Krystian Gierczyk z Zespołu Szkół Ponadpodstawowych nr 3 w Jaworznie znalazł się w gronie pięciu nauczycieli nominowanych do Nagrody im. prof. Józefa Pietera. Jak podkreśla, w pracy z młodzieżą najważniejsze są dla niego relacje, empatia i spojrzenie na ucznia jak na człowieka z własną historią.
Patrycja Koprzak: Co w budowaniu relacji z uczniami jest dla pana najważniejsze, aby stworzyć atmosferę autentycznego zaufania?
Krystian Gierczyk: Myślę, że spojrzenie na ucznia jako na człowieka, który ma swoją historię życia, ale także własne problemy, z którymi przychodzi do szkoły. To w niej też szuka relacji z nauczycielem, jako takim mentorem, żeby z nim porozmawiać, czasami zwierzyć się i powiedzieć mu co jest dla niego trudne, w czym potrzebuje pomocy. Myślę, że to jest istotne i bardzo ważne w mojej pracy.
Kto lub co najbardziej wpłynęło na pana styl nauczania i sprawiło, że po 17 latach pracy w zawodzie wciąż podchodzi pan do niej z dużą energią, zaangażowaniem? Zaczynał pan od nauczania religii, później widzimy zmianę i łączy pan matematykę z fryzjerstwem.
Faktycznie moim pierwszym wykształceniem jest teologia, a następnie matematyka i fryzjerstwo. Kiedy mówię ludziom jakich przedmiotów uczę, to słyszę: "Wow, jakie kombo. Jak to możliwe, że fryzjer, matematyk, katecheta w jednej osobie". Powiem tylko tyle, że można to połączyć.
Bycie katechetą jako moje pierwsze powołanie dało mi takie spojrzenie na człowieka i uczenie się empatii do niego. Zwróciło uwagę na wrażliwość do człowieka, na rozmowę z nim, wysłuchiwanie go. To pole zawdzięczam właśnie katechezie. Później, pracując w salonie fryzjerskim i ucząc katechezy, kiedy mówiłem klientom o tym kim jestem, to też się dziwili. Gdy pracowałem w salonie fryzjerskim w centrum Jaworzna, nauczyłem się rozmawiać z klientem i go słuchać, co potem przeniosłem też na pracę z uczniami w szkole.
Później doszła matematyka.
Tak, najpierw uczyłem jej w szkole podstawowej, a obecnie w technikum. To też jest ciekawe, bo jednak widzę korelację między matematyką a fryzjerstwem.
Ktoś może się dziwić jak to można połączyć?
W strzyżeniu pomaga znajomość geometrii przestrzennej; kąt prosty, ostry, rozwarty, żeby dobrze ostrzyc. Gdy farbujemy czy rozjaśniamy, to trzeba odpowiednio dobrać środki farbujące i rozjaśniacz, żeby kolor wyszedł taki, jaki ktoś sobie wybrał. W tym przypadku trzeba się znać na proporcjach.
Jednym słowem od matematyki nie da się uciec w codziennym życiu.
Dokładnie. Mówię to także moim uczniom, tym bardziej teraz, gdy uczę fryzjerstwa. Niektórzy z nich twierdzą, że przecież nie muszą jej znać, bo chcą być fryzjerami, a nie matematykami. Odpowiadam im wówczas: „Słuchajcie, to jest potrzebne, żeby dobrze ostrzyc, zafarbować. Zwróćcie uwagę, że to wszystko jest ze sobą połączone.
Czy to zamiłowanie do fryzjerstwa kiełkowało w panu już od dziecka?
