Mimo już siódmej porażki w sezonie, to po kolejnej przegranej, tym razem 1:3 z rezerwami Piasta Gliwice, kibice nie musieli przynajmniej wstydzić się za swój zespół, co ostatnio regularnie miało miejsce. Doszukując się jakichś pozytywów, dwie ostatnie przegrane z Ruchem Radzionków i teraz z Piastem, nie były aż tak dotkliwe jak choćby z Łaziskami Górnymi czy Strzelcami Opolskimi.
Określenie „ z rezerwami Piasta” też nie do końca obrazuje skład jakim dysponował Krzysztof Szumski, trener gości. W wyjściowej jedenastce można bowiem było doszukać się wielu znanych nazwisk, począwszy od doświadczonego obrońcy Łukasza Krzyckiego, poprzez młodych Radosława Murawskiego i Bartosza Szeligę aż po czeskiego napastnika Tomasa Docekala.
Wszyscy to gracze z ekstraklasowym doświadczeniem. Grał jeszcze zawodnik, który najbardziej prowokował i irytował naszych piłkarzy, jak i kibiców, a więc Kamil Groborz, oznaczony numerem siódmym. Tak się jednak gra w wyższych ligach, a gracze popularnych „Piastunek” mając na uwadze wizję gry w ekstraklasie, grali na maksimum swoich możliwości. Młody jaworznicki zespół musiał się zmierzyć zatem z naprawdę solidną ekipą i gdyby po raz kolejny nie zabrakło wykończenia, to moglibyśmy się pokusić o co najmniej remis.
W pierwszej połowie inicjatywa była po stronie gości, jednak zdecydowanej przewagi po stronie gliwiczan nie stwierdzono. Poza groźnym strzałem Krzysztofa Hałgasa czy początkowo bezowocnych próbach Tomasa Docekala goście nie potrafili się przebić przez dosyć szczelną obronę jaworznian. Na około kwadrans przed końcem, ze względu na kontuzję boisko musiał opuścić Maciej Domurat. Zastąpił go młody Tomasz Dworak, który rozegrał całkiem solidny mecz. Piast jednak w końcu doczekał się pierwszego gola. Będąc bardziej precyzyjnym doczekał się Docekal, który wykorzystał precyzyjne podanie Szeligi ze skrzydła.
Po zmianie stron to Szczakowianka o dziwo napierała na rywala. Najbliższy szczęścia był zawodnik, który dzień wcześniej skończył równe 30 lat, a więc Aleksander Mużyłowski. Jubilat nie będzie wspominał jednak tego meczu zbyt dobrze. Znalazł się on w wymarzonej sytuacji sam na sam z bramkarzem, jednak jego strzał lobem odbił bramkarz gości. Chwilę później swoją szansę znów miał Mużyłowski, jednak ponownie nie potrafił pokonać Kowalika, bramkarza gości. Swoje dwie szanse miał też Paweł Kędroń. Szczaksa ostatecznie osiągnęła swój cel, strzelając bramkę w 66. minucie. Uczynił to Paweł Sermak, który zaliczył precyzyjne trafienie po strzale głową. Po tej akcji z nieba do piekła spadliśmy jednak bardzo szybko.
Stara piłkarska prawda mówiąca o tym, że niewykorzystane sytuacje się mszczą, miała idealne odzwierciedlenie na stadionie przy ul. Krakowskiej. Rafał Berliński ratując swój zespół przed groźną sytuacją podbramkową, faulował gracza Piasta i tym samym zmusił arbitra, będącego zdecydowanie najsłabszym ogniwem na boisku, do pokazania czerwonego kartonika naszemu doświadczonemu stoperowi. Droga do naszej bramki była już zatem otwarta, a dzieła zniszczenia dokonali Hałgas i ponownie Docekal, ustalając wynik meczu na 1:3.
Porażka ta wstydu naszej drużynie nie przyniosła. Jakiś minimalny progres w postawie naszej drużyny można zaobserwować, jednakże to jeszcze zdecydowanie za mało jeśli myśli się o wygrywaniu meczów.
W najbliższą sobotę, już o godzinie 15:00, zagramy ponownie u siebie, tym razem z bezsprzecznym liderem- Skrą Częstochowa.