaczyna od nowa.

[caption id="attachment_255201" align="alignnone" width="640"] Rafał Olbiński Błogosławiona normalność (wikipedia)[/caption]

Jadąc dziś autobusem naszej lokalnej komunikacji miejskiej przeczytałem na elektronicznym ekranie, że obywatele Ukrainy stracili już prawo do darmowej podróży. Trochę mnie to zaskoczyło, jakby lekko ocuciło z nużącego letargu; nie żebym uważał, że ów przejściowy stan darmowych wojaży po naszym pięknym mieście miał trwać nadal, nie, absolutnie nie. Uderzył mnie wszak na swój sposób ów pragmatyzm, owa codzienność i rzeczywistość dnia oraz chleba powszedniego, która kładzie powoli kres nieco wyidealizowanemu wizerunkowi toczącej się wojny; wojny strasznej, okrutnej, niesprawiedliwej ale i wojny z dala od nas, toczącej się na ekranach naszych telewizorów, tabletów, laptopów, absorbowanej przez nas jak dobry dreszczowiec lub nie mniej wciągająca gra komputerowa. Taką jest ona zapewne i dla niejednego z tych, którzy, niczym w ramach owczego pędu, przybyli do nas, nad Wisłę, dla tych, którzy spacerują po ulicach z komórkami bądź innymi nośnikami w rękach, bardzo często uśmiechnięci, niemal beztroscy. Bo przecież wielu z nich przybyło z miejsc, w których wojny nie było wcale. Zwycięża więc ów wspomniany, bezduszny trochę, pragmatyzm nieubłaganie, ludzie ci winni brać wszak niewątpliwie sprawy w swoje ręce, są bowiem obywatelami kraju dzielnego, prężnego, przedstawicielami hardego narodu. Jeśli chcą zostać, niech zostają, pracują- bo praca dla niejednego fachowca się u nas znajdzie, niech płacą podatki, dokładając się do naszej wspólnej skarbonki, tak aby i oni, w razie potrzeby mogli z niej czerpać. Jeśli chcą wracać, to niech to czynią, niech odbudowują swój kraj, niech przywracają normalność, niech podnoszą feniksa z popiołów, tak jak Polacy odbudowywali swój kraj, miasta, stolicę, tak jak budowali go niemal od podstaw, niemal od zera. I to nie raz w historii. Nam się udało, im również się uda, na pewno. Bo przecież ponoć to, co nas nie zabija, dodaje nam sił. Wierzę w to gorąco. Nie mam wątpliwości, że na ile to będzie możliwe, i my, ich zachodni sąsiedzi pomożemy im tak, jak umiemy i jak czyniliśmy to dotychczas, dając wobec nich i świata piękne i wielkie świadectwo człowieczeństwa. Mam też nadzieję, że naszego zaangażowania i bratniej pomocy nam nie zapomną, że nasze zmartwychwstałe, jakby na to nie patrzeć, braterstwo nie umrze ponownie; że nie poróżni nas na nowo Bandera, Lwów, Chmielnicki, Wiśniowiecki, UPA, OUN, Wołyń, AK. Obawiam się wszak tego, a jest to wrażenie bardzo wyraźnie drążące we mnie czarną dziurę, że wszystko jednak wróci „do normy”, wylewając się poza jej formy; że zaczęło się od darmowych biletów, a właściwie ich kresu, a potem przyjdą inne zmiany, które okroją beneficjalne profity naszych szanownych gości. Boję się więc wzajemnych roszczeń, pogardy, oplwania, pretensji, zaglądania do cudzych portfeli, wymawiania, wygadywania, żalów i zawiści. Obawiam się także tego, że oni sami nie poradzą sobie z sobą, że wojna która ich połączyła (ale tylko częściowo niestety), teraz pójdzie w niepamięć, że znów poróżni ich i nas trudna rzeczywistość. Mój siedmioletni syn powtarza ciągle, że najbardziej niegrzeczne dzieci to te z Ukrainy, że to one właśnie, pomiędzy sobą, najczęściej biją się i awanturują w szkolnej świetlicy. Pedagogowie i psychologowie pewnie by to fachowo wyjaśnili i wytłumaczyli, na placu zabaw wszak, w centrum miasta, na co dzień niemal widzę, jak ukraińskie dzieci mówiące po ukraińsku, nie chcą się bawić z tymi mówiącymi w języku rosyjskim. Patrzę na nich, widzę jak wyalienowani są, nie tylko wobec nas, ale także, a może przede wszystkim, wobec siebie, swoich współrodaków, tak jakby mało było im samotności wśród nas, pogłębiają także tą, pośród siebie nawzajem. I jakoś nie martwię się specjalnie o tych, którzy powrócą do swojej ojczyzny, o wiele bardziej trapi mnie to, co stanie się z tymi, którzy zostaną tutaj bądź pojada dalej. Kim staną się dla siebie i dla innych. I czy nie będzie tak, jak kiedyś z nami, że za granicą Polak Polaka wykorzystywał; jako pracodawca, handlowiec, przewoźnik; doił z niego wszystko, oszukiwał, a wszelką pomoc można było uzyskać częściej od obcych, niż swoich. Mówiło się, że Polak Polakowi wilkiem. Czy to wszak aby na pewno wyłącznie kwestia charakteru narodowego, a może jednak czegoś więcej (to znaczy mniej)- może to podział na ludzi i ludziska, a nie na Polaków, Ukraińców czy Rosjan? Może? Czy nie jesteśmy wszak jedną wielką rodziną, przynajmniej umownie? Tym bardziej w obrębie konkretnego narodu i współrodaków? Czy jednak, jak powiedział kiedyś ktoś, z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciu? Może więc pora podrzeć stare fotografie i wszystko zacząć od nowa? Może zacząć pstrykać nową rzeczywistość jeszcze raz? Tylko czy aby naprawdę tego chcemy i komukolwiek to jeszcze potrzebne? Może wygodniej okopać się jednak w swych posadowionych przez czas grajdołkach i zerkać jedynie na to, czy aby ktoś z najbliższego sąsiedztwa, lub tego dalszego, nie dzierży w garści piachu wyłącznie po to, by przy najbliższej okazji sypnąć nim prosto w nasze oczy?
Jarosław Sawiak

[caption id="attachment_178858" align="alignnone" width="213"] Jarosław Sawiak[/caption]

Aplikacja jaw.pl

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.


Aplikacja na Androida Aplikacja na IOS

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo jaw.pl




Reklama