Pamiętam z dzieciństwa, że moja ciocia była fryzjerką. Jak przychodziła do mamy, aby ją strzyc lub farbować, to zawsze się przyglądałem, podziwiałem i już wtedy twierdziłem, że to coś fajnego. Później brałem lalki mojej siostry, czesałem je, bawiliśmy się także razem, więc tak, fryzjerstwo było ze mną od dziecka. Muszę też powiedzieć, że chęć bycia nauczycielem też wzrastała we mnie od dzieciństwa. Pamiętam, że razem z moim rodzeństwem, Marcinem i Anią, bawiliśmy się w szkołę. Robiliśmy kartkówki, mieliśmy swoje dzienniki. Niektórzy mogą twierdzić, że bycie nauczycielem to przecież nic ciekawego, ale ja to bardzo lubię.
Co w pracy z młodzieżą daje panu największą satysfakcję i pozwala skutecznie docierać do młodych ludzi, nawet wtedy, gdy wydaje się to trudne?
Bardzo często w klasach pierwszych technikum jeszcze nie do końca czują to fryzjerstwo i staram się im pokazać, że to zawód przyszłościowy i warto na niego postawić, uczyć się go. Budujące jest to, gdy patrzę na ich rozwój z jednej strony osobisty, a z drugiej właśnie zawodowy. Widzimy to także w 100. procentowej zdawalności egzaminów zawodowych. Biorą udział w konkursach i kończą je z wysokimi wynikami. To dla mnie potwierdzenie, że warto poświęcić swój czas dla uczniów.
Jest pan w gronie pięciu nominowanych nauczycieli z terenu województwa śląskiego. Wszystkich zgłoszeń wpłynęło 70. Jakie to dla pana uczucie?
Na pewno jest to coś niesamowitego.
Kto wysłał pana zgłoszenie?
W marcu od dyrekcji szkoły otrzymaliśmy informację, że ogłoszono konkurs. Mam kontakt z absolwentami szkoły i podczas któregoś spotkania wspomniałem, że jest taki plebiscyt, a wówczas jedna z uczennic powiedziała: "A może spróbujmy? Pan przecież został bohaterem katechezy w roku 2019, więc może warto pójść dalej?”. Zgodziłem się. Gdy ostatnio przyszła informacja o nominacji, zostałem zaproszony na konferencję prasową, gdzie mogłem poznać pozostałych nauczycieli. To wspaniałe osoby, które mają też bardzo duże zaplecze dydaktyczne, doświadczenie w działalności wolontariackiej. Łączy nas pasja do nauczania i zaangażowanie w życie szkoły. Bardzo dziękuję za tą nominację i już sama ona to dla mnie sukces.
Pociągnijmy jeszcze ten wątek wolontariatu. Wspólne wizyty z uczniami w DPS to nie tylko nauka zawodu, ale także lekcja wrażliwości. Czy po takich spotkaniach widzi pan jakieś zmiany w postawach uczniów?
Na pewno jest to trudny kawałek chleba. Nie będę tego ukrywał. Kiedy rozmawiamy z uczniami o tym, że mamy się wybrać do domu pomocy społecznej, to część uczniów podchodzi do tego sceptycznie, bo jednak to jest praca z osobą często chorą, która jest na przykład na wózku inwalidzkim i mają pewne obawy. Mówię im, że to jest kolejne doświadczenie i uczenie się empatii, wrażliwości na drugiego człowieka.
Gdy już tam jesteśmy, to ta bariera i lęk ustępuje. Mieszkańcy DPS-u są bardzo życzliwi. Naprawdę oni się cieszą, kiedy tam możemy przyjść. To dzięki tym wizytom uczymy się właśnie wrażliwości na drugiego człowieka. Gdy już wrócimy z DPS-u, to zdarza się, że część osób milczy. Widzę, że w ten sposób przeżywają emocje, których doświadczyli. Inni mówią, że naprawdę jest to coś budującego dla nich, że mogą poświęcić swój czas, swoje umiejętności dla drugiego człowieka. Mam do nich ogromny szacunek za to, że chce im się poświęcić ten czas i działać w wolontariacie. Jeździ z nami także pani Małgorzata Richter z CKZ, która zabiera sprzęt i dzięki temu też możemy pełnić te usługi na wysokim, profesjonalnym poziomie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